Obiecałem recenzję

Oto jest...
Kilka słów od producenta:
"Joe Poker powstała ze specjalnie dobranych, wyszukanych szkockich i innych whisky. Leżakowanie w dębowych beczkach nadało jej pełen harmonii aromat i łagodny, słodkawo-korzenny smak, którego głębię podkreśla lekko wyczuwalna nuta miodu. Serwować bez dodatków, w temperaturze pokojowej."
Kilka słów ode mnie:
Piękna etykieta, zachęcający opis, odpowiednia atmosfera tuż przed pokerowym turniejem…Wszystko to sprawia, że niemal rytualnie, z namaszczeniem otwieram butelczynę ze złocistą płynem. Oczami wyobraźni widzę siebie delektującego się powoli zawartością i niemalże czuję jak idealnie współgrający smak rozgrzewa moją duszę, a na stole kompletuje pokera. Pełna harmonia.. Przelewam więc trunek do odpowiedniej szklanki, nie za dużo.. i przybliżam, aby poczuć ten idealnie słodki aromat z delikatnie wyczuwalną nutą miodu. I wtedy czar pryska. Zupełnie jakby ktoś mnie uszczypnął i wyrwał z głębokiego snu, boleśnie przypominając, że 0.7 litra alkoholu kosztowało 39,99zł. To musiało się źle skończyć..
Zapach docierający do moich nozdrzy w żadnym przypadku nie przypominał miodu, korzeni, dębowych beczek czy jakichkolwiek innych szlachetnych aromatów. No chyba, że za taki uznać zapach spirytusu, tak intensywny i oczywisty, jak zapach moczu w toalecie na dworcu. Ale zaraz zaraz.. Głupcze! Tyle lat żyjesz, a nie wiesz, że alkoholu się nie wącha. Alkohol się pije! Pocieszony tą złotą zasadą uczyniłem pierwszy łyk. Niestety, spirytus nie dał się pokonać lekko wyczuwalnym nutom miodu, słodyczy, łagodnym korzennym aromatom, drzewom, kwiatom, ptakom, niczemu. Musiały być na tyle subtelne, na tyle delikatne i kruche, że zostały uśmiercone nim rozkwitły na dobre. Drętwość języka i szybki paraliż kubków smakowych oszczędziły mi bardziej bolesnych doznań. Fuck! Toż to przemysłowy spirol barwiony herbatą, pomyślałem. „Serwować bez dodatków, w temperaturze pokojowej” – jasne! Po trzecim łyku się poddałem i poleciałem po Colę. Nie można przecież sprofanować trunku, który w sam sobie jest obrazą gatunku.
Reasumując:
Mając do wyboru picie denaturatu przez bułkę, a picie „Joe Pokera” mimo wszystko wybrałbym owe whisky. Do plusów należy też dodać, że nie umarłem, nie oślepłem, nawet nie wymiotowałem.. więc alkohol nadaje się do spożycia. Na drugi dzień łeb boli jakby całą noc ktoś okładał go bejzbolem i to jest pewien dyskomfort

. Ale najlepsze zostawiłem na koniec… gdzieś wcześniej pisałem, iż liczę, że Joe przyniesie mi szczęście. Butelczyna pękła w trakcie trzech turniejów forumowych MTT. A miejsca w nich zajmowane to odpowiednio: pierwsze, drugie i trzecie. Przy czym im więcej wypite, tym lepsze miejsce

Więc jest moc! Tak rodzą się dylematy..
Noty (JOE POKER):
Smak: 2/10
Ból głowy: 9/10
Magiczna moc: 8/10