[center]
HESOP Ostrawa [/center]
O rozdaniach pisać nie będę ponieważ większość przedstawił Wahi w relacji LIVE.
Zaczynając od początku...
Z Płocka wyjechaliśmy z
firesparrowem ok. 4:30. W Ostravie byliśmy zameldowani w hotelu o godz. 11 - mając wczesniej postój na śniadanko, czyli trasa mignęła szybciutko

.
Od razu w kimono i wstajemy na ok 3 godziny przed turniejem, prysznic i spacer do kasyna, w którym jesteśmy jedni z pierwszych. Powoli zjawia się brygada z pokerkings. pl (
najlepsze forum pokerowo - alkoholowe w sieci - pozdrowienia w tym miejscu dla
Trabanta 
). Po przywitaniach, krótkich rozmowach, zaczyna się turek.
Co ciekawi to gra Czechów, opcja na zrzucenie preflop dwóch kart suited jest dla nich nie do przyjęcia

.
Początek dość dobry, sporo mocnych kart, ale słabo opłacanych i coś co wg. mnie było tym co mi osobiście przeszkadzało najbardziej - rozwiązywanie stolików na których grałem. W pierwszej połowie turnieju przesadzany byłem 4 razy, co zaczynałem kojarzyć przeciwników to lądowałem na nowym stole. Dla mnie jako grającego tego typu turniej Live pierwszy raz w życiu było sporym utrudnieniem.
Ostatecznie pierwszy dzień kończę mając 8 BB.
Ok. drugiej w nocy po zakończeniu części pokerowej, czas było na drugą bardzo lubianą część przez naszych KINGÓW - czyli część alkoholowa

. Było zajebiś... Browarek czeski był dla mnie jak miód dla misia, smakował wybornie
Co mnie zaskoczyło na

to papierosy - tragedia. Palili wszędzie i dym wciskał się w każdy kąt kasyna. Co było wielkim

to ceny: kawa ok. 1,6 zł, pepsi mała 5 zł, sok jabłkowy ok. 4 zł browar też w tych granicach - czyli do przyjęcia.
Dla graczy cash w/w napoje za darmo. W kasynie głodny nie chodziłem a na jedzenie nie wydałem nawet 1 korony - duży
Co do cash - stawki 10/20 koron czyli 1,70/3,40 zł. Każdy Czech to dawca - ogrom słabych graczy, z którymi miło było spędzać czas (ja osobiście cash zbyt dużo nie grałem) wie coś o tym
firesparrow, który wchodząc w piątek do kasyna o godz. 15 wyszedł w sobotę o 12, tylko dlatego, że mu stoliki zamknęli. Uparli się z
maybeturkiem że będą grać chyba do czasu aż nie padną

. Na szczęście obsługa ich przegoniła bo musieli szykować stoły na dzień 1B. Ja w pokoju byłem w sobotę o 9 i jak firek wrócił po 12 i położył się spać to nie minęła minuta i słyszałem jego chrapanie
Sobota i turniej bez wrażeń pokerowych, za to wrażenia imprezowe jak najbardziej pozytywne
Ruszyliśmy z kasyna po godz 1 w nocy - taksówkarz obracał 5 razy by nas z kasyna wszystkich zabrać
Picie, picie, kłótnia o AA na WSOP, potem gonitwa za
GrzechiemTG, który latał od baru do baru a my za nim

. Gdy w końcu usiedliśmy to znów picie, picie kłótnia o piłkarzyki, potem picie itd... Świetna zabawa w doborowym towarzystwie
Muszę przyznać, że zero kaca i złego samopoczucia na trzy dni bycia pod wpływem
Niedziela to Side Event za 1000 koron, blindy 15 min, 45 graczy. Początek fenomenalny opłacone AA (full na flopie), opłacone QQ - kareta na flopie
Potem już gorzej oczywiście wtedy grałem już przy drugim stole bo mój standardowo rozwiązali
Kończę 12 - świetnie się przy tym bawiąc.
Potem troche gry cash, ale mi karty nie żarły to patrzyłem jak gra firek.
O 3 spadamy z kasyna, o ósmej wstajemy i w drogę powrotną ruszamy.
Jak to bywa na takim złocie sporo osób poznałem:
M@jkel, Dadzio, Koczwi, Barthek, Maybeturek, Gregsan, wielkiego mura nie grającego preflop bez AA –
Trabanta 
, który notabene w niedzielę w tym turnieju turbo deep stack foldował ręce przez dwie godziny by potem zagrać AI z 15BB z UTG – sprawdzony przez innego tight gracza z Czech i co pokazał AA oczywiście

.
Z kilkoma spotkałem się po raz kolejny:
Glory, GrzechuTG, Wahi
Pozdrowienia dla was wszystkich i do zobaczenia w Poznaniu.
Jednak osoba z która chciałem się najbardziej spotkać przyjechała w sobotę. Po wejściu do kasyna pytam Wahiego gdzie siedzi i jak dokładnie wygląda. Pokazał mi zdjęcie na którym widzę tylko zieloną bluzę i czapkę a stolik na którym siedzi to zapomniał jaki ma numer

.
Oki, idę na wyższe piętro i szukam gościa w zielonej bluzie lecz nie widzę. Po chwili schodzę na dół i słyszę wołanie: tommko !. Odwracam się i widzę gościa bez bluzy z lekka nieogolonego

. Cześć: Jestem
Masaker. W końcu spotkałem mojego trenera i pokerowego mentora. Długo nie pogadaliśmy bo wracał po przerwie do gry w turnieju. Obserwowałem jego grę i gdybym nie znał jego możliwości to uznałbym go za największego fisha przy stole

. Grał co druga, trzecią rękę i wygrywał

– mistrzostwo świata. Mówię Wam ten koleś będzie prosem na cholernie wysokich stawkach.
Na szczęście mieliśmy chwilę by pogadać, lecz niestety w dość pechowym momencie gdzie tuż przed końcem pierwszego dnia miał mega, mega pecha.
Ogólnie
Masaker w Poznaniu rezerwuj więcej czasu i trenuj gardło

.
Podsumowując wyjazd:
kasowo EV

–
towarzysko EV wielki

+