The sky is never the limit !
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- urnotindanger
- -#aktywny

- Posty: 345
- Rejestracja: 21 sie 2011, 18:53
- Soya
- LEGENDA

- Posty: 2386
- Rejestracja: 23 paź 2009, 16:27
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Mam już 3 obiady za sobą, zostały jeszcze 4. Masakra. Czuję się jak na lekcjach fizyki w liceum. Uczyłam się skoro kazali, niby ogarniałam te wzory, ale jak mnie kiedyś nauczyciel zapytał co bym zrobiła gdyby mi się taki układ w domu zepsuł to odpowiedziałam "wezwałabym elektryka." Tak się stało, że elektryka trzymam w domu więc nie muszę wzywać i podejrzewam, że w NATO nie mają tak dobrze elektryki położonej bo jak się Kuba z moim ojcem po fachu i po jednej uczelni za to zabrali to przewody w ścianach są poukładane niemal alfabetycznie. A ja wyjście z ostatniej lekcji fizyki w liceum celebrowałam z należytą tej chwili uciechą. I tak czuję się teraz. Jak się nie lubi stania w kuchni to się zamawia pizzę albo je na mieście. Jak w niedzielę wreszcie będę mogła opuścić kuchnię to zapamiętam to na długo. Kurde, mogłam zrobić side-beta o tydzień robienia masaży, prasowania jego koszul, czesania kotów czy whatever. To nie, przyjęłam zakład o gotowanie, głupia jestem, dobrze mi tak.
Pomyślałam wczoraj, że zrobię na obiad to czego u Kuby się nie mogłam doczekać - pierogi z wiśniami i czarną porzeczką. Kupiłam drylownicę i wszystko co potrzebne. Kuba się rozsiadł na kanapie, złożył sobie drylownicę i cieszył się tym drylowaniem jak wyścigami resoraków w przedszkolu. Niekłamana pasja jaką w to wkładał doprowadziła do tego, że stół i podłoga wyglądały jak po kręceniu scen do teksańskiej masakry. Pierogi wyszły doskonałe, wiedziałam że mam talent po babci ale jak wiedziałam ile się namęczyłam z ciastem to już nie umiałam się tym smakiem odpowiednio cieszyć. Jak mi jeszcze raz kiedyś przyjdzie do bezmózgiej głowy taki pomysł żeby zrobić pierogi to sobie każę tę głowę amputować. Mam przynajmniej nadzieję, że tego co z wczoraj zostało Kuba nie opchnął na śniadanie i dzisiejszy obiad mam z głowy.
Dla świadków zakładu ze zlotu - tak, wiem że miało być każdego dnia co innego, więc tak będzie. Wczoraj były ze śmietaną, dziś będą z jogurtem.
Pomyślałam wczoraj, że zrobię na obiad to czego u Kuby się nie mogłam doczekać - pierogi z wiśniami i czarną porzeczką. Kupiłam drylownicę i wszystko co potrzebne. Kuba się rozsiadł na kanapie, złożył sobie drylownicę i cieszył się tym drylowaniem jak wyścigami resoraków w przedszkolu. Niekłamana pasja jaką w to wkładał doprowadziła do tego, że stół i podłoga wyglądały jak po kręceniu scen do teksańskiej masakry. Pierogi wyszły doskonałe, wiedziałam że mam talent po babci ale jak wiedziałam ile się namęczyłam z ciastem to już nie umiałam się tym smakiem odpowiednio cieszyć. Jak mi jeszcze raz kiedyś przyjdzie do bezmózgiej głowy taki pomysł żeby zrobić pierogi to sobie każę tę głowę amputować. Mam przynajmniej nadzieję, że tego co z wczoraj zostało Kuba nie opchnął na śniadanie i dzisiejszy obiad mam z głowy.
Dla świadków zakładu ze zlotu - tak, wiem że miało być każdego dnia co innego, więc tak będzie. Wczoraj były ze śmietaną, dziś będą z jogurtem.
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Musiałam w tym roku podzielić urlop na raty. Pierwszy tydzień mam już za sobą, drugi nie wiem kiedy, ale mam nadzieję, że odpocznę bo teraz to się więcej napracowałam niż odpoczęłam.
Pojechałam sobie na wieś, taką z prawdziwego zdarzenia. Wspomnieć muszę, że 1/4 tego gospodarstwa została mi w spadku po babci. Nigdy się tym specjalnie nie interesowałam, nie zamierzałam dookoła tego nic robić ani też sprzedawać. Zawsze tam mieszkał któryś z moich wujków i się martwił tym żeby podatki były opłacone, krowy nakarmione a pole zaorane. Niestety sielanka się skończyła i młodsze pokolenie dbać już o to nie potrafi, pole zarosło, krowa została jedna. Za to pojawiła się dwójka dzieci w wieku 2,5 i 1,5 które zabierają zbyt wiele cennego czasu a dla mnie były doskonałą terapią uwalniającą od chęci posiadania własnych.
Dzieci kosztują, mieszkać gdzieś muszą więc młode pokolenie wystąpiło o dopłaty z Unii, które wyniosły ponad 9000 zł, zgłosiło się do wszystkich dziedziczących o zrzeczenie się spadku na ich rzecz. Znajomości mi powiedziały że pole od tygodnia jest oddane w dzierżawę. Niestety człowiekowi którego strach spotkać za dnia a co dopiero ciemną nocą. I tym sposobem zamiast zapewnienia, że spadku się zrzeknę młode pokolenie zobaczyło grożący palec, że przy takiej sytuacji nie przepiszę na nich ziemi ale raczej wystąpię do sądu o podział majątku. I tu się zaczynają moje problemy. Przewertowałam jeszcze raz podręczniki do prawa spadkowego. Jakimś cudem łapię się na dziedziczenie ziemi rolnej nawet według starych pro-PGR-owskich przepisów. Mogę ją sobie mieć. Problem w tym że nic więcej nie mogę z nią zrobić bo nie mam szkoły rolniczej. Człowiek zaradny załatwia takie rzeczy w rok - korespondencyjne studium rolnicze, gratis papiery potwierdzające biegłą obsługę ciągnika rolniczego. Gdzieś na pewno da się to załatwić
Wtedy mogę wziąć dopłatę z Unii i posadzić sobie coś mało wymagającego mojej pracy - np. porzeczki. I to jest właśnie następny problem. Tej ziemi do podziału jest ponad 9ha. Czyli ja mam coś ponad 2ha. Jak się o tym myśli - to nie dużo, ale jak bym miała to ręcznie porzeczkami obsadzać to jednak chyba wolę znowu tydzień gotowania w domu.
A potem przyjdzie mi się jeszcze użerać z mafią. Wiedziałam, że mnie kiedyś za coś dopadnie. Z jednej strony ten dzierżawca to taki człowiek, który potrafiłby zastrzelić bez mrugnięcia okiem jak mu ktoś zajdzie za skórę. Z drugiej strony to tylko wiejska mafia. Ludzie ze wsi mogą się go bać a ja go mogę położyć marynarką od Bossa, warszawskim akcentem i słowotokiem jak z wiadomości TVNu. A jak ja nie dam rady to się wyśle do niego Warszawską mafię w postaci mojego Tatusia. I tu znowu wracamy do punktu wyjścia - Nissan Navara Tatusia może nie dać sobie rady w starciu z ciągnikiem rolniczym marki Lamborghini...
Kuba się zaczął dziwnie uśmiechać jak się dowiedział, że mam udziały w tej ziemi. Aczkolwiek ja zawsze potencjalnym facetom robię test. Zanim się dowiedzą, że mam dwupokojowe mieszkanie w Wawie, 2ha koło Siedlec, bogatego Tatusia i nie taką biedną mamusię to najpierw im pokazuję malucha mojej matki. Nie mogę jej przekonać do zmiany tego rzęcha bo jest w nim zakochana. Trudno. W każdym razie od reakcji na malucha zawsze zależało czego się delikwent dowie więcej. Kuba ten test w swoim czasie zdał doskonale więc nie sądzę żeby ten kawałeczek ziemi pod lasem robił mu taką różnicę. Tym bardziej, że przez 7 lat mu o nim nie wspominałam.
Pojechałam sobie na wieś, taką z prawdziwego zdarzenia. Wspomnieć muszę, że 1/4 tego gospodarstwa została mi w spadku po babci. Nigdy się tym specjalnie nie interesowałam, nie zamierzałam dookoła tego nic robić ani też sprzedawać. Zawsze tam mieszkał któryś z moich wujków i się martwił tym żeby podatki były opłacone, krowy nakarmione a pole zaorane. Niestety sielanka się skończyła i młodsze pokolenie dbać już o to nie potrafi, pole zarosło, krowa została jedna. Za to pojawiła się dwójka dzieci w wieku 2,5 i 1,5 które zabierają zbyt wiele cennego czasu a dla mnie były doskonałą terapią uwalniającą od chęci posiadania własnych.
Dzieci kosztują, mieszkać gdzieś muszą więc młode pokolenie wystąpiło o dopłaty z Unii, które wyniosły ponad 9000 zł, zgłosiło się do wszystkich dziedziczących o zrzeczenie się spadku na ich rzecz. Znajomości mi powiedziały że pole od tygodnia jest oddane w dzierżawę. Niestety człowiekowi którego strach spotkać za dnia a co dopiero ciemną nocą. I tym sposobem zamiast zapewnienia, że spadku się zrzeknę młode pokolenie zobaczyło grożący palec, że przy takiej sytuacji nie przepiszę na nich ziemi ale raczej wystąpię do sądu o podział majątku. I tu się zaczynają moje problemy. Przewertowałam jeszcze raz podręczniki do prawa spadkowego. Jakimś cudem łapię się na dziedziczenie ziemi rolnej nawet według starych pro-PGR-owskich przepisów. Mogę ją sobie mieć. Problem w tym że nic więcej nie mogę z nią zrobić bo nie mam szkoły rolniczej. Człowiek zaradny załatwia takie rzeczy w rok - korespondencyjne studium rolnicze, gratis papiery potwierdzające biegłą obsługę ciągnika rolniczego. Gdzieś na pewno da się to załatwić
A potem przyjdzie mi się jeszcze użerać z mafią. Wiedziałam, że mnie kiedyś za coś dopadnie. Z jednej strony ten dzierżawca to taki człowiek, który potrafiłby zastrzelić bez mrugnięcia okiem jak mu ktoś zajdzie za skórę. Z drugiej strony to tylko wiejska mafia. Ludzie ze wsi mogą się go bać a ja go mogę położyć marynarką od Bossa, warszawskim akcentem i słowotokiem jak z wiadomości TVNu. A jak ja nie dam rady to się wyśle do niego Warszawską mafię w postaci mojego Tatusia. I tu znowu wracamy do punktu wyjścia - Nissan Navara Tatusia może nie dać sobie rady w starciu z ciągnikiem rolniczym marki Lamborghini...
Kuba się zaczął dziwnie uśmiechać jak się dowiedział, że mam udziały w tej ziemi. Aczkolwiek ja zawsze potencjalnym facetom robię test. Zanim się dowiedzą, że mam dwupokojowe mieszkanie w Wawie, 2ha koło Siedlec, bogatego Tatusia i nie taką biedną mamusię to najpierw im pokazuję malucha mojej matki. Nie mogę jej przekonać do zmiany tego rzęcha bo jest w nim zakochana. Trudno. W każdym razie od reakcji na malucha zawsze zależało czego się delikwent dowie więcej. Kuba ten test w swoim czasie zdał doskonale więc nie sądzę żeby ten kawałeczek ziemi pod lasem robił mu taką różnicę. Tym bardziej, że przez 7 lat mu o nim nie wspominałam.
-
monk880
- -#VIP

- Posty: 702
- Rejestracja: 30 sty 2011, 19:50
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- Partyzant
- -#aktywny

- Posty: 407
- Rejestracja: 05 lis 2012, 19:25
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- gama
- LEGENDA

- Posty: 2880
- Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56
iza_doria pisze:Czekaj czekaj, jak obsadzimy tym całe 2ha to będziemy mieć tyle szmalu, że i mafia nie straszna I wszystkie sąsiednie wsie się będą u nas zaopatrywać.
I te PKPT bez alkoholu, tylko z Waszymi plonami...
- ile wczoraj w nocy graliście?
- od 20 do 6 rano
- ooo, to dużo gry było!
- nooo, 7 rozdań rozegraliśmy...
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- bizzarre
- -#VIP

- Posty: 1484
- Rejestracja: 08 mar 2010, 20:16
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Ja się zawsze czaję jak Mara rozdaje
Bo on mi zawsze rozda dobrze tylko tak żebym z tym nic nie mogła zrobić. Dał mi 55, małe podbicie i kilku limperów, flop do niczego, jak się nie obrócisz tak dupa z tyłu i nic nie zrobisz. Siedzę z tymi piątkami, patrzę na Marę, wiem że mi rozda dobrze ale oddsy jakie dla tych piątek dostaję przeczą wszelkiej matematyce a outy patrząc na flopa tracą jakąkolwiek wartość. Turn 5, River 5...
- urnotindanger
- -#aktywny

- Posty: 345
- Rejestracja: 21 sie 2011, 18:53
- mara
- LEGENDA

- Posty: 3121
- Rejestracja: 18 lis 2010, 20:35
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Trafiłam na jakiś dobry czas ostatnio. Głównie finansowo na co się składa kilka spraw.
Pierwsza jest taka, że dostałam podwyżkę. Całkiem sporą. Oczywiście nie dostałam z marszu, szef się chwilę powykręcał, w końcu powiedział, że sprawdzi jaki mam stosunek zysków do kosztów, zastanowi się itp. To był pierwszy i mam nadzieję ostatni raz jak nie zostawiłam pracy za drzwiami biura. Cały dzień chodziłam na lekkim "wnerwie." W końcu sobie wytłumaczyłam, że niebiznesowym z jego strony i niekoniecznie miłym dla mnie by było, gdyby nasza rozmowa wyglądała tak:
-Chciałabym podwyżkę w wysokości X zł.
-OK.
Pomyślałam też sobie, że nie to nie, pójdę sobie wreszcie do innej firmy, która mnie już od dłuższego czasu chce przejąć, nie będę wracała do tego tematu. Ale w następnym tygodniu szef przyjechał, powiedział sam z siebie że myśli o tym cały czas ale muszę mu migiem przesłać jakieś zaległe sprawy. Na dwa dni przed moim urlopem. Myślę sobie; no nie, tak dobrze nie będzie, zaczęłam sie wykręcać, że nie mam czasu. Jak poszedł to sobie myślę "w zasadzie to naprawdę nie mam czasu ? co ja teraz robię... film oglądam..." Pokonałam całego lenia w sobie, odwaliłam tą robotę, wysłałam mu i zdążyłam jeszcze film dokończyć. A podświadomie i tak zaczęłam zauważać, że się wyprowadzam: "o ten kwiatek trzeba będzie zabrać, matka mi przyniosła na imieniny, się obrazi jak zostawię." Po tygodniu w dniu wypłaty znowu przyjechał i zaczyna "przelew już puściłem, podwyżka też już poszła." Najpierw to mi się chce śmiać, celowo podałam kwotę dwukrotnie wyższą od rzeczywistej oczekiwanej, żeby w razie czego miał z czego targować. Potem myślę "cholera, może on mi tą podwyżkę brutto przyznał." Patrzę na przelew - cała kwota na rękę. No to jest co świętować, wykołowałam na negocjacjach absolwenta ekonomii.
Odkąd zabrałam Kubę przyszłej teściowej i zabrałam do Warszawy wnerwiało mnie że jeździ raz czy dwa razy w tygodniu do Pruszkowa na korepetycje do jakiejś laski. Kurde, chce Ci się w to babrać, to sobie znajdź tutaj, zapotrzebowanie będziesz miał jeśli w mojej podstawówce i gimnazjum uczą ciągle ci sami ludzie. A nie 1,5 godziny na dojazd w jedną stronę, dwie godziny nauki i powrót 1,5 godziny za jakieś groszowe sprawy. Ale Kuba że nie, bo to po znajomości, bo dziewczyna ma maturę za 2 lata a nie radzi sobie z matematyką, rodzice go prosili bla bla bla. Chyba bardzo ładna jest ta Klaudia. Fakt, że co roku jej ojciec dawał Kubie jakąś tam premię, czyniąc te dojazdy przynajmniej opłacalnymi. W tym roku dziewczyna miała maturę. Podstawowa z matmy 60%. I zaprosili Kubę na kawę pomaturalną. Więcej nie będzie tam musiał jeździć, matura zaliczona, jak pójdzie na studia to na takie, żeby jej nie kazali nic liczyć. Dostał od tatusia 700 zł premii. "Coś Ty za nią poszedł na tą maturę ?!" A my znowu świętujemy. Dobrze, że za mojego czasu matura z matematyki nie była obowiązkowa bo strach pomyśleć ile premii mój ojciec by dał komuś kto by mnie do niej przygotował tak, żebym zdała na 60%. A koleś byłby już spełniony życiowo, większego sukcesu zawodowego już by więcej nie odniósł.
Trzecia sprawa - chyba wreszcie rzuciłam palenie. Ciężko to powiedzieć bo dopiero jakiś tydzień za mną, czasem jeszcze to za mną chodzi. Wydawało mi się, że palę już tyle lat, że o rzucaniu wiem już chyba wszystko. A mimo to, nigdy nie chciałam wyjątkowo mocno, ja po prostu to lubiłam i na argumenty o szkodliwości odpowiadałam "po co mam żyć tak długo jak mam sobie wszystkiego odmawiać." Aż nagle przyszedł ten moment, że został mi jeden fajek w paczce i tak wymyśliłam że ten będzie ostatni to go sobie zapalę w jakimś fajnym miejscu, pojadę sobie w piątek autem za Warszawę nad rzekę i tam sobie zapalę. I tak chodził ten fajek ze mną przez prawie tydzień w torebce i do dziś się dziwię, że nie zadział schemat jak przy paczce chipsów pt. dopóki dna nie zobaczę to nie skończę. Wypaliłam go oczywiście wcześniej niż w niedzielę ale i tak kilka dni wytrzymałam. Jakimś cudem zmusiłam też Kubę mimo, że tu musiałam trzymać fason za nas oboje, bo on niestety silnej woli nie ma prawie wcale. Coś popalał poza domem więc niedługo musiał się trzymać mojej żelaznej dyscypliny, odebrania całej kasy i wydzielania mu tyle, żeby go było stać na śniadanie ale na paczkę fajek już nie. Awaryjnie go pewnie częstowali koledzy z pracy ale zawsze to już niezły postęp jeśli o ilość chodzi.
Mnie też częstował jeden partner biznesowy, z którym mam trochę luźniejszy kontakt niż ściśle formalny. Przyjechał do mnie do biura, czekaliśmy na załatwienie jednej sprawy przez ok. 45 minut i w tym czasie wygrałam z fajkami 7:0. Nie wyobrażałam sobie że można palić tak często. W każdym razie facet chciał być miły.
-Och, rozumiem, to ja nie będę już Pani proponował żeby nie było na mnie.
-No właśnie niech Pan proponuje, to ja mam mieć silną wolę do tego żeby odmawiać, a nie Pan żeby mnie chronić.
-Brzmi jak posypywanie sobie solą ran, ale ok. To co zapalimy ?
Po siódmej propozycji:
-A weź już się Pan zamknij bo ulegnę w końcu !
W każdym razie ja już czuję że najgorsze mam za sobą. Najgorzej było w warsztacie, idę odebrać auto, wiem że spierdolił robotę, wiem że wymienił nie to co sugerowałam i że w związku z tym zaraz znowu będą problemy i wiem, że mi wyszczeka cenę o 20% wyższą niż facetowi bo mu nie wyglądam na taką co się zna na samochodach. Idę i myślę "no przecież go zjem jak nie zapalę.." Rzeczywiście, mało go tam nie zjadłam, jak próbował ze mnie zrobić idiotkę, awantura była niezła, łącznie z obsmarowaniem go na portalach z opiniami o warsztatach. Ale nie zapaliłam. I nie wiadomo co robić z przerwami w turniejach. Starczają akurat na zapalenie papierosa. Na problem pierwszego papierosa rozwiązanie było proste - wstaję 5 minut później i nie mam na to czasu, przecież i tak makijaż zwykle kończę po drodze. I byłam już w knajpie, na piwie i jakoś wytrzymałam co było o tyle dziwne, że to jedna z ostatnich gdzie można sobie jawnie palić, bez potrzeby wstawania od stolika. Wychodzę i myślę "kurde, czuję od siebie papierosy a wcale nie palilam". Licząc pi razy drzwi jeśli nie palimy zostaje nam w kieszeni jakieś 600 zł miesięcznie. Aczkolwiek to jest tak jak z tym Porsche..
- Palisz?
- Tak.
- Ile paczek dziennie?
- Trzy.
- Ile kosztuje jedna?
- 12 zł
- Od dawna palisz?
- Od 20 lat.
- Uśredniając wydajesz 36 zł dziennie na papierosy, co daje 13140 zł rocznie. W ciągu ostatnich 20 lat wypaliłeś 262 800 zł. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś papierosy były tańsze, nie uwzględniamy przecież kosztów inflacji, itp. Możemy więc założyć, że to faktycznie przybliżone wydatki?
- Zgadza się.
- Czy wiesz, że gdybyś odkładał te pieniądze w banku na oprocentowanym rachunku oszczędnościowym mógłbyś kupić sobie za to nowiutkie Porsche?
- A Ty palisz?
- Nie.
- To gdzie twoje Porsche?
Pierwsza jest taka, że dostałam podwyżkę. Całkiem sporą. Oczywiście nie dostałam z marszu, szef się chwilę powykręcał, w końcu powiedział, że sprawdzi jaki mam stosunek zysków do kosztów, zastanowi się itp. To był pierwszy i mam nadzieję ostatni raz jak nie zostawiłam pracy za drzwiami biura. Cały dzień chodziłam na lekkim "wnerwie." W końcu sobie wytłumaczyłam, że niebiznesowym z jego strony i niekoniecznie miłym dla mnie by było, gdyby nasza rozmowa wyglądała tak:
-Chciałabym podwyżkę w wysokości X zł.
-OK.
Pomyślałam też sobie, że nie to nie, pójdę sobie wreszcie do innej firmy, która mnie już od dłuższego czasu chce przejąć, nie będę wracała do tego tematu. Ale w następnym tygodniu szef przyjechał, powiedział sam z siebie że myśli o tym cały czas ale muszę mu migiem przesłać jakieś zaległe sprawy. Na dwa dni przed moim urlopem. Myślę sobie; no nie, tak dobrze nie będzie, zaczęłam sie wykręcać, że nie mam czasu. Jak poszedł to sobie myślę "w zasadzie to naprawdę nie mam czasu ? co ja teraz robię... film oglądam..." Pokonałam całego lenia w sobie, odwaliłam tą robotę, wysłałam mu i zdążyłam jeszcze film dokończyć. A podświadomie i tak zaczęłam zauważać, że się wyprowadzam: "o ten kwiatek trzeba będzie zabrać, matka mi przyniosła na imieniny, się obrazi jak zostawię." Po tygodniu w dniu wypłaty znowu przyjechał i zaczyna "przelew już puściłem, podwyżka też już poszła." Najpierw to mi się chce śmiać, celowo podałam kwotę dwukrotnie wyższą od rzeczywistej oczekiwanej, żeby w razie czego miał z czego targować. Potem myślę "cholera, może on mi tą podwyżkę brutto przyznał." Patrzę na przelew - cała kwota na rękę. No to jest co świętować, wykołowałam na negocjacjach absolwenta ekonomii.
Odkąd zabrałam Kubę przyszłej teściowej i zabrałam do Warszawy wnerwiało mnie że jeździ raz czy dwa razy w tygodniu do Pruszkowa na korepetycje do jakiejś laski. Kurde, chce Ci się w to babrać, to sobie znajdź tutaj, zapotrzebowanie będziesz miał jeśli w mojej podstawówce i gimnazjum uczą ciągle ci sami ludzie. A nie 1,5 godziny na dojazd w jedną stronę, dwie godziny nauki i powrót 1,5 godziny za jakieś groszowe sprawy. Ale Kuba że nie, bo to po znajomości, bo dziewczyna ma maturę za 2 lata a nie radzi sobie z matematyką, rodzice go prosili bla bla bla. Chyba bardzo ładna jest ta Klaudia. Fakt, że co roku jej ojciec dawał Kubie jakąś tam premię, czyniąc te dojazdy przynajmniej opłacalnymi. W tym roku dziewczyna miała maturę. Podstawowa z matmy 60%. I zaprosili Kubę na kawę pomaturalną. Więcej nie będzie tam musiał jeździć, matura zaliczona, jak pójdzie na studia to na takie, żeby jej nie kazali nic liczyć. Dostał od tatusia 700 zł premii. "Coś Ty za nią poszedł na tą maturę ?!" A my znowu świętujemy. Dobrze, że za mojego czasu matura z matematyki nie była obowiązkowa bo strach pomyśleć ile premii mój ojciec by dał komuś kto by mnie do niej przygotował tak, żebym zdała na 60%. A koleś byłby już spełniony życiowo, większego sukcesu zawodowego już by więcej nie odniósł.
Trzecia sprawa - chyba wreszcie rzuciłam palenie. Ciężko to powiedzieć bo dopiero jakiś tydzień za mną, czasem jeszcze to za mną chodzi. Wydawało mi się, że palę już tyle lat, że o rzucaniu wiem już chyba wszystko. A mimo to, nigdy nie chciałam wyjątkowo mocno, ja po prostu to lubiłam i na argumenty o szkodliwości odpowiadałam "po co mam żyć tak długo jak mam sobie wszystkiego odmawiać." Aż nagle przyszedł ten moment, że został mi jeden fajek w paczce i tak wymyśliłam że ten będzie ostatni to go sobie zapalę w jakimś fajnym miejscu, pojadę sobie w piątek autem za Warszawę nad rzekę i tam sobie zapalę. I tak chodził ten fajek ze mną przez prawie tydzień w torebce i do dziś się dziwię, że nie zadział schemat jak przy paczce chipsów pt. dopóki dna nie zobaczę to nie skończę. Wypaliłam go oczywiście wcześniej niż w niedzielę ale i tak kilka dni wytrzymałam. Jakimś cudem zmusiłam też Kubę mimo, że tu musiałam trzymać fason za nas oboje, bo on niestety silnej woli nie ma prawie wcale. Coś popalał poza domem więc niedługo musiał się trzymać mojej żelaznej dyscypliny, odebrania całej kasy i wydzielania mu tyle, żeby go było stać na śniadanie ale na paczkę fajek już nie. Awaryjnie go pewnie częstowali koledzy z pracy ale zawsze to już niezły postęp jeśli o ilość chodzi.
Mnie też częstował jeden partner biznesowy, z którym mam trochę luźniejszy kontakt niż ściśle formalny. Przyjechał do mnie do biura, czekaliśmy na załatwienie jednej sprawy przez ok. 45 minut i w tym czasie wygrałam z fajkami 7:0. Nie wyobrażałam sobie że można palić tak często. W każdym razie facet chciał być miły.
-Och, rozumiem, to ja nie będę już Pani proponował żeby nie było na mnie.
-No właśnie niech Pan proponuje, to ja mam mieć silną wolę do tego żeby odmawiać, a nie Pan żeby mnie chronić.
-Brzmi jak posypywanie sobie solą ran, ale ok. To co zapalimy ?
Po siódmej propozycji:
-A weź już się Pan zamknij bo ulegnę w końcu !
W każdym razie ja już czuję że najgorsze mam za sobą. Najgorzej było w warsztacie, idę odebrać auto, wiem że spierdolił robotę, wiem że wymienił nie to co sugerowałam i że w związku z tym zaraz znowu będą problemy i wiem, że mi wyszczeka cenę o 20% wyższą niż facetowi bo mu nie wyglądam na taką co się zna na samochodach. Idę i myślę "no przecież go zjem jak nie zapalę.." Rzeczywiście, mało go tam nie zjadłam, jak próbował ze mnie zrobić idiotkę, awantura była niezła, łącznie z obsmarowaniem go na portalach z opiniami o warsztatach. Ale nie zapaliłam. I nie wiadomo co robić z przerwami w turniejach. Starczają akurat na zapalenie papierosa. Na problem pierwszego papierosa rozwiązanie było proste - wstaję 5 minut później i nie mam na to czasu, przecież i tak makijaż zwykle kończę po drodze. I byłam już w knajpie, na piwie i jakoś wytrzymałam co było o tyle dziwne, że to jedna z ostatnich gdzie można sobie jawnie palić, bez potrzeby wstawania od stolika. Wychodzę i myślę "kurde, czuję od siebie papierosy a wcale nie palilam". Licząc pi razy drzwi jeśli nie palimy zostaje nam w kieszeni jakieś 600 zł miesięcznie. Aczkolwiek to jest tak jak z tym Porsche..
- Palisz?
- Tak.
- Ile paczek dziennie?
- Trzy.
- Ile kosztuje jedna?
- 12 zł
- Od dawna palisz?
- Od 20 lat.
- Uśredniając wydajesz 36 zł dziennie na papierosy, co daje 13140 zł rocznie. W ciągu ostatnich 20 lat wypaliłeś 262 800 zł. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś papierosy były tańsze, nie uwzględniamy przecież kosztów inflacji, itp. Możemy więc założyć, że to faktycznie przybliżone wydatki?
- Zgadza się.
- Czy wiesz, że gdybyś odkładał te pieniądze w banku na oprocentowanym rachunku oszczędnościowym mógłbyś kupić sobie za to nowiutkie Porsche?
- A Ty palisz?
- Nie.
- To gdzie twoje Porsche?
- gama
- LEGENDA

- Posty: 2880
- Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Wróć do „Mój pokerowy mini blog”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości
Na terytorium Polski poker online moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie Ministra Finansow. Gra w pokera u operatorow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow jest zabroniona i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.

