ja z izą tez mogę mieć dodatni, ale nie liczę jakoś szczególnie
The sky is never the limit !
- karwek
- -#VIP

- Posty: 1887
- Rejestracja: 05 lis 2012, 23:43
- karwek
- -#VIP

- Posty: 1887
- Rejestracja: 05 lis 2012, 23:43
- Glory
- -#Site Admin

- Posty: 9186
- Rejestracja: 04 mar 2005, 12:14
- gama
- LEGENDA

- Posty: 2880
- Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- Glory
- -#Site Admin

- Posty: 9186
- Rejestracja: 04 mar 2005, 12:14
- karwek
- -#VIP

- Posty: 1887
- Rejestracja: 05 lis 2012, 23:43
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Ja jednak jestem typowa baba.
Umówiłam się z Anką na farbowanie włosów. Kolor miał być lekko ciemniejszy od naturalnego. Anka się namordowała bo jednak włosy długie, ja siedziałam godzinę jak ten kretyn bezczynnie, po to żeby po wszystkim:
Anka: Ty, ja nie widzę różnicy.
Ja: No ja też nie...
Anka: Siwych nie ma jak nie było, nie ?
Ja: Były ! Ale przynajmniej teraz wiem jak się mój naturalny kolor nazywa fachowo ! Daj to pudełko !
Anka: Średni brąz...
Ja: Nieee... Takie przeciętne... O, jest jeszcze napisane medium brown ! Lepiej ! Podoba mi się !
I jeszcze sobie rękę wrzątkiem oblałam. I śladu nie ma. Widocznie jednak jestem kosmitką.
Mało mi było, kolega sprawił, że się mało nie zapowietrzyłam ze śmiechu. Bowiem w quizwaniu na pytanie o jajożyworodnego ssaka zamiast dziobak odpowiedział... słoń
Umówiłam się z Anką na farbowanie włosów. Kolor miał być lekko ciemniejszy od naturalnego. Anka się namordowała bo jednak włosy długie, ja siedziałam godzinę jak ten kretyn bezczynnie, po to żeby po wszystkim:
Anka: Ty, ja nie widzę różnicy.
Ja: No ja też nie...
Anka: Siwych nie ma jak nie było, nie ?
Ja: Były ! Ale przynajmniej teraz wiem jak się mój naturalny kolor nazywa fachowo ! Daj to pudełko !
Anka: Średni brąz...
Ja: Nieee... Takie przeciętne... O, jest jeszcze napisane medium brown ! Lepiej ! Podoba mi się !
I jeszcze sobie rękę wrzątkiem oblałam. I śladu nie ma. Widocznie jednak jestem kosmitką.
Mało mi było, kolega sprawił, że się mało nie zapowietrzyłam ze śmiechu. Bowiem w quizwaniu na pytanie o jajożyworodnego ssaka zamiast dziobak odpowiedział... słoń
- Dawid84
- LEGENDA

- Posty: 2997
- Rejestracja: 27 lis 2006, 21:40
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- gama
- LEGENDA

- Posty: 2880
- Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56
iza_doria pisze:"Czy jak zjem je wszystkie to przytyję tylko te 4kg czy jednak więcej ?"
Przy założeniu, że 100g krówek ma 382 kcal, to w 4kg masz kalorii 15280. Przyjmuje się, że kilogram = 7000kcal, a zatem zjesz 4kg krówek to przytyjesz tylko nieco ponad 2kg. No chyba, że dupa Ci się od nich tak zaklei, że przez miesiąc nie będziesz w stanie zrobić tego, co bardzo byś wówczas chciała zrobić. Ale wtedy to już masz bardzo proste liczenie - ile kg pożywienia zjesz, tyle mniej więcej w Tobie zostanie i o tyle waga pójdzie w górę
- Soya
- LEGENDA

- Posty: 2386
- Rejestracja: 23 paź 2009, 16:27
- Soya
- LEGENDA

- Posty: 2386
- Rejestracja: 23 paź 2009, 16:27
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Ja: Nie no, trzeba wynieść stąd te krówki. Dziś już 5 zjadłam. Nie mam siły z nimi walczyć.
Aneta: Krówki są silniejsze ?
Ja: Nie są silniejsze tylko ich jest więcej !
Aneta: Myślę, że najlepsza metoda walki z nimi to je zjeść.
Ja: Nie mogli jakiś anyżkowych tych krówek przysłać czy coś ? By się schowało do szuflady i by sobie leżały w spokoju.
Ja: Ty wiesz, że dzisiaj rano podobno 3 stopnie były ?
Aneta: No wiem, a tu działa ogrzewanie już ?
Ja: No powiem Ci... troszeczkę już grzeją ! To co, krówkę z tej okazji ?!
Aneta: Mogę się jutro spóźnić 15 minut ?
Ja: <ciamk-ciamk-ciamk>
Aneta: Aaa, krówka ! Odpowiesz jak skończysz ?
Ja: <ciamk> !
Aneta: Krówki są silniejsze ?
Ja: Nie są silniejsze tylko ich jest więcej !
Aneta: Myślę, że najlepsza metoda walki z nimi to je zjeść.
Ja: Nie mogli jakiś anyżkowych tych krówek przysłać czy coś ? By się schowało do szuflady i by sobie leżały w spokoju.
Ja: Ty wiesz, że dzisiaj rano podobno 3 stopnie były ?
Aneta: No wiem, a tu działa ogrzewanie już ?
Ja: No powiem Ci... troszeczkę już grzeją ! To co, krówkę z tej okazji ?!
Aneta: Mogę się jutro spóźnić 15 minut ?
Ja: <ciamk-ciamk-ciamk>
Aneta: Aaa, krówka ! Odpowiesz jak skończysz ?
Ja: <ciamk> !
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Taki piękny spacer do pracy mogłam sobie uczynić. Mogłam. Ale za głupie to, za leniwe to. I bezmózgie to (ponieważ u Buby na blogu można się sporo rozczarować zapowiedzią opowieści o obowiązkach małżeńskich, ja od razu zdementuję podejrzenia, że będę pisała o jakiś krwawych zabiegach, musicie mi uwierzyć na słowo, że mózgu nie mam na pewno, z resztą o tym już też kiedyś było, rozvadovskie zombie też mnie nie zjadły na potwierdzenie tej teorii).
Jadę więc do pracy Toyotą. Co w końcu może mnie spotkać na trasie o długości kilometra, może dwóch. Przejeżdżam przez rondo. Ścinam je odrobinę, w końcu nic nie jedzie a zrobili dwupasmowe. Takie fajne skrzyżowanie było i się nie podobało, bo za dużo wypadków jest na skrzyżowaniach, a że nowe osiedle i nowa Biedronka w okolicy kościoła to trzeba dać ludziom pożyć do następnej niedzieli handlowej. I ja się pytam: kto wymyślił, że na rondach jest mniej wypadków ? Przecież ludzie nie umieją po tym jeździć ! Sam Glory jak widzi rondo to dostaje apopleksji werbalno-maniakalnej, a jak go wiozłam do Pszczyny to aż na moment przestawał żłopać piwo żeby z pełnym podziwem móc się zdziwić, że przejechałam, bez strat w ludziach, auto nie porysowane, lusterka nie urwane i NIKT NIE TRĄBIŁ ! On pewnie nie zna ronda, na którym by na niego nie trąbili.
Przejechałam. Dzień jak codzień, nic niezwykłego, nikt nie trąbił. Tylko nagle w lusterku pojawia się radiowóz, gonią mnie na sygnale, łapy na giwerach. Zzieleniałam. Co jest ? Za szybko ? Ile niby da się jechać po rondzie ? 40-50 km/h ? Że je ścięłam o te kilka(dziesiąt) centymetrów ? Zjeżdżam na to pobocze, czekam. Podchodzi policeman, "tam pod garaż pani zjedzie." Toyota, uciekamy ? Dawaj, ile fabryka dała, nas nie dogoniat. Jedyneczka i gaz. I Toyota zgasła. Strollowała mnie, jak nic. Ja tu o uciekaniu, dżinsy poprzecierane na kolanach, skórzana kurtka z frędzlami, wiatr we włosach, gitara w bagażniku, drogą pylistą, drogą polną, słońce wyrusza na włóczęgę. O Ty trollu jeden. Nie, nie, to nie było do Pana... Bo oto idzie do mnie znowu. Cokolwiek zrobiłam nie dam się.
Ja: Od razu mówię, że wcale tyle nie jechałam, bo to auto tyle nie wyciąga.
Policeman: Żarówka od tablicy rejestracyjnej się Pani przepaliła.
WTF ?! Pogoń na sygnale za maleńką Toyotą bo żarówka ?!
Policeman: Dowód rejestracyjny, prawo jazdy, ubezpieczenie. I sprawdzimy trzeźwość.
Ja: A wystarczy Wam skali ? Bo ostatnio jak dmuchałam to się skarżyliście, że skali nie starczyło.
Policeman (patrząc już na wynik): Rzeczywiście, na 0:00 się skala kończy, mniej się nie da. Jak Pani obieca, że zaraz Pani podjedzie na stację i wymieni tę żarówkę to Panią tylko pouczę. Jak Panią jeszcze dziś złapię bez tej żarówki to będzie mandat.
Ja: Znaczy, że mnie pan teraz wyprzedzi, zaczai się za skrzyżowaniem i tam dostanę ten mandat, tak ?
Policeman: Przez to jeszcze Panią puszczę przodem, przed następnym będę wyprzedzał.
Ja: Jasna sprawa, to uciekam żeby Pan nie zdążył, do zobaczenia za trzecim.
No to teraz pora na brain off. Stwierdziłam, że wymienię tę żarówkę, bo jak matka odkryje, że się przepaliła to będzie na mnie. Nie wiem co wymyśli ale na pewno wykręci kota ogonem tak, żeby to była moja wina. Tuż pod pracą mam zaprzyjaźniony sklep z częściami. No to przeczekuję do 10:00 aż się otworzą, podjeżdżam Toyotą, wchodzę jeszcze pewna siebie, ten sam facet co zawsze, jak można wyjść na idiotkę kupując żarówkę ?!
I tu dygresja, bo kiedyś sprzedał mi dwa zderzaki w ciągu dwóch tygodni. U mnie był remont więc się wprowadziłam do matki. A u matki parking jest tak zrobiony, że zaraz za nim jest górka. Matka się mieściła bez szwanku ale moja kolubryna jeden zderzak poszarpała. Ale remont dobiega końca, można się przeprowadzić, kupiłam nowy zderzak, życie jest piękne. Ale jeszcze coś się w mieszkaniu działo, ciągle ojciec zwoził jakieś szafy, drzwi czy cokolwiek. Swoje auto do brudnej roboty dał robotnikom a moje auto pożyczył na dwa dni żeby czymś do domu wrócić. Wrócił a zderzak w strzępach, ledwo wisi, jakieś kępy trawy spod niego wystają. W świetle całego remontu nie będę mu robiła awantury o zderzak za 100 zł, ale do dziś mnie zastanawia jak on to zrobił. Facet ze sklepu pewnie też.
Ja: Dzień dobry, potrzebuję żarówkę do tablicy rejestracyjnej z tyłu do Toyoty Aygo.
Sprzedawca: ????? Ale to jest... sklep... z częściami do... Fiata...
No szlag ! Oczywiście że do Fiata. Od 4 lat mam Fiata, matka całe życie ma Fiata, od 4 lat tu pracuję i sklep z częściami do Fiata był tu jak marzenie !
Sprzedawca: Ale ja wyjdę z Panią, wykręcę tę żarówkę, może takie same są do jakiegoś Fiata.
No jasne że są. Ale myślenie jest pożądane, jeśli nie wymagane. Wizja Suzuki SX4 albo Opla Mokki się oddala. Trzeba kupić Fiata. Sedici.
To teraz o tym jaką imprezkę mój Tatuś sobie zorganizował na 50 urodzinki. Pierwsza impreza mniejsza choć de facto większa. Tatuś, jego dwie byłe żony, ja, mój brat przyrodni z dziewczyną i nie mój brat przyrodni ale brat przyrodni mojego brata przyrodniego. A my sobie zrobimy jeszcze imprezkę w weekend. Tylko ja i Tatuś. Potem się ściągnie Roberta z UK na jakiś weekend i będzie grubsza zabawa. Tak czy siak ojciec sobie wymyślił, że pójdziemy do jakiejś knajpy nad Wisłą bo mu kumpel nadał, że tam tańczą salsę. Dobrze. Stoimy sobie na zewnątrz, pijemy jakieś drinki, humor coraz lepszy. Jakaś para chłopaków trzymających się za ręce nas mija ale jakoś to na nas specjalnego wrażenia nie robi. Idę do baru zamówić kolejne drinki, ojca gdzieś wcieło. Wracam z drinkami, znajduję jakiś fajny stolik, zdejmuję płaszcz i torebkę i nagle staję jak wryta. Koło ojca się kręci całkiem niezłe "ciacho" tyle że w rurkach i z szalem czy jak to się powinno u facetów nazywać. I ojciec się na mnie patrzy błagalnym wzrokiem. No co on, nie umie sobie sam poradzić ? No to podchodzę, tulę się do ojca jak żona, kochanka, ale na pewno nie jak córka, całuję go w policzek i słodkim głosem "przepraszam, ale ten Pan jest już zajęty." Ciacho zniknęło ale Tatuś jednak niezadowolony.
Tatuś: Ty, no co Ty robisz, całą zwierzynę mi właśnie wypłoszyłaś !
Ja: Zwierzynę ? To ja się miałam zmyć żeby nie przeszkadzać a nie pomóc Ci się go pozbyć ?
Tatuś: Ale tu kobiety też są !
Ja: Pewnie dlatego, że mogą tu przyjść same i nadal czują się bezpiecznie.
Tatuś: To mówisz, że nic nie poderwę ? A Ty ?
Ja: No ja tym bardziej, nie jestem w ich typie. Dziewczynki są niekompletne.
Wracamy do domu.
Ja: A kto Ci polecił tę knajpę ?
Tatuś: Andrzej.
Ja: Jaki Andrzej ? Twój brat ?!
Tatuś: Nie... No ten, co tą sieć klubów fitness ma, wiozłaś nas na imprezę kiedyś.
OMFG. Nie to żeby facet był gejem, nie wyglądał, nic na to nie wskazywało. Raczej samo wspomnienie tamtego wieczoru jest warte uwagi. Otóż Tatuś jakieś 2-3 lata temu dzwoni po mnie o 23 w nocy w piątek czy w sobotę żebym po niego przyjechała do Konstancina i go zawiozła do jakiejś dyskoteki. Jest z dwoma kolegami, nawaleni już są porządnie.
Ja: Tato, oszalałeś ? 40 minut drogi w jedną stronę, zamówcie sobie taksówkę.
Tatuś: Nie taksówkę, bo ja już powiedziałem że mam piękną i mądrą córkę i że im zaraz przedstawię bo jest tak dobrze ułożona, że jak poproszę to na pewno po nas przyjedzie.
Jadę i nie wiem czy zastanę kompletną śmiechawkę, czy umieralnię, czy naprawdę mam ich zawieźć do jakiegoś klubu czy ich raczej spać położyć i miski przy łóżkach porozstawiać.
Śmiechawka była konkretna. No to jedziemy. I owy Andrzej w połowie drogi, gdzieś na trasie W-Z czy innej szybkiego już o tej porze ruchu bez żadnego słowa otwiera sobie drzwi z tyłu. Jak nie wrzasnęłam na niego jakimś soczystszym słowem, obejrzałam się za siebie, szturchnęłam go w ramię i wrzeszczę co on wyprawia, mimo że do tej pory humor miałam dość spokojny, dobry na tyle żeby im nie psuć zabawy i zrównoważony na tyle żeby za działalność tej całej ferajny móc wziąć odpowiedzialność. A on z rozbrajającym (u)śmiechem odpowiada, że chciał sprawdzić czy to tak jak na filmach, że jak się drzwi w trakcie jazdy otworzy to się samochód obraca.
Tak więc ten niewypał imprezy trzeba będzie powtórzyć. Już się boję
A dziś się dowiedziałam, że jestem mocno niedoinformowana co do imprez w stolicy. Bo otóż grasuje sobie po ulicach taki stworek którego jak ja bym spotkała to by koleś bankowo miał proces o nieumyślne spowodowanie śmierci. Ale że go spotkałam tylko na youtubie to się popłakałam ze śmiechu. Na wypadek gdyby ktoś tak jak ja był opóźniony (choć to chyba mało możliwe skoro koleś ma 97 mln odsłon):
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=YoB8t0B4jx4[/youtube]
Jadę więc do pracy Toyotą. Co w końcu może mnie spotkać na trasie o długości kilometra, może dwóch. Przejeżdżam przez rondo. Ścinam je odrobinę, w końcu nic nie jedzie a zrobili dwupasmowe. Takie fajne skrzyżowanie było i się nie podobało, bo za dużo wypadków jest na skrzyżowaniach, a że nowe osiedle i nowa Biedronka w okolicy kościoła to trzeba dać ludziom pożyć do następnej niedzieli handlowej. I ja się pytam: kto wymyślił, że na rondach jest mniej wypadków ? Przecież ludzie nie umieją po tym jeździć ! Sam Glory jak widzi rondo to dostaje apopleksji werbalno-maniakalnej, a jak go wiozłam do Pszczyny to aż na moment przestawał żłopać piwo żeby z pełnym podziwem móc się zdziwić, że przejechałam, bez strat w ludziach, auto nie porysowane, lusterka nie urwane i NIKT NIE TRĄBIŁ ! On pewnie nie zna ronda, na którym by na niego nie trąbili.
Przejechałam. Dzień jak codzień, nic niezwykłego, nikt nie trąbił. Tylko nagle w lusterku pojawia się radiowóz, gonią mnie na sygnale, łapy na giwerach. Zzieleniałam. Co jest ? Za szybko ? Ile niby da się jechać po rondzie ? 40-50 km/h ? Że je ścięłam o te kilka(dziesiąt) centymetrów ? Zjeżdżam na to pobocze, czekam. Podchodzi policeman, "tam pod garaż pani zjedzie." Toyota, uciekamy ? Dawaj, ile fabryka dała, nas nie dogoniat. Jedyneczka i gaz. I Toyota zgasła. Strollowała mnie, jak nic. Ja tu o uciekaniu, dżinsy poprzecierane na kolanach, skórzana kurtka z frędzlami, wiatr we włosach, gitara w bagażniku, drogą pylistą, drogą polną, słońce wyrusza na włóczęgę. O Ty trollu jeden. Nie, nie, to nie było do Pana... Bo oto idzie do mnie znowu. Cokolwiek zrobiłam nie dam się.
Ja: Od razu mówię, że wcale tyle nie jechałam, bo to auto tyle nie wyciąga.
Policeman: Żarówka od tablicy rejestracyjnej się Pani przepaliła.
WTF ?! Pogoń na sygnale za maleńką Toyotą bo żarówka ?!
Policeman: Dowód rejestracyjny, prawo jazdy, ubezpieczenie. I sprawdzimy trzeźwość.
Ja: A wystarczy Wam skali ? Bo ostatnio jak dmuchałam to się skarżyliście, że skali nie starczyło.
Policeman (patrząc już na wynik): Rzeczywiście, na 0:00 się skala kończy, mniej się nie da. Jak Pani obieca, że zaraz Pani podjedzie na stację i wymieni tę żarówkę to Panią tylko pouczę. Jak Panią jeszcze dziś złapię bez tej żarówki to będzie mandat.
Ja: Znaczy, że mnie pan teraz wyprzedzi, zaczai się za skrzyżowaniem i tam dostanę ten mandat, tak ?
Policeman: Przez to jeszcze Panią puszczę przodem, przed następnym będę wyprzedzał.
Ja: Jasna sprawa, to uciekam żeby Pan nie zdążył, do zobaczenia za trzecim.
No to teraz pora na brain off. Stwierdziłam, że wymienię tę żarówkę, bo jak matka odkryje, że się przepaliła to będzie na mnie. Nie wiem co wymyśli ale na pewno wykręci kota ogonem tak, żeby to była moja wina. Tuż pod pracą mam zaprzyjaźniony sklep z częściami. No to przeczekuję do 10:00 aż się otworzą, podjeżdżam Toyotą, wchodzę jeszcze pewna siebie, ten sam facet co zawsze, jak można wyjść na idiotkę kupując żarówkę ?!
I tu dygresja, bo kiedyś sprzedał mi dwa zderzaki w ciągu dwóch tygodni. U mnie był remont więc się wprowadziłam do matki. A u matki parking jest tak zrobiony, że zaraz za nim jest górka. Matka się mieściła bez szwanku ale moja kolubryna jeden zderzak poszarpała. Ale remont dobiega końca, można się przeprowadzić, kupiłam nowy zderzak, życie jest piękne. Ale jeszcze coś się w mieszkaniu działo, ciągle ojciec zwoził jakieś szafy, drzwi czy cokolwiek. Swoje auto do brudnej roboty dał robotnikom a moje auto pożyczył na dwa dni żeby czymś do domu wrócić. Wrócił a zderzak w strzępach, ledwo wisi, jakieś kępy trawy spod niego wystają. W świetle całego remontu nie będę mu robiła awantury o zderzak za 100 zł, ale do dziś mnie zastanawia jak on to zrobił. Facet ze sklepu pewnie też.
Ja: Dzień dobry, potrzebuję żarówkę do tablicy rejestracyjnej z tyłu do Toyoty Aygo.
Sprzedawca: ????? Ale to jest... sklep... z częściami do... Fiata...
No szlag ! Oczywiście że do Fiata. Od 4 lat mam Fiata, matka całe życie ma Fiata, od 4 lat tu pracuję i sklep z częściami do Fiata był tu jak marzenie !
Sprzedawca: Ale ja wyjdę z Panią, wykręcę tę żarówkę, może takie same są do jakiegoś Fiata.
No jasne że są. Ale myślenie jest pożądane, jeśli nie wymagane. Wizja Suzuki SX4 albo Opla Mokki się oddala. Trzeba kupić Fiata. Sedici.
To teraz o tym jaką imprezkę mój Tatuś sobie zorganizował na 50 urodzinki. Pierwsza impreza mniejsza choć de facto większa. Tatuś, jego dwie byłe żony, ja, mój brat przyrodni z dziewczyną i nie mój brat przyrodni ale brat przyrodni mojego brata przyrodniego. A my sobie zrobimy jeszcze imprezkę w weekend. Tylko ja i Tatuś. Potem się ściągnie Roberta z UK na jakiś weekend i będzie grubsza zabawa. Tak czy siak ojciec sobie wymyślił, że pójdziemy do jakiejś knajpy nad Wisłą bo mu kumpel nadał, że tam tańczą salsę. Dobrze. Stoimy sobie na zewnątrz, pijemy jakieś drinki, humor coraz lepszy. Jakaś para chłopaków trzymających się za ręce nas mija ale jakoś to na nas specjalnego wrażenia nie robi. Idę do baru zamówić kolejne drinki, ojca gdzieś wcieło. Wracam z drinkami, znajduję jakiś fajny stolik, zdejmuję płaszcz i torebkę i nagle staję jak wryta. Koło ojca się kręci całkiem niezłe "ciacho" tyle że w rurkach i z szalem czy jak to się powinno u facetów nazywać. I ojciec się na mnie patrzy błagalnym wzrokiem. No co on, nie umie sobie sam poradzić ? No to podchodzę, tulę się do ojca jak żona, kochanka, ale na pewno nie jak córka, całuję go w policzek i słodkim głosem "przepraszam, ale ten Pan jest już zajęty." Ciacho zniknęło ale Tatuś jednak niezadowolony.
Tatuś: Ty, no co Ty robisz, całą zwierzynę mi właśnie wypłoszyłaś !
Ja: Zwierzynę ? To ja się miałam zmyć żeby nie przeszkadzać a nie pomóc Ci się go pozbyć ?
Tatuś: Ale tu kobiety też są !
Ja: Pewnie dlatego, że mogą tu przyjść same i nadal czują się bezpiecznie.
Tatuś: To mówisz, że nic nie poderwę ? A Ty ?
Ja: No ja tym bardziej, nie jestem w ich typie. Dziewczynki są niekompletne.
Wracamy do domu.
Ja: A kto Ci polecił tę knajpę ?
Tatuś: Andrzej.
Ja: Jaki Andrzej ? Twój brat ?!
Tatuś: Nie... No ten, co tą sieć klubów fitness ma, wiozłaś nas na imprezę kiedyś.
OMFG. Nie to żeby facet był gejem, nie wyglądał, nic na to nie wskazywało. Raczej samo wspomnienie tamtego wieczoru jest warte uwagi. Otóż Tatuś jakieś 2-3 lata temu dzwoni po mnie o 23 w nocy w piątek czy w sobotę żebym po niego przyjechała do Konstancina i go zawiozła do jakiejś dyskoteki. Jest z dwoma kolegami, nawaleni już są porządnie.
Ja: Tato, oszalałeś ? 40 minut drogi w jedną stronę, zamówcie sobie taksówkę.
Tatuś: Nie taksówkę, bo ja już powiedziałem że mam piękną i mądrą córkę i że im zaraz przedstawię bo jest tak dobrze ułożona, że jak poproszę to na pewno po nas przyjedzie.
Jadę i nie wiem czy zastanę kompletną śmiechawkę, czy umieralnię, czy naprawdę mam ich zawieźć do jakiegoś klubu czy ich raczej spać położyć i miski przy łóżkach porozstawiać.
Śmiechawka była konkretna. No to jedziemy. I owy Andrzej w połowie drogi, gdzieś na trasie W-Z czy innej szybkiego już o tej porze ruchu bez żadnego słowa otwiera sobie drzwi z tyłu. Jak nie wrzasnęłam na niego jakimś soczystszym słowem, obejrzałam się za siebie, szturchnęłam go w ramię i wrzeszczę co on wyprawia, mimo że do tej pory humor miałam dość spokojny, dobry na tyle żeby im nie psuć zabawy i zrównoważony na tyle żeby za działalność tej całej ferajny móc wziąć odpowiedzialność. A on z rozbrajającym (u)śmiechem odpowiada, że chciał sprawdzić czy to tak jak na filmach, że jak się drzwi w trakcie jazdy otworzy to się samochód obraca.
Tak więc ten niewypał imprezy trzeba będzie powtórzyć. Już się boję
A dziś się dowiedziałam, że jestem mocno niedoinformowana co do imprez w stolicy. Bo otóż grasuje sobie po ulicach taki stworek którego jak ja bym spotkała to by koleś bankowo miał proces o nieumyślne spowodowanie śmierci. Ale że go spotkałam tylko na youtubie to się popłakałam ze śmiechu. Na wypadek gdyby ktoś tak jak ja był opóźniony (choć to chyba mało możliwe skoro koleś ma 97 mln odsłon):
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=YoB8t0B4jx4[/youtube]
Wróć do „Mój pokerowy mini blog”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości
Na terytorium Polski poker online moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie Ministra Finansow. Gra w pokera u operatorow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow jest zabroniona i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.