Proszę bardzo
Odbieram Glorego z lotniska, zakupy, bankomaty, jesteśmy w Raszynie, schodzimy na dół bo przyjechał Maczek.
Ja: Glory, bądź łaskaw zapiąć rozporek bo to dość dwuznacznie wygląda jak wychodzimy razem z pokoju.
Jadę z chłopakami kibicować przy grze w tenisa. Chcieli zdjęcia więc siedziałam i przestawiałam tylko parametry i nawet nie wiem kto wygrał

Ale że się chwalił i popisywał to się szybko dowiedziałam. Wracamy, cashówka już śmiga. Gram sobie spokojnie, Glory coś wspomina o soft-play. I mimo to ciągle na mnie podbija. Nie mam nic, ale sprawdzam coś przed flopem, niech sobie nie myśli. Flop do niczego ale call, zablefujemy najwyżej. Turn otwiera mi szanse na gutshota. Szczurek królem świata. "Chcesz zobaczyć szczurowanie w akcji ? Call." Oczywiście spada mój magiczny river i Glory może sobie wrzeszczeć w niebogłosy co niniejszym robi. Kilka rozdań później sytuacja się powtarza. Nie mam nic, draw do runner runner tripsa ewentualnie. Ale nic to, szczurek dumnie nosi koronę. Na riverze otwieram grubo, Glory pasuje. Odsłaniam blefa, wrzask idzie jeszcze gorszy niż wcześniej. Koniec "soft-play" i to chyba lepiej dla mnie bo już tak odważnie przeciwko mnie nie gra. Ale za wszystko pomści mnie najęty przez Glorego Wahi który dobrał bez żadnych postaw do dalszej gry gutshota na riverze i zabrał mi większość żetonów. Jakoś odrobiłam. O 5 rano wyganiają nas z konferencyjnej. Niektórzy próbują spać, niektórzy palą w pokoju trawkę co zostaje zauważone przez jakąś starszą kobietę która miała niefart dostać pokój na tym samym piętrze. Ciekawe tylko skąd wiedziała, że to trawka tak śmierdzi.
Budzę się rano koło 11 bo ktoś się próbuje do mnie dodzwonić. Buba. Pierwsza myśl "czy on kur*a nigdy na zlocie nie był, że nie wie, że 11 to jest środek nocy ?!" Niestety nie dojechał żeby sobie o tym przypomnieć. Gramy w jakąś durnowato śmieszną grę we wpierdalanie małp i bawołów. Nikt nie wie do końca o co chodzi ale w zasadach jest że ma być trawa na stole i to pewnie ona powoduje, że tak nam wesoło. Gramy jeszcze w jakąś wysublimowaną odmianę tetrisa ale w to też szybko odechciewa mi się grać bo w pierwszej grze Sith się żre z Wahim aż miło a ja i Mara przez nikogo nie zauważeni możemy sobie układać do woli. W drugiej udaje mi się ułożyć wszystko zostawiając innych daleko z tyłu. Trzecia gra to double i też idzie mi rewelacyjnie bo Mara na spółkę z Wahim zbierają wszystko. Zaczynamy turniej, nie siada mi absolutnie nic, skracam się niemalże do połowy stacka startowego ale jest jeszcze rebuy. Z odsieczą nadchodzi oczywiście Glory, który podbija mnie na blindzie, a ja mam akurat A6. Nie decyduję się na all-ina pre flop, chcę dać szczurkowi jeszcze jedną szanę. Flop nie siada a Glory atakuje cbetem. 893. "No i co Ci niby na tym flopie pomogło ? All-in." Glory udaje, że myśli ale nie robi tego na pewno bo sprawdza z jakimś marnym drawem. Drze się tak, że za konieczność uważam przerwę na fajka. "Zagrałam źle przed flopem, ale po flopie już nie, za to wytłumacz mi swój call." Czego się spodziewał, jak Wahi jest na finałowym stole to to nie może być gra wysokich lotów. Za drugim razem odwijam się all-inem pre flop i Glory pasuje.
Ja: Ufff ! Dziękuję, jednak jest soft play ! Mam damy, ja z tym szajstwem nie wygrywam !
Glory: Sprawdźmy !
I rozdaje board.
Glory: Nie wygrałabyś !
Ja: No mówiłam ! Nie mogę tego grać. Nie przegrałam a i tak jestem na nie zła !
Odpada przede mną co czyni mnie zwycięzcą last longera między mną, Glorym i Marą. Gordonowi żre niesamowicie. Choćby grał odkrytymi i choćbym tam widziała 36 off to bym pasowała bo byłoby jasne, że dostanie co zechce. I dostaje na tyle żeby mnie wyrzucić z turnieju. Odmawiam rozdawania w HU i idę żebrać o cashówkę. Ale wpierdalanie zatrutych orzechów i ususzonej trawy kręci ich bardziej. Snuję się bez celu między pokojem, palarnią przed hotelem i konferencyjną. Ale HU jak trwało tak trwa. Coś z tym trzeba zrobić. Idę rozdawać. Tylko usiadłam i rozdałam KJ vs chyba A4 i pozamiatane, Gordon zgarnął to na co swoim sexy pokerem zasłużył. Żebram dalej o cashówkę ale chyba nic z tego nie będzie. W końcu litościwie otwierają. Nomen omen mara-zombie wstaje i jak zwykle puszcza wiązanki do wszystkich którzy z nim zaczynają. Sith się wścieka, że wywaliłam go z turnieju i w cashówkach już mi oddał z 5 buy-inów. Picie piwa z pucharów skończyło się tak, że mój puchar trzyma pion jedynie na słowo honoru i wymaga wzmożonej ochrony przed kotami. Mimo że chciałam zdezerterować po kilku rozdaniach cashówka wyszła ładnie na plus, pewnie dlatego, że sexy poker nawalonego kilkoma piwami Gordona przestał się bronić. Niedziela to klasycznie powrót i odsypianie. Do następnego !
Najciekawsze sytuacje:
Moje auto na warszawskich blachach z napisem na tylnej szybie "Wisła Kraków"
Ja: Kurde, już po samochodzie.
Ktoś: Zetrzyj to szybko, bo jak mróz złapie to naprawdę do domu nie dojedziesz.
Ja: Mam stadion Legii po drodze.
Wszyscy: Uuuuuuuu !!!
Mara: Weźcie zupę dnia, żurek mają !
Lion_victor: Poproszę żurek. To jest zupa dnia, tak ? Ile płacę ?
Jadzia: Żurek kosztuje 10 zł ale jest świeży. Zupa dnia to ogórkowa za 8 zł ale nie jest świeża.
Mara: Kur*a, dwie godziny temu żurek był zupą dnia i był tańszy o dwa złote !
W tle Glory: Dobra tam, stówka w tą, stówka w tamtą, co za różnica !
I mina babki z obsługi w typie "dwie moje dniówki nie robią im różnicy a kłócą się o dwa złote !"
Sith: Easy game ! Trzeba tylko Wahiego wyjebać. Albo Izę.
Glory: Izę to by tu każdy chętnie wyjebał.
Ja: Wahi, rozdziel jeszcze raz te pokoje, bo w tej sytuacji pokój z Lionem wydaje mi się jednak bezpieczniejszą opcją !
Glory: Wahi, wyobraź sobie, że będziesz na zdjęciach ze wszystkimi pucharami ! Bo je będziesz wręczał !
I oczywiście wieczorna modlitwa Sitha, którą uprawnieni zobaczą na filmie, a nieuprawnieni muszą się starać o dostęp do działu zlotów, do czego zachęcam
