Czwartek, godzina 12, siedzę w pracy. Sprawdzam dokąd ja właściwie jadę. Radio trąbi od rana co godzinę że powódź w okolicach Katowic, że stany alarmowe przekroczone i ciągle ma lać, apogeum wyznaczone na noc z czwartku na piątek. Kuźwa, kto wymyślił akurat Pszczynę, akurat w czasie powodzi i akurat ja tam muszę jechać już w czwartek... Ale jakoś nagłówek w Wyborczej "pijana grupa pokerzystów utopiła się odmawiając ewakuacji z sali konferencyjnej" mi się nie widzi. Co najwyzej utopi się tylko Sith bo za wolno biega. Anyway. Przecież coś się wymyśli.
Urywam się wcześniej z pracy, jadę na dworzec po Glorego. Toyotą Aygo dopiero co kupioną przez mamusię. Czyli wózkiem na zakupy. Parkuję przed samym wejściem, oczywiście w miejscu niedozwolonym ale przecież zawsze mogę podrzeć mandat, ponaglenie przyjdzie na adres mamusi a ona mandaty za złe parkowanie płaci w ciemno. Szkoda, że za prędkość by to nie przeszło, miałabym kilka punktów karnych mniej. Czekam pół godziny a za mną ustawiają się kolejne auta bo najbliżej do wejścia. Beze mnie nikt na ten pomysł nie wpadł.
Przybiega Glory, juz nieźle zrobiony przez kilka piw, które przyatakował w pociągu. Po drodze zatrzymujemy się na stacji gdzie zaopatruje się w kolejne piwa. Czym bliżej Katowic tym bardziej leje. Dziś nie piję. Jakby co będę uciekać w środku nocy.
Przyjeżdżamy bez żadnych problemów po drodze, spotykamy Wahiego, wkrótce również Sitha.
Wahi: Glory, Ty już 6 piw wypiłeś zanim tu dotarłeś?
Glory: Z Izą jechałem. Dziwisz mi się ?!
Glory: A ponton jakiś macie ? Bo tu powódź ma być.
Sith: A po co ? Masz concierge to nam ściągniesz helikopter.
Glory: Pod warunkiem, że będzie miał jacuzzi w środku. Do innego nie wsiadam.
Przenosimy się na górę do pokoju Sitha i Wahiego, odpalamy piwo, drinki i... monopoly deal. Pierwszą grę jak zwykle wygrywam, mimo że gram w to pierwszy raz w życiu. Wszystko co dotąd przywiozili na zloty ogarniałam za pierwszym razem. Może kiedyś mnie zaskoczą i w coś wreszcie przegram.
Glory mnie specjalnie nie atakuje więc ja jego też nie. Niepisany pakt o nieagresji. Do czasu aż mi zabrał jedną skompletowaną dzielnicę. Wygląda na to że wygrywa. "Czekaj tylko, jak ja Ci się zaraz odwinę !" i jak dochodzi moja kolejka zabieram mu wszystko. I sama kończę zwycięzko grę. Glory jest niepocieszony ale śmieje się z opuszczoną nisko głową, Wahi i Sith się śmieją w niebogłosy. Nie zaczynać z Izą.
Następna gra, faceci o czymś gadają, ja przez nikogo niezauważona kompletuję drugą dzielnicę.
Sith: Czekaj, bo my tu gadu gadu a Niemcy się zbroją..
Ja: Niemcy ?! Znaczy że brzydka jestem ?!
Sith: Przesadzasz Helga ! Nie taka brzydka, do gang bangu z nami byś się nadawała !
Sith opowiada o tym jak to żeby przyjechać na zlot musiał kupić samochód. Zapytał żony czy mu da auto, powiedziała że nie ma opcji więc Sith pokornie trzy dni wcześniej zadzwonił do salonu, że chce na środę nówkę sztukę, zarejestrowaną i zatankowaną pod sufit. "Niech ludzie wią że piniondze są." Takie poświęcenie a Glory następnego dnia dał mu bana na forum. Choć może to był połowiczny ban. Zdania są podzielone.
Zaczynamy grać w taja. Glory pomstuje, że nauczył mnie zasad a chwilę potem już musiał się uczyć ode mnie grać bo nie był w stanie nic wygrać. Kasa ciągle płynie w moją stronę.
Przechodzimy płynnie do Hold'ema, Wahi i Sith przegrywają wszystko jak leci. Jest głośno, gra muzyka, ale są w hotelu głośniejsi od nas. Kwestia czasu, niech poczekają do jutra. O 2 w nocy przychodzi jakiś koleś i rozbawiony pyta czy mamy zapalniczkę. Otworzył mu Glory więc grzecznej odpowiedzi nie dostał. Godzinę później równoległa do naszej impreza ucichła. O 4 nad ranem już dobrze ubawieni wpadamy na pomysł że pójdziemy do niego, zapukamy i powiemy, że znaleźliśmy tę zapalniczkę. Niech się uczy, że my mamy większą odporność na brak snu i potrafimy się lepiej bawić. Niestety nie znamy jego numeru pokoju. Niezadowoleni z tego faktu rozchodzimy się spać. Ja w sumie jestem zadowolona, wkupiłam się za 50 zł, scashowałam 512 zł. Glory też nienajgorzej.
Rano (czyli po godzinie 16):
Wahi: Izka, telefon u nas zostawiłaś i dzwonił o 9 rano !
Ja: W historii połączeń jest, że dzwonił o 12 ! Akurat czas żebyście wstali !
Sith: Kurde, zabraliście nam całą kasę wczoraj ! Na śniadanie nie mieliśmy ! Przypomniałem sobie, że za benzynę płaciłem i resztę do bluzy schowałem i tego mi się nie udało przegrać to przynajmniej na jajecznicę mieliśmy ! Nie starczyło tylko na dopłatę do szynki !
Po śniadaniu czyli tuż przed wieczorem pojawia się Gordon, Just oraz Zielarz, który jest gruby i Gruby który nie jest gruby czyli Bochnia. Nie wiadomo o co chodzi ale wiecznie ich nie ma. A jak są to palą trawkę.
Z kuflami z baru idziemy do Lewiatana ratować największe skarby przed powodzią. Najcenniejsze co mają to rzecz jasna whisky. I 7days'y. Czekając pod sklepem chłopaki sobie znaleźli zabawę na automatach dla dzieci z kulkami. A w środku jakieś stworki, pierścionki i inne śmieci. Całe szczęście, że w pokera gra się na grube bo jakby mieli drobne to by nieźle w tym hazardzie popłynęli.
Glory: Skąd masz kulkę ?!
Gordon: W sumie nie wiem, ale pęknięta była !
Instalujemy się w sali konferencyjnej, odpalamy casha. Just zarządza palenie przy otwartym oknie zamiast schodzenia na dół. I opowiada jak w którymś hotelu gdzieś na świecie kazali sobie z kumplem doliczyć 4000€ za palenie w pokoju bo im się nie chciało wychodzić na dwór. Za chwilę znowu opowiada że jak był w Bangkoku to kara za palenie w pokoju to było 15 bahtów, czyli lekko powyżej złotówki i sobie tylko wieżyczkę z tych złotówek ustawili żeby co chwilę jedną strącać.
Po kilku godzinach przychodzi dziewczyna z recepcji.
Dziewczyna: Przepraszam, można ciszej troszkę ? I muzykę pół tonu niżej.
Wszyscy: Ok, ok, spróbujemy.
Chłopaki do rana dyskutują czy jest tragicznie brzydka czy tylko bardzo brzydka.
Przychodzi drugi raz.
Dziewczyna: Jeden pan ma pokój pod salą konferencyjną i się awanturuje, że jest za głośno.
Glory: To ma problem, bo jutro będzie gorzej. Jutro będzie nas więcej.
Sith: Pani go da tu do nas, my mu wytłumaczymy. Upijemy go to będzie spał jak dziecko !
Przychodzi trzeci raz.
Dziewczyna: Pan z dołu wezwał policję.
Just: Spoko spoko, czekamy !
Chowamy kasę z walizki ale żetony i karty zostają, niespecjalnie się ktokolwiek przejmuje.
Przyjeżdża policja.
Just: Nie no, nie dam się kolejny raz w kajdanki ubrać !
Policjant nr1: ?! Jakiś fetysz z tymi kajdankami ?!
Policjant nr2: Musieliśmy przyjechać skoro kazali ale nic tu nie możemy zrobić, okna zamknięte, ostrzegaliście że będzie głośno. Życzymy miłej gry, dobranoc.
Faceci nie umieją się zdecydować czy chcą zamówić pizzę do hotelu czy zamówić taksówki i jechać do Cocomo. Najchętniej to próbują namówić Glorego żeby dzwonił do concierge i żeby on nam ogarnął pizzę o 2 w nocy w Pszczynie.
Sith: Wchodzę raz z klientem do Cocomo, te laski podlatują, coś gadamy, temat wchodzi na pokera, że gram itd. a ona na to "aaaa, to przychodzi tu taki wysoki, szczupły, z wytatuowanym asem na przedramieniu, Tomasz ma na imię!" Ku*wa, Just, jaki ten świat jest mały !
Sith: Izka wczoraj zrobiła focha, bo jej powiedzieliśmy że by się nadawała na gang bang z nami !
Ja: Nie no, Wahi powiedział że bym się nie nadawała.
Sith: Bo Wahi nie wie co to gang bang !!!
Just: Nie no, on wie, tylko chce o tym zapomnieć !
Cashówka mi jakoś nie idzie, lepiej pójść spać z niewielką stratą.
Wieczorem następnego dnia dostawa ludzi: Radost, Wiciu z kobietą i dzieckiem, Nomad i Sebola. Wahi robi poncz - zabójcę Sitha. I nie tylko jego.
Just z Sithem dyskutują że jak poszli rano na kacu do recepcji to ta dziewczyna wydała im się nawet wyględna. Musieli się nieźle upić żeby to stwierdzić.
Just: Wziąłem tableta, bo dzisiaj turnieje scoop w HU lecą. Ten pierwszy jest za 200$ ale to go sobie odpuszczę. Drugi jest za 2000$ i chyba go zagram. Trzeci jest za 20000$ ale chyba go odpuszczę bo nie mam HUDa a poza tym nie będę najebany i niewyspany grał za 20k$. Ale stacknąłem kilku gości.
Wahi: Co Ty, graj, załatwimy rzutnik i każdy po kolei jedno rozdanie będzie grał.
Startujemy z cashówką, wkupuję się za 100 zł, wychodzę z 420 zł, Just się śmieje że sporo tam swoich złotówek widzi. Bankomat, jak zwykle. I jeszcze mnie nazywa Iza vel slow roll po tym jak na boardzie Q829 psioczę, że coś tam wyszczurował i czekam kilka minut z decyzją zanim sprawdzam z setem dziewiątek.
Odpalamy turniej. Coś trzeba z boku na nim zarobić. Jedyna osoba która tu chyba nie zna Justa to Gordon. Nasłuchał się jakie stawki gra, jak mu świetnie idzie. Zakład o to że Just odpadnie jako jedna z dwóch pierwszych osób przyjmuje bez wahania. Niestety godzi się tylko na drobne. Szukam dalej.
Ja: Just, piszesz się ze mną na last longera ?
Just: Ja zawsze i z każdym. O stówkę ?
Glory: Ja też chcę !
Ja: Ok, po stówce.
Glory: Wahi, bierzesz last longera ?
Wahi: Kto jest ?
Glory: Ja, Just i Iza.
Wahi: Nie no, last longera z Izą.. Nie ma głupich.
Ja: Dlaczego mnie miziasz po włosach ?
Sith: Tiltuję Glorego.
Ja: A to nie przestawaj !
Chwilę potem Sith mówi na przemian dwa zdania: "ale się najebałem" i "idę spać" aż w końcu naprawdę idzie spać i męczymy się żeby go wyblindować. Przynajmniej przeczekuje każdego flopa. Zastanawiamy się nawet czy zadzwonić do niego czy chce add-ona czy wziąć za niegoo w ciemno i odda przy śniadaniu.
Gordon się ze mną kłóci kto zgarnie walizkę. No pewnie, że ja ! Nie muszę mieć Wahiego przy stole żeby ją wygrać
Atak z blefem na Wicia nie wyszedł, muszę zrobić rebuy. Ale Just i tak robi go wcześniej, jako pierwszy chyba nawet.
Glory się jak zwykle drze, że mu zgarnęłam cały stack z setem szóstek. Fakt, że trochę za wysoko sprawdziłam przed flopem ale jak siadł set to już przecież nie wyjdę. Ale przeczekam. Na riverze Glory zaczyna głośno myśleć i wynika z tego, że bierze pod uwagę wszystko tylko nie tego seta szóstek. Better off. Pierwszy wyprowadzony z równowagi. Analizuje to rozdanie z Justem i w sumie zgadzają się że set mining pre flop może nie najlepszy ale po flopie zagrane doskonale bo się wypłacił ze wszystkiego niczego się nie spodziewając. Następnego dnia Glory gotów jest przysiąc, że wszystkie rozdania grałam bezbłędnie oczywiście oprócz tych które grałam przeciwko niemu. Z drugiego stacka koszę go na raty a on ciągle się trzyma. Ale wyrok podpisany, trzeba go wykonać. Nauczy się nie kraść mi dzielnic w Monopoly.
Jak chcę wygrać zakład z Gordonem to chyba muszę Justa wywalić sama. Stack mi już na tego sexy pokera z nim w zupełności wystarczy. Wywalam go kiedy na flopie z parą asów Just sie wsuwa i po sprawdzeniu mówi "ja mam nutsowe low." A6 wystarczy i Gordon się wypłaca. Just daje mi 100 zł za last longera i mówi "raczej wiem komu dać"
Gordon: A ja się głupi założyłem i myślałem, że nie wyleci pierwszy.
Ja: Słuchaj, jak Just nie wyleci pierwszy to to będzie ten zlot na którym Wahi zgarnie puchar. Koniec świata będzie dzień później.
Zostajemy we czwórkę: ja, Zielarz, Wiciu, Glory + Sith na sitoucie. Miażdżę ich jak chcę, do tego stopnia, że robią sobie żarty, że powinni mnie pytać czy w ogóle mogą wejśc do puli.
Glory przy stole: Kto wygrał rozdanie ?!
Wiciu: No Iza, a kto ?
Glory: No tak, głupie pytanie...
Zielarz z drugiego konca sali: Kto tam wygrał ?!
Glory: No następny z głupim pytaniem...
W końcu Sith trafia na swojego ostatniego big blinda. Ktoś źle rozdał karty bo mnie pominął pewnie przez to że to Sitha ciągle pomijaliśmy a teraz trzeba mu było tego all-ina rozdać, a ilość kart rozdanych musi się zgadzać. Ale nie dam się wykurzyć z ani jednego rozdania, mówię "spoko spoko, zagram tym co spasuje Sith." Uuuuu, jest moc. Nikt mi nie chce zapłacić ale odsłaniam znalezioną tam parę dwójek.
Glory: No jak na Twój range teraz to te dwójki to naprawdę monster !
Tworzy się stolik finałowy. I Wahi na nim jest ! Stan wód w Pszczynie i okolicach chyba właśnie osiąga stan krytyczny żeby jutro jakby co zdążyć zrobić armagedon. Całe podkarpacie podobno już pływa.
Wdaję się w jakieś rozdanie z "Grubym" gdzie mam AT i przegrywam sporą pulę na AK z trafionym stritem. Nic to bo nadal mam drugi co do wielkości stack ale cały stół się kłóci czyj agresor jest lepszy. Wyszło na to że ich chip leader jest lepszy ode mnie. Ale przecież nie dam się tak łatwo. Chwilowo odpuszczam Gloremu i znęcam się nad tym ich chip leaderem. Trochę mu tych żetonów odbieram.
Drugi raz Glory się wpienia jak sprawdzam jego all-ina z QJs. A on akurat ma AT. Na flopie nawet siada mu ta 10, ale na turnie mamy J który go wścieka niemiłosiernie. Muszę swoje wysłuchać jak to strasznie źle gram. Źle jak źle, grunt że żetony dobrze lecą w moją stronę.
Chłopaki w międzyczasie odpalają casha, do którego już nie usiądę bo jak się skończy turniej to będzie 4 z minutami a ja dopiero skończę kolejną szklankę tego eliksiru młodości made by Słodziak. Trzeba się wyspać przed powrotem.
Wyrzucam Nomada na bubblu mając parę piątek. Potem chyba leci wiciu. Albo odwrotnie. Gruby już nie daje rady się ze mną ścierać, puszczam mu tak grube blefy że sama jestem z siebie dumna. Mam kompletnego śmiecia, jakieś T9s, niestety board zupełnie od czapy, jakieś dwa asy i chyba dama. Jak bym grała jakbym miała tego asa ? Sprawdziłabym podbicie ! Po nic nie zmieniającym turnie zadaję sobie kolejny raz to pytanie. Przeczekałabym za nim ! Po riverze już czekać z tym asem bym nie mogła tylko bet wyglądający na wyciągający value. Więc taki leci. Gruby ogłasza pas ale duża część stacka już jest u mnie. Już wiadomo czyj chip leader jest lepszy. Ale tego słabszego wywala Wahi powodując tym samym to, że ma nieznacznie więcej żetonów ode mnie.
Zaczynamy HU umawiając się że odpuszczamy sobie ante bo się z tym nie doliczymy. Blindy 1500-3000, robię często gęsto min raise za 6k i dostaję 3bet za 20k. Co on kurczę gra ?! Ogarniam się, że puchar mu do szczęścia w zupełności wystarczy. Zabieram mu masę żetonów na jego nieudaną próbę blefu bo jak się na turnie odwijam 3betem to ucieka w popłochu. Chwilę później sam rozdaje mi króle i pcha się z nędznym Q7off. Załatwione. Bounty w postaci walizki jest moje, kasa jest moja, puchar za pierwsze miejsce jest mój. Skończyła mi się półka, przed następnym zlotem muszę zrobić nową.
Tak czy inaczej Wahi ma puchar. Czyli wyjeżdżając można się spodziewać niezłych basenów po drodze i ogólnie apokalipsy. Koniec świata.