Jak ktoś nie dotrwa dalej niż kilka akapitów to niech się nie przejmuje. Napisałam to wszystko żeby mieć pamiątkę dla siebie. Bo o ile lecieć z ojcem mi się za bardzo nie chciało tak teraz myślę, że to były najbardziej rozrywkowe wakacje życia.
Meldujemy się z ojcem w recepcji i całe mnóstwo tutejszych "beżowych" wita się z nim jak ze starym kumplem.
Ja: Znajomi z kursu pilotowania awionetek ? Przerzucili się na boeingi już ?
Ojciec: Hehe, tak, czekają na swoją kolej. 5 razy byłem w tym hotelu.
Ja: Tylko kobiety obok się ciągle zmieniały że na mnie nie zwracają uwagi ?
Ojciec: Dostawali napiwki za dyskrecję.
Ojciec odkąd postawił nogę na egipskiej płycie lotniska zrobił się duszą towarzystwa. Zagaduje wszystkich przechodzących Polaków. Na pierwszy ogień idą Gosia i Martyna, z którymi spędzam pierwsze popołudnie w barze przy basenie bo ojciec poszedł grać w siatkówkę. O pierwszej z nich wiem tyle, że przyjechała zapijać rozwód, ma 31 lat i mniej więcej moją budowę ciała. Czyli jak na zainteresowania ojca to spasiona emerytka. W dodatku blondynka. Odpada. Druga ma lat 52 i już po pierwszej minucie można o niej powiedzieć, że jest megalomanką o urodzie ciągnika rolniczego. Babcia z irokezem. Ale trzyma formę.
Ojciec: A my Wam na ile lat wyglądamy?
Gosia: No Tobie bym dała te 34, a Twojej dziewczynie...
Ja: Nie nie, to mój ojciec.
Gosia: Ojciec ?! To ile on ma lat ?
Ja: A ja na ile wyglądam ?
Gosia: No chciałam powiedzieć, że masz 19-20 ale teraz to sama nie wiem.
Martyna: No mówiłam Ci, że to córka jest ! Na moje oko masz z 15-16.
Ja: LOL ! Dwa dni temu stanęłam przed lustrem i płakałam, że kolagen, że lifting, że botoks.. Poprawiłyście mi humor, dzięki !
Ojciec na wieczór zebrał pokaźną ekipę na picie. Nasza dwójka, Gosia z Martyną, jakieś dwa małżeństwa między 35-40 lat i paczka czterech "młodych" kotów. Podchodzę do ojca i słyszę "mohito Ci zamówiłem," idę do kotów "mohito Ci zamówiliśmy," schodzę na dyskotekę "Gośka Ci wzięła mohito a ja nie wiedziałem i zamówiłem Ci drugie."
La histeria ritmo permanente
Nos quedamos a danzar debajo de la luna
Bailaremos hasta que se olviden las preocupaciones
Bailaremos hasta el amanecer
Co zadziwiające ojciec już pierwszej nocy poznaje podstawy języka arabskiego. Płynnie i z akcentami potrafi powiedzieć al-esie-nae-balem. Jakby się mocno skupił to pewnie nawet byłby w stanie to zapisać od prawej do lewej ciągiem absurdalnie dobranych kropek i kresek tak żeby to się nadawało choćby na czytankę dla wielbłądów. Choć w biegłości zapisu polskich lekarzy nie dogoni to mówi moim zdaniem już całkiem ładnie
Martyna podwala się do ojca a ojciec do Gośki. Późną nocą zostajemy na 3 pary: Gośka z ojcem, ja z młodym kotem i Martyna z drugim. Młodym jak młodym, lekko tylko młodszym od niej.
Gośka: Jak tak na nich patrzę to chyba nie mam gdzie dzisiaj spać.
Ja: Jak tak patrzę na Ciebie i na ojca to chyba ja nie mam gdzie spać.
W końcu na parkiecie zostaję tylko ja i Przemek, po serii wolnych kawałków zarządzam dezercję i poszukiwania ojca. Ale do pokoju przecież nie wejdę. Idziemy na spacer na plażę, czyli na drugi koniec hotelu. A cały resort jest tak wielki, że po takim spacerze nogi bolą bardziej niż po całej nocy tańczenia. Koniec końców jednak waracamy na basen tuż przed wejściem do segmentu z moim pokojem. Kolejny raz słyszę, że ktoś myślał że mam max 20 lat. A on akurat ma 37. Rozwodnik z dzieckiem. Ktoś tam na górze mnie jednak słucha. Allah Akbar ! Śmiać mi się chce, że już koniec etapu wolnych facetów, teraz mnie czekają tylko rozwodnicy. A śmieję się dlatego, że to nie koniec świata, bo przyjdzie jeszcze etap wdowców. Ale tym razem to tylko kolega. Siedzimy, gadamy, z minuty na minutę coraz bardziej zapominam o własnym życiu i coraz bardziej popawia mi się humor. Tylko tyle i aż tyle.
Te busqué debajo de las piedras y no te encontré
En la mañana fria y en la noche te busqué
Hasta enloquecer
Pero tu llegaste a mi vida como una luz
Sanando las heridas de mi corazon
Y haciéndome sentir viva otra vez...
Nagle z pokoju wynurza się ojciec. I niesie kołdrę.
Ja: To dla mnie ? Dzięki Tato !
Ojciec: Wy macie drugą na łóżku. Jeszcze czego żebym ja Wam nosił. Ja idę spać na plażę.
Co to się wyprawia ?! Zaczyna świtać, stwierdzam że idę spać. A Przemek że chce buziaka na dobranoc. Wstaję ze śmiechem ale on mnie łapie za rękę i znowu coś o buziaku. Popycham go żeby wpadł do basenu ale niestety pociąga mnie za sobą. No to pływanie w ubraniu w basenie mam już zaliczone jeszcze tylko nago w morzu i mogę wyjeżdżać. Na szczęscie wszystko jest w klimacie żartu i nikt się przez cały tydzień szerokim łukiem omijać nie będzie.
Ojciec: Wstawaj ! Na siłownię przed śniadaniem idziemy !
Ja: O ! Cześć Tato ! Dawno wróciłeś ?
Ojciec: Pukałem ale się nie odzywałaś.
Ja: Co tam z Gosią ? Mam nową macochę ?
Ojciec: Nie no, tak leżeliśmy tylko, nic nie było.
Siedzimy potem całą paczką na basenie i ojciec ewidentnie chce odwrócić uwagę od swojej nocy z Gośką dokuczając mi. I nazywa Przemka zięciem bo "żeby ona się zakochała to wystarczy z nią zatańczyć." "Idę po piwo. Dla zięcia też wezmę bo teściowi się nie odmawia. Ktoś jeszcze chce?" "chodź zięciu popływać, zobaczymy czy starego teścia wyprzedzisz." Wychodzą z wody i ktoś mówi "ale oni ładnie wyglądają razem! jak rodzina!" Śmieję się tylko, fajne żarty. Sama też się odgryzam: "Gośka, jak tam było z ojcem wczoraj ? Bo wrócił zapłakany do pokoju nad ranem, w ciuchach się położył, jego poduszka mokra, moja poduszka mokra ale tak płakał że powiedzieć nic nie mógł!"
Ja: Tato, zobaczymy rafę koralową ?
Ojciec: No zobaczymy, na lotnisku w gablotce.
Martyna: My jedziemy jutro na nurkowanie. Jedziesz z nami ? Mam znajomą instruktorkę.
Ja: A co tam, jadę !
Ojciec: No to sobie zobaczysz rafę. Ja się nie nadaję do tego, byłem dwa razy w życiu, raz na Karaibach, nie podobało mi się. Potem Australia, Wielka Rafa, jakieś super hiper wypasione miejsce mi kolega znalazł, sprzęt mnie wkurwiał, bąbelki mnie wkurwiały, a rybki mnie wkurwiały najbardziej z tego wszystkiego ! To jest tak, że jak zaczniesz pływać na desce to potem unikasz spotkań ze światem podwodnym. A z rafami to już w ogóle !
Po południu w którymś przybasenowym barze ojciec poznaje dwie dziewczyny z Władysławowa. Adę i Iwonę. Poszłam się przynajmniej przywitać.
Ada: Słyszałyśmy już, że Cię ludzie komplementują że na swój wiek nie wyglądasz i muszę Ci powiedzieć, że myśmy Ciebie też na 20 max obstawiały. Mirka zapamiętałyśmy z lotniska jeszcze, Ciebie nikt nie skojarzył i następnego dnia "o już kogoś poderwał, na śniadanie z nią idzie. ale za młoda i za dzika jakaś, ani za rękę nie idą ani nie rozmawiają za bardzo."
Wieczorem w barze żarty Tatusia przybierają na sile.
Ojciec: Palisz ?
Zięć: Nie.
Ojciec: Pijesz ?
Zięć: Codziennie nie.
Ojciec: Narkotyki ?
Zięć: Nie.
Ojciec: Żadnych ? A trawa ?
Zięć: Trawy spróbowałem kiedyś. Najmocniejsze z czym miałem do czynienia to grzyby, ale nigdy więcej, człowieku, jakieś pourywane ręce widziałem.
Ojciec: No dobra, test zaliczony. To teraz jakieś docześniejsze sprawy żeby rozwodu nie było. Jakieś problemy z erekcją ?
Wszyscy: HAHAHA !
Ja: Kur*a Tato !
Ojciec: No widzisz, jak ona się odzywa ?! Będziesz ją musiał oduczyć. To jak z tą erekcją ? Masz problemy ?
Zięć: Żadnych.
Ojciec: I na prawą i na lewą rękę ?
Zięć: Na Twoją córkę na pewno !
O lol. Foch. Wstaję od stolika, idę sobie. Słyszę jak ojciec krzyczy "masz rację, idź się szykuj, za godzinę masz leżeć i pachnieć i potem mi powiesz czy nie kłamał!" Odchodzę na 100 metrów a obok pojawia się zięć.
Zięć: Przepraszam, mogłem go delikatniej zgasić.
Ja: Nie no, to ja Cię za niego przepraszam.
Zięć: Poprawić Ci humor ? Jak wstałaś to Karolina mówi "foch nastolatki" a Twój ojciec na to "jakiej nastolatki, ona ma 27 lat" i Karolina się wydarła "ona ma 27 lat ?!"
Wieczorem impreza słaba, Małgosia z Martyną odpadają bo chcą być przytomne na nurkowaniu. Ja wypijam ze dwa drinki, tańczę chwilę z zięciem, próbuję się pożegnać ze wszystkimi i pójść spać ale moja impreza przeciąga się do kolejnych dwóch godzin i czterech drinków. O 3 w nocy Zięć mnie odprowadza do pokoju i mówi, że sam też idzie spać. Ojca nie ma i pewnie szybko nie wróci.
Budzik ustawiony na 6:50, ojca nadal nie ma. Jeszcze 10 minut drzemki. Ojciec wchodzi do pokoju o 6:55. Podobno pił wino u Ady w pokoju i tam przysnął. Druga macocha. Ale jakby co to trzymajmy się wersji, że ja chodzę spać bardzo późno a ojciec bardzo wcześnie. Jak Tamara zadzwoni to mówiąc tak nie skłamię. I nawet przy wariografie mi głos nie zadrży.
Monika przyjechała po nas taksówką. W arabskim kraju lepiej do taksówek nie wsiadać w obawie przed pytaniem "gdzie Was wysadzić?" Kierowca ma na oko 12 lat a już na 100% ma mniej niż 18. Chyba że to taka sama konserwa jak ja. Jeździ tak, że z Gośką co chwila łapiemy się siedzeń. Wysiadamy zielone. Wiatr napieprza tak, że żeby wejść na łódkę to dwóch beżowych musi trzymać pomost a trzeci podaje nam rękę. Na pokładzie nas rzuca na wszystkie strony. Mamy nurkować z Moniką po kolei, ale jakaś babka na pokładzie robi cyrk, że ona z beżowym nie popłynie bo ona nie zna angielskiego.
Ja: To pod wodą się da po angielsku rozmawiać ? To ja się mogę zamienić. Bałam się, że tam tylko na migi się rozmawia.
Babka się zasłania komfortem psychicznym. Niepodważalny argument więc nie dyskutuję dalej ale koniec końców myślę, że większy komfort psychiczny ma się płynąc z facetem bo jakkolwiek feministkom by się to nie podobało to oni jednak mają więcej siły fizycznej. Nevermind. Mamy schodzić z Gośką jako ostatnie, siedzimy na górze w loży szyderców i nakręcamy swój strach coraz bardziej. Ona też pierwszy raz będzie nurkować. Co chwila ktoś się wynurza z paniką w oczach, niektórym się nie udaje popłynąć bo nie umieją oddychać. Boimy się obie ale trzeba spróbować.
Tengo mucho miedo y muchas ganas de poder vivir...
Gośka dostaje piankę w rozmiarze M a ja XS. To ona jest jednak grubsza ? Zastanawiam się czy im powiedzieć, że mam na sobie kostium kąpielowy w rozmiarze 40/42 czy jednak wcisnąć się w to XS i udawać że się w niej mogę ruszać. O dziwo nawet mogę. Gośka dostaje dociążniki, ja nie. Jednak jest chudsza ? Wielorybów nie dociążają ? Upomnieć się ? Nie bo jak usłyszę publicznie, że jestem za gruba żeby mnie dociążać to się z rozumem nie pozbieram.
Ląduję w tej wodzie, gadamy chwilę z instruktorem. Ale jak mam zejść pod wodę to... Myślę że jak do tej pory się cieszyłam, że oddychanie jest bezwarunkowe bo inaczej by mi się nie chciało, tak teraz ten fakt przeklinam. Może bym się naoddychała na zapas. W końcu nie ma odwrotu, sru, łeb pod wodę. Ok? Ok! I zanim ogarnęłam, że naprawdę oddycham i nic szczególnego się nie dzieje to przede mną już rafa, jakieś rybki, które mnie akurat nie wkurwiają, ale może to kwestia czasu bo robi się ich coraz więcej. Nagle się zorientowałam że się chyba ruszać przestaliśmy bo oglądam jeden kawałek wapniaka od 2 minut. Patrzę na instruktora - nie rusza się. Kur*a, zdechł ? Zaciskam mocniej rękę, nie odpowiada. Co z nim kurde zrobić ? W końcu się odwiesił, czekaliśmy chyba po prostu na naszą kolej wynurzania bo za chwilę widzę już tylko schodki i pięć par rąk dookoła, które ściągają ze mnie ten cały ekwipunek, z którym moja waga rzeczywista dogania wreszcie tą urojoną.
Bosko, odpoczynek, opalanie, drugie zejście. Trafiam tego samego instruktora, co mnie ogromnie cieszy. Zejście pod wodę to już żaden problem. Schodzimy znowu na jakieś 8-10 metrów, dotknij sobie rafy, pogłaszcz sobie rybki, bla bla. Mega.
Wracamy do hotelu, ojciec się odzywa żeby mnie wysadzili... wróć... wypuścili gdzieś przy marinie, przyjadą po mnie. Nie ma szans, najpierw prysznic. Jest z Adą, Iwoną i jakimś ich znajomym Egipcjaninem i jeszcze trochę tam posiedzą. No to mam kilka godzin dla siebie. Wracają i mówią, że jedziemy wieczorem na dyskotekę do centrum Hurghady. Ten znajomy Egipcjanin to rezydent ich biura podróży, w przełożeniu na Polski ma na imię Michał i się tak nimi opiekuje. Rozczulające. Iwona dezerteruje i mamy jechać we trójkę + ten Michał. Nie chce mi się jak nie wiem co, taka fajna impreza w hotelu się zapowiadała. Próbujemy negocjować z ojcem żeby zostać ale Ada się upiera, bo Michał już jedzie a on jest taki cudowny, bezinteresowny, troskliwy. Czyli typowy Arab zanim nie zabierze kobiecie paszportu.
Ada: Co Ty opowiadasz ! On jest bardzo europejski, przepuszcza kobiety w drzwiach i tak dalej.
Ja: Jasne, dopóki jakaś koza nie idzie z nimi. Kozy i wielbłądy mają pierwszeństwo.
Asertywność ojca pozostawia wiele do życzenia a ja mówię tylko "to Twoja dziewczyna" bo w sumie jest mi wszystko jedno gdzie będę i z kim będę. Podjeżdża samochodem, w środku jakaś dziewczyna. Polka, tleniona blondynka z doczepianymi włosami, tipsy. Słońce i solarium w parze dają taki kolor skóry, że jakbym to ja wymyślała nazwy kolorów farb dla Duluxa to ten by się nazwyał "brudna pustynia." Ona nie jest brązowa ani pomarańczowa. Ona jest szara ! Typowa nosicielka białych kozaczków. Dziwne, że dziś ma tylko japonki z miliardem złotych paseczków. Michał jak na beżowego wyjątkowo ładny. Rocznik 87 ale styczeń, więc jestem niecały miesiąc starsza. Samochodem jeździ koszmarnie. Tylko wsiadłam a już się modlę żeby wyjść, a do centrum mamy ze 20 km. Honda niestety maksymalną prędkość ma dość dużą i głowę dam, że kilka razy jechaliśmy ile fabryka pozwoliła. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze pod jakimś eleganckim apartamentowcem bo zapomniał czegoś z domu.
Ja: Kurczę, Tato... Poprzednie wcielenia mi przed oczami stawały.
Ojciec: No oni tak tu jeżdżą, byłaś w Turcji to wiesz. Wracamy taksówką ?
Ja: A co to da ? Oni wszyscy tak mają. Lepiej tego poprosić żeby się ogarnął.
Ada: Co Wy chcecie, fajnie było !
Muzyka w tym klubie jest... klubowa. I to mi się w niej nie wiedzieć czemu nie podoba. W hotelu grają lepszą. Poza tym patrzy człowiek na parkiet i nie wie czy jest w Egipcie czy w Rosji. Rusghada. Koleżanka cały czas siedzi sama przy barze, rozmawia z barmanem. Michał cały wieczór tańczy ze mną. W końcu koleżanka po około 2 godzinach musi wracać, Michał ma ją odwieźć, akurat w pobliże naszego hotelu więc próbuję przekonać Adę i ojca że wracamy. Ojciec tak jak ja marzy chyba o polskiej imprezie w hotelu ale Ada się w tym Michale chyba zakochała. Gdzie on tam ona.
Michał: Jedź ze mną, będę jechał spokojnie, za pół godziny wrócimy.
Ja: Nie ma mowy, ja w tym Waszym kraju bez ojca na ulicę nie wychodzę.
Michał: Ze mną będziesz. Nic Ci się nie stanie.
Uśmiecham się tylko z politowaniem. Jak nie szyici mnie ukamieniują za stój niegodny kobiety to zabije mnie jego jazda samochodem.
Ada: Widzisz się Michałowi ewidentnie. Zakochał się.
Ja: A ile ja z nim zdań przez całą imprezę zamieniłam ? Trzy ? Może nawet nie tyle. Więc to nie zakochanie tylko chęć posiadania.
Ada: Czemu Ty się go tak boisz ? On jest rezydentem biura podróży, jak by Ci przy nim włos z głowy spadł to by miał mega problemy, tu jest ochrona turystów na ogromną skalę. I jeszcze swoje sklepy tu ma. To jest cywilizowany człowiek !
Ja: On jest u siebie. W tym kraju kobiety noszą chusty i worki na śmieci.
Ada: Tak, ale muzułmanki ! Michał jest katolikiem !
Ja: To jeszcze gorzej, nasza religia jest pogwizdana jeszcze bardziej. Islam jest sam w sobie do zniesienia, to interpretacje się sprowadzają do tego, że skoro Allah traktuje kobiety jako równe mężczynom to muzułmanie chętnie je biją, kamieniują i podpalają. A że Koran stawia kobietę za wielbłądem a wielbłąd kopie to mężczyzna też może kobietę kopać.
Ada: Mówię Ci, on jest chrześcijaninem, teraz nawet mięsa nie je bo post jest.
Ja: Chyba ramadan !
Ada: Czemu Ty taka cięta na niego jesteś ?
Ja: A nie wiem... Za dużo książek typu "Tylko razem z córką"
Michał wraca po 15 minutach.
Ja: A zarzekałeś się, że będziesz jechał spokojnie.
Michał: No ale jak sam jechałem no to co...
I nadal tańczymy ja z Michałem a ojciec z Adą. Jest 4 nad ranem, myślę że trzeba się zbierać, potwierdzam u Ady i ojca, pytam Michała czy nas odwiezie, mam już wystarczająco promili we krwi żeby taka jazda nawet mi się podobała. Ojciec protestuje, że wrócimy taksówką ale Michał kategorycznie się sprzeciwia, że to auto służbowe i może nas nawet w tej chwili do Kairu zawieźć. Siadam z przodu. Jedzie bardzo spokojnie, z kierunkowskazami, światła już nie stanowią zbędnej dekoracji terenu. Puszcza jakąś muzykę z płytki. Pisze coś na telefonie i mi go podaje żebym przeczytała. "piosenka dla Ciebie"
http://www.youtube.com/watch?v=Zisj20pHNLI
No to grubo... Wysiadamy a ojciec mówi: "Ale Ty masz córka siłę przebicia ! Ostatnio nas mało nie pozabijał a teraz to nawet Ty ostrzej jeździsz !" Idziemy do pokoju, po drodze spotykamy Gośkę. Chyba się dziwnie czuje widząc ojca z inną dziewczyną ale stara się to dzielnie wziąć na klatę. Coś im tam wyraźnie się nie zgrało.
Ja: Co Ty tu robisz ?
Gośka: Spać nie mogłam, wyszłam jeszcze zapalić.
Ja: Gruba impreza była w hotelu ?
Gośka: Oj gruba... Jutro Ci opowiem.
Ja: Teraz. Chodź, usiądziemy.
Ojciec mówi, że idzie jeszcze na plażę z Adą i za chwilę widzę, że znowu kołdrę wynosi z pokoju.
Gośka: No popiliśmy solidnie, ale zamiast na dyskotekę to sobie ze dwie godziny temu na spacer po hotelu poszliśmy. Gdzieś tam Melex stał i się chcieliśmy przejechać. Ja i Martyna na pakę a Marcin i Zięciu na przód. Kluczyków nie było ale Marcin zaczął wciskać losowo jakieś przyciski, noga w gaz i ruszył. No super zabawa była tyle że nas ochrona zaraz zaczęła gonić, jakiś dyrektor hotelu przyleciał, chłopaki sobie zaczęli jaja robić, że nie chcą iść do egipskiego więzienia, Martyna jak to ona musiała charakterek pokazać i trochę się zrobiło nieciekawie. Martyna śpi, chłopaki poszli pić dalej a ja wyszłam zapalić. A jak dyskoteka ?
Ja: Nie ma o czym mówić. Rusghada. Chodź do chłopaków. Podniesiemy tę imprezę na nogi, do rana jeszcze mnóstwo czasu.
Wracam rano, ojciec nawet już jest ale musiał wrócić kilka minut temu. Prysznic i prosto na śniadanie, wyśpimy się wszycy na basenie. Ojciec chyba ze złośliwości mówi, że idzie podziękować Martynie i Gośce za opiekę nade mną dzień wcześniej na nurkowaniu.
Ja: Cooooo ?! Chyba za towarzystwo ?!
Ojciec: Nie no, wypada podziękować.
A idź w cholerę. Dziewczyny coś tam chyba mają w głowie żeby się tylko z takiego tekstu zaśmiać. Miały.
Tego dnia też wszyscy się śmieją z Karoliny, że ledwie przyjechała a już jej skóra schodzi. W sumie nie było z czego się śmiać. Dwa dni później wylinkę przechodzili już wszyscy.
Jestem zła na ojca. Za te teksty przy zięciu wtedy i za to traktowanie mnie jak małą dziewczynkę teraz.
Ojciec: Co ten zięć taki nieobecny dziś ?
Ja: No słyszałeś, że za dzieckiem tęskni.
Ojciec: A no tak, wiedziałem że jakiś durny powód.
Ja: Fakt, Ty się po siedmiu latach jeżdżenia za granicę stęskniłeś dopiero. A tak na serio to po szesnastu.
Siedzimy wieczorem przy drinkach, ja obok ojca, na moją drugą stronę dosiada się Martyna. Od dawna nikt z jej megalomanią nie może wytrzymać. Uzgadniam z Gosią, że idziemy zapalić a po powrocie obrazek taki jak się spodzewałam: Martyna klei się do ojca jak butapren do słoika a on jakby mógł to by ją wywlókł za tego irokeza na pustynię i zakopał. Yes yes yes !!! Siedzimy już na dole, zaczyna się dyskoteka, DJ mówi do mikrofonu, że pierwszy kawałek jest dedykowany dla faceta z długimi włosami i jego córki o bradzo trudnym imieniu. LOL ! Wszyscy z marszu idziemy tańczyć.
She's crazy like a fool
What about it Daddy Cool
I'm crazy like a fool
What about it Daddy Cool
Następnego dnia ojciec coś wspomina, że idzie na kite surfing, że mnie znajdzie gdzieś na basenie to pójdę mu zdjęcia porobić. Ta, hotel jest tak wielki, że moja złośliwość sobie znajdzie takie miejsce żeby nie dać się znaleźć. Szłam na ten basen chyba pół godziny ale się opłaciło. Nie znalazł mnie. Przypadkiem odkryłam najlepszy basen całego kompleksu, optymalna temperatura wody, leżaki wodne, bar tuż obok. Wracam, znajduję jakieś przejście między krzakami. A tam kolejne baseny, zjeżdżalnie, bary. Cholera, mogłam jeszcze bardziej nie dać się znaleźć.
Jacek: Jutro wszyscy się wypuszczają na kite surfing, na nurkowanie, na łódki, zostaje ktoś w ogóle żeby z nim czas spędzić ?
Ja: Ja zostaję, możemy się umówić.
Jacek: Czas i miejsce, jestem !
Ja: 10:00, basen nr 13.
Jacek: To tu jest tyle basenów ? Gdzie to jest ?
Ja: Więcej jest. Przy recepcji masz rozpiskę, sprawdzisz sobie.
Ojciec: Ty, a on nie za stary jest żeby Ciebie niańczyć ?
Ja: Nie potzebuję niańki, a dobre towarzystwo wieku nie zna, nie ?
Ojciec: Ma niewiele mniej lat ode mnie!
Ja: A Gośka ma niewiele więcej ode mnie!
Ojciec: Boże, jak Ty pyskujesz!
O 10:00 docieram na basen, siadam, czekam. 10:30 pojawia się Jacek:
"Sorry za spóźnienie ale to Twoja wina ! Kazałaś mi iść pod recepcję to wyszedłem 9:30 z pokoju żeby tam dotrzeć, myślałem że jak już mnie tam wysłałaś to ten basen będzie gdzieś obok, a tam się okazuje że muszę iść z powrotem na drugi koniec hotelu ! Ale mnie przegoniłaś !
Tuż przed zachodem słońca idziemy jeszcze na siatkówkę. Polacy się porozjeżdżali, zostaje nam gra ze świeżym narybkiem z Rosji i Niemiec. Śmiejemy się że przy nas dzisiaj to wyglądają jakby wszyscy przy mące pracowali. Nasza drużyna wygrywa.
Siedzę wieczorem z Zięciem i spółką w barze przy basenie, pijemy piwko, dosiada się Ada z Iwoną i pytają czy chcę płynąć za darmo na wyspę Giftun. Spisek Michała wyczuwam na odległość.
Ada: Bo jutro Michał pilotuje i nas zaprosił. My raczej odpuścimy ale Ty nadal jesteś zaproszona.
Ja: Sama z nim nie płynę, mowy nie ma !
Ada: Ale nie sama przecież, inni ludzie też będą. Odwiezie Cię i przywiezie i tyle z nim sama będziesz, na jachcie będzie dużo osób.
Ja: Nie no, Wy jesteście w niego zapatrzone jak w obrazek. Facet jest z tego samego kontynentu co Libia czy Somalia, ogarnijcie się ! Ja wiem, że my też mamy kawałek Rosji u siebie ale to i tak nie psuje opinii cywilizowanego świata.
Ada: No ale we trzy nas zaprosił to gdzie tu podstęp ?
Ja: Oni cztery żony mogą mieć, nie ? To jeszcze miejsca na kozę starczy.
Ada: On jest katolikiem!
Ja: To znaczy, że nie godzi się na takie ograniczenie ilości ?
Ojciec: Co Ty taka cięta jesteś na niego ? Normalny facet, rezydent biura podróży, ma swoje sklepy, zobacz jakim samochodem jeździ, zobacz gdzie mieszka, muzułmaninem nie jest, co Ty chcesz ?
Ja: No nie wiem, coś mi nie pasuje w nim. I to nie jest ani kolor skóry, ani wyznanie w tym wypadku. Więc może chodzi o narodowość.
Ada: No to Ci powiem, że jego matka jest Francuzką. Jego imię to Michel, z francuskiego.
Ja: No tak, ja wiem. Z tego się bierze jego bezinteresowność i czyste intencje. To jak z tymi sex-wczasami na Ibizie, nie ? Tym młodym chłopakom też się tak strasznie emerytki podobają. Są takie piękne przecież. Nie bądźcie naiwne...
Ojciec: No rzeczywiście, skoro Ty też nie jesteś piękna i dodatkowo odpada motyw finansowy to czego on może chcieć od Ciebie ?
Ja: Nie wiem, może szuka kogoś kogo w ramach dżihadu może zmuszać do oglądania teledysków Backstreet Boys.
Ojciec: Ja tam go biorę na klatę. Nawet jako zięcia. Przed ślubem się go wybieli żeby matka szału nie dostała i tyle. Bo ona chyba te same mądre książki czytała co Ty.
Ada: Dobra, ja popłynę z Agnieszką.
Ja: Ale ja nie powiedziałam, że płynę...
Ada: Daj spokój, fajna zabawa będzie.
Przyjechał po nas taksówką. Czemu oni w nich kuźwa nie instalują pasów ?!
Ada: Taksówką ? Nie samochodem ?
Michał: Wypadek miałem.
Ja: HA ! Mówiłam ?! Mówiłam że jeździsz jak wariat ?!
Michał: To tylko samochód. Wsiadajcie.
Ja: A co z prywatnym ? Też rozwalony ?
Michał: Prywatnego to mam Jeepa Wranglera ale ma tylko dwa miejsca i pakę.
Wysiadamy w porcie, patrzę kto na ten jacht wsiada. Jakiś beżowy z kobietą w burce. Za nim następny. Zakładam ciemne okulary żeby z moich oczu nie dało się wyczytać myśli "jednak płyniemy do Libii ? Kur*a, czemu ja się zawsze muszę w coś władować... Dezerterować ? Nie no, dam chłopakowi szansę, teraz to by było za proste, uciec z Libii to będzie fajne wyzwanie!" Na szczęście wsiada też jakiś tabun ruskich. Tych się do Libii nie wywozi. Nie starczyłoby tam dla nich alkoholu. Z zamyślenia wyrywa mnie Michał. "Zdejmij okulary, masz piękne oczy." No tak, niebieskie. Takie lubią najbardziej. Tylko blond włosów mi brakuje.
Ojos divinos, que cada que me miran
Provocan fantasías, provocan tentación
Ojos divinos, que cada que me miran
La vida se me olvida y pierdo el corazón
Wieje tak strasznie, że gotowe jesteśmy przysiąc, że w Polsce jest cieplej.
Michał: Taaa, pewnie coś na minusie, nie ? Tu nie ma takich temperatur. Pamiętam jak byłem mały, matka powiedziała, że nie pójdę do szkoły bo jest bardzo zimno. 8 stopni było.
Jak normalnie mogę sobie ponarzekać, że Polacy się nie starają, tak jego starania mam już po kokardki. Mam dość patrzenia mi w oczy, głaskania po rękach i chodzenia za mną cały czas. Zatrzymujemy się przy rafie na snurkowanie. Nie mam zamiaru nigdzie iść, mam zamiar siedzieć z Adą, odpalać papierosa od papierosa i modlić się, żeby czas szybciej płynął. Niestety nic z tego, ciągnie mnie za rękę, jak się wyrywam to mnie bierze na ręce i wystawia za burtę.
Michał: Jestem wariat ? To Cię puszczę ! Nie no co Ty, w życiu bym tego nie zrobił.
W życiu to ja bym nie pomyślała, że mnie jednak odstawi z powrotem. Tylko wrzasku narobiłam. Dobra, niech będzie, schodzę do tej wody, Ada zostaje na górze, Michał mnie łapie za rękę i płyniemy z głowami pod wodą. Rafa jest na wyciągnięcie ręki, Michał mi tylko pokazuje których ryb nie dotykać. Jest lepiej niż na nurkowaniu. Wracamy, wchodzę na pokład, Michał jeszcze zostaje w wodzie. Ada nagle chce zejść. Krzyczę do Michała żeby poczekał, robię Adzie kilka zdjęć i wreszcie mam 10 minut spokoju. Niestety krótkie bo zaraz nade mną pojawia się Ada i mówi, że się tylko nałykała tej wody, ona sie do tego nie nadaje.
Michał: Jak nie schowasz tych okularów to je wyrzucę za burtę.
Ja: Nie nie, nie wolno !
Michał: Przyjdziecie potem do mnie do sklepu to sobie wybierzesz nowe.
Ja: Ale już nie Ray-Bany.
Michał: Ray Ben, Calvin Klain, Lacroste, Pierre Gardin... i wszystko na co się ruskim oczy świecą. Made in china. Myślisz, że skąd znam chiński ?
Ja: Ty znasz chiński ?!
Michał: Arabski, angielski, francuski, polski, chiński i rosyjski. Ale do tego ostatniego się nie przyznaję. Zawsze udaję, że nic nie rozumiem.
Dopływamy na Giftun, Michał mówi "bierzcie najpotrzebniejsze rzeczy tylko: ręcznik, aparat, telefon... haszysz... też bardzo ważny jest..." Kładę się na ręczniku i mam kolejną godzinę spokoju bo wystarczy mu powiedzieć, że będę miała białe nieopalone ślady żeby mnie nie dotykał. Ale gada w nieskończoność, żebym została w Egipcie, że mi tu niczego nie zabraknie, że on che taką żonę. Kuźwa, nie rozumiem tych kobiet co za nich wychodzą. To jest nie do wytrzymania. Choć nadal jestem w stanie zaprzeczyć, że przemysł narodowy Egiptu to produkcja bomb i uprawa haszyszu żeby tylko faceci których spotykam na drodze byli tacy chodź w małym ułamku. Wreszcie wracamy, kapitan jest mega imprezowy więc puszcza jakieś coco jumbo, Michał nie chce znieść sprzeciwu, że nie tańczę i po chwili muzykę zagłusza już tylko akompaniament oklasków od ruskich. A Ada robi zdjęcia. Moja macocha. Zdrajczyni. Ustalamy, że zobaczymy się jeszcze tego wieczoru, bo wpadniemy do niego do sklepu w hotelu kawałek dalej. Ciągle chce nas wyciągnąć wieczorem na dyskotekę.
Michał: Ojciec Cię puści samą ze mną ?
Ja: Sama się nie puszczę!
Michał: To dziewczyny też weźmiemy.
Ja: Ja zostaję w hotelu.
Michał: Jak Ty się mnie strasznie boisz... Ja rozumiem, nie denerwuj się, ja rozumiem, że muzułmanie, że Afryka, że za szybko jeżdżę samochodem. Już nie wiem jak to zrobić żebyś się nie bała ale będę się starał. Zwłaszcza, że jak chcę żebyś tu została to niewiele czasu mi zostało.
Ja: Ja nie zostanę. Mam swoje życie.
Michał: To leć. I wróć za miesiąc, dobrze ?
Wracam do hotelu a ojciec jakby słyszał nasze rozmowy.
Ojciec: To co ? Już chcesz zostać z tym Misiem swoim ?
Ja: Hehehe, nie, wracam do kraju.
Ojciec: Ja się właśnie zastanawiam czy wracać. Tam jakaś wojna się szykuje. Zostajemy jeszcze tydzień ?
Ja: Jak się wojna szykuje to za tydzień już będzie. Trzeba się przygotować. Wracamy.
Poszłyśmy jeszcze we trójkę do tego sklepu. Dostałam wielbłądy bo się Ada wygadała, że mam przywieźć koleżankom. Spotykamy tlenioną blondynę i jej męża. Michał mówi, że to wspólnicy. Nadal nie daje za wygraną i chce nas wyciągnąć na dyskotekę. Iwona ucina, że mamy inne plany ale niewiele to pomaga.
Ja: Chcesz iść na dyskotekę ? To ostatnia noc, na pewno będzie fajna impreza w hotelu. Załóż koszulę operatora i przyjedź do nas. Bo ja się z hotelu nie ruszę.
Michał: Nie powinienem, ale zrobię to dla Ciebie.
Ada: No to jak ? Pewnie zaprosisz Agnieszkę za jakiś czas do Egiptu na kilka dni, co ?
Michał: Na całe życie najlepiej. Zapraszam.
Ja: HAHAHA !
Michał: Naprawdę. Mi już wystarczy żebym w te Twoje oczy mógł patrzeć codziennie rano.
Wracam już dość późnym wieczorem do hotelu, ludzie się już przenieśli do baru. Ojciec mnie traktuje jak nastolatkę więc opieprz za to, że nie dotarłam na kolację mam jak amen w pacierzu. Patrzę kto siedzi. Martyna. Oj, czyli ojciec jest wnerwiony, będzie się darł. Patrzę dalej. Mirek. Ten na niego działa pozytywnie, wpływ Martyny wyrównany.
Ojciec: Gdzie byłaś ?
Ja: Yyy... no... u Michała byłyśmy.
Ojciec: Na przyszłość napisz jakiegoś SMSa bo siedzę w pokoju i czekam na Ciebie, żeby na kolację pójść.
Ja: Ok.
Tylko tyle ? To już koniec ? Zawsze od tego się zaczynało.
Ojciec: Zielona noc dzisiaj. Takie rzeczy cały tydzień wyprawialiśmy, że teraz musimy jakiś sex grupowy zorganizować żeby to przebić.
Martyna: Ja się zgadzam.
Marcin: Ale wiecie co jest najgorsze w sexie grupowym ? Można zostać pominiętym.
Ojciec: To jak ? Zgarniamy wszystkich Polaków, idziemy do któregoś pokoju, rozbieramy się i gasimy światło.
Martyna: Wszystkich ? Tamtego koksiarza z plastikową lalą też ?
Marcin do ojca: No ona to by Ci loda rzęsami zrobiła. Wszystko sztuczne.
Ja: Tato, ale my musimy jakieś zapałki ciągnąć kto odpada, bo chyba nie będziemy ryzykować ?
Ojciec: Może Ruscy też taką imprezę zrobią to się podzielimy.
Ja: Ty pójdziesz do Ruskich !
Zięć: Nie no, Ty spasuj ! Oni pójdą na grupowy a my na prywatny.
Ja: Ty u siebie, ja u siebie tak ? Ale na prawą czy na lewą rękę ?
Michał przyjechał ale impreza jednak się nie kleiła. Ojciec pod zbyt długą nieobecność Ady znalazł sobie trzecią macochę i sam z nią siedział na dyskotece. Reszta się gdzieś zmyła. Ja i Michał siedzieliśmy gdzieś w barze koło recepcji, na przemian sami albo z Adą. Zdążyłam mu tylko jakby co zapisać jakieś namiary do siebie. Co mi tam. Skrzynka mailowa zniesie każdą ilość wyznań miłosnych dopóki mu się nie znudzi. A znudzi mu się jak tylko przyleci następny samolot polskich córek piekarzy. Idę jeszcze do ojca i trzeciej macochy, ale chociaż imprez nigdy nie odmawiam tak dzisiaj nie chce mi się z nimi siedzieć. Wychodzimy we trójkę na dwór, palimy, po czym się żegnam. Tatuś znów wróci bardzo wcześnie.
O świcie idę jeszcze pobiegać, bo mnie ojciec swoim powrotem obudził. Spotykam Adę bo się wyszła przejść.
Ada: Michał dziś przyjedzie ?
Ja: Na pewno przyjedzie.
Ada: Coś mówił że leci z nami do Polski.
Ja: Bilet ma zarezerwowany podobno ale się nie ruszy stąd, bo żona brata jest w 9 miesiącu ciąży a brat jest na Słowacji. I raczej dziś nie wróci. Bez obaw. Porwać mnie już też raczej nie zdąży
Rano już tylko pakowanie i jeszcze wyjście na basen. I za nic nie mogę sobie przypomnieć czy Michał coś wspominał, że będzie czekał w receprcji o 12 czy tylko mi się śniło. Ale nie dzwoni więc opalam się spokojnie dalej. Tyle, że wszędzie go widzę. Tak mi spokoju nie dawał, że się nabawiłam nerwicy natręctw. Wymieniamy się z Macochą nr 1 numerami telefonów. Mamy bardzo podobne charaktery, świetnie nam się ze sobą cały tydzień gadało. Musimy się spotkać w Warszawie. Ada mnie spotyka, mówi że idzie do Michała do sklepu jeszcze się pożegnać na wypadek gdyby nie przyszedł. Ona ma obsesję na jego punkcie chyba.Wraca i mówi to co wiem bez pytania: że tęskni, że chce utrzymywać kontakt, że w maju albo ja przylecę do Egiptu albo on przyleci do Polski i jak nie będę się chciała spotkać to przeszuka za mną cały Gocław bo tyle wie na temat mojego miejsca zamieszkania. Ale dzisiaj nie przyjedzie. Kilka godzin myślenia sprowadza mnie do punktu wyjścia, że albo jest jedynym facetem od kilku miesięcy który nie robi mi wody z mózgu albo właśnie próbuje robić mi największą.
A jednak nie przyjechał. Wsiadamy do autokaru, wyjeżdżamy. Wchodzimy na lotnisko... Michał !
Ja: Jednak jesteś.
Michał: Jestem ale prywatnie. Jeśli chcesz zostać to ostatnia szansa teraz.
Ja: Wracam.
Michał: Ok, rozumiem. Będę tęsknił, kocham Cię.
LOL. Tego nie było, nie słyszałam tego, to nie istnieje.
Przechodzimy całą odprawę, zaraz mają otwierać bramki do samolotu. Ojciec gdzieś idzie i nie wraca jakąś dłuższą chwilę. Stoję z dziewczynami gadam, otwierają bramki, przemieszczamy się powoli w kolejce.
Iwona: A gdzie ojciec?
Ja: No poszedł gdzieś, nie wraca. Znajdzie się, najpóźniej w samolocie, nie ?
Ada: No ja nie wiem, on Cię jak dziecko traktuje, pewnie Cię szuka po lotnisku, nie wpadnie na to, że możesz sama do samolotu wsiąść.
Po chwili:
Ojciec: No gdzie byłaś ? Szukam Cię po całym lotnisku. Sama byś przez bramkę przeszła ?
Ja: Nie, usiadłabym przed bramką i w ryk bo chcę do mamusi i tatusia.
Tak się cieszę, że wracam. Tydzień bez komputera. Ktoś tam musiał za mną tęsknić. Ale nie. Stare sprawdzone pranie mózgu. Trzeba było jednak zostać jeszcze tydzień tylko po prostu usiąść w międzyczasie do tego komputera na 15 minut. Niektórzy cały tydzień katowali facebooka. Z ojcem się śmieliśmy że na jednej imprezie są tu z nami a na drugiej na fb i piszą tam do siebie, mimo że w realu siedzą na jednej kanapie. Jestem w domu i nagle znowu ta cisza, ten spokój. I tylko koty są zadowolone. "Wrócił otwieracz do konserw." Po dwóch dniach dopiero sprawdzam maila. 7 wiadomości. Tęsknię, wracaj, prześlij mi swoje zdjęcie, nie umiem żyć bez Ciebie. I takie tam. Chyba jednak moja skrzynka mailowa tego nie przetrwa.. Tak czy inaczej, większej i lepszej zabawy już na żadnych wakacjach raczej nie będzie.
I cały ten opis daje się sprowadzić do słów "Co się stało w Hurghadzie, zostaje w Hurghadzie..."
...czy tam Rusghadzie...