Postanowiłam, że dam Wam się dzisiaj trochę pośmiać z mojej głupoty
Otóż, mamusia mi opowiada o swojej koleżance która mówi o swojej synowej:
-Lubię ją nawet, dobre serce ma, mogłam trafić gorszą ale problem z nią mam bo to wariatka jest.
-Dlaczego wariatka ?
-Bo wegetarianka.
Szef wyjechał na urlop. Ostatnim mailem podrzucił mi sprawę hodowli drobiu (brojlery) gdzieś na Mazurach. Siedzę w tej pracy godzinę, dwie, nic nie robię tylko myślę. Przerw na fajka zrobiłam sobie chyba z sześć. Z jednej strony: powiem, że się nie da tego zrobić. Sama przecież najchętniej bym tą hodowlę podpaliła. Te kurczaki i tak życie i śmierć będą miały ciężkie, ale może właścicielki nie będzie stać na nowe. Ale generalnie jestem przeciwna takim praktykom. Krew się we mnie gotuje jak słyszę, że się w jakimś... no powiedzmy mało zurbanizowanym terenie aptekarki zasłaniają klauzulą sumienia i nie sprzedają dziewczynom środków antykoncepcyjnych. Pojąć nie mogę jak się taki stary Opania może nazywać aktorem skoro z wielką obrazą powiedział, że Kaczyńskiego to on nie zagra. I tak i ja nie mogę się zasłaniać swoimi fanatycznymi poglądami. Ale jednak zrobić tego nie chcę. Druga opcja: zrobić to, zapomnieć i mieć święty spokój. Ale im więcej czytam o sprawie tym tych przerw na fajka robi się coraz więcej. Trzecia opcja: zwalić tą robotę na Marcina, który ma mnie w piątek zastąpić (mówiłam, że on ze mną będzie miał ciężko, ja mam trudny charakter a on się kompletnie nie umie postawić, a przy tym ja zupełnie nie umiem tego nie wykorzystywać. Żeby nie było, że jestem taka jędza to zanim ma mnie zastąpić odwalam całą robotę na dwa tygodnie naprzód i niech sobie siedzi cały dzień na fb jak chce, ale czasem mu zostawię coś czego mi się absolutnie nie chce robić). Mam nadzieję, że jak wrócę to mnie to jednak nie dopadnie ze zdwojoną siłą i że case zostanie zamknięty skutecznie przez Marcina.
-A problem z tą wariatką jest taki, że mam z mężem rocznicę ślubu, coś muszę dać do zjedzenia a ta wariatka nie wiadomo co zje, bo co postawię na stole to sałatki skubnie i ziemniaki suche wpieprza, nawet bez skwarek!
-Agnieszka, co byś podała wegetariańskiego na rocznicę ślubu?
-A skąd mam wiedzieć ? Ty rozwiedziona a ja stara panna.
-Ale co byś zrobiła ?
-Ja to nic, u nas Kuba gotuje, ja jak do kuchni idę to nawet koty za mną nie biegną bo wiedzą, że ode mnie to i tak nic nie dostaną.
-A bez wygłupów ?
-No nie wiem. Zapiekankę jakąś z makaronem czy z czymś.
-Co ? Kawał buły wyciągniętej z mikrofali z makaronem ?
-Mamo, nie kompromituj się...
-Ty się nie kompromituj ! To żeś doradziła, wariatka taka sama jak i tamta !
No nic, przyniosę jej książkę z przepisami na bardziej wystawne wegetariańskie dania to może zrozumie o jakiej zapiekance mówiłam.
Jestem po pracy a ciągle siedzę i myślę o swojej głupocie. Bo fanatyzm jest głupi, niezaprzeczalnie. Poglądów nie zmienię ale w pracy chyba powinnam je schować głęboko pod dress codem. Którego u mnie w pracy generalnie nie ma. Znikąd pomocy.
Myślę też, że niedawno przestałam być wegetarianką. Powiesiłam lawendowe krążki w szafie na mole. Ale tak nie lubię tego zapachu, że aż mnie ta szafa zaczęła odstraszać i chodziłam potem cały dzień jak detektyw Monk i się wąchałam i miałam wrażenie, że śmierdzę. Poszłam do sklepu mega wkurwiona z zamiarem wytrucia tego draństwa. Ale trutek takich, żeby kotom nie szkodziły nie ma. No to lep. Podobno owady nie odczuwają bólu więc mi ich nawet nie szkoda

Kilka się złapało. Albo to koniec fanatyzmu w moim wykonaniu albo całkowity upadek wartości

Masakra
