Głupota ludzka, przerażająca momentami.
Takie zdarzenie wczoraj miałem.
Jadę sobie wczoraj samochodem firmowym (ford transit, skrzynia).
Dwa pasy ruchu, dojeżdżam do skrzyżowania prawym pasem, mam jakieś 100 metrów, zapala się zielone światło.
Nie zwalniam, nagle koleś z lewego pasa omija jakiś inny samochód który stał częściowo na jego pasie, i zjeżdża na mój.
Jedyne co mogłem zrobić to odbić jak najbliżej krawężnika, prawie się udało, urwałem mu burtą lusterko.
Facet trąbi, dodaje gazu zajeżdża mi drogę po raz drugi.
OK, myślę, będzie awanturka.
Zjeżdżamy na pobocze, wysiadam.
- No i co ? - pytam
- to ja się pytam co, panie urwałeś mi pan lusterko, jak pan jeździsz ?.
Na chwilę mnie zamurowało.
- człowieku dobrze się czujesz, pojebało cie ?, przecież to ty wjechałeś na mój pas tuż prze de mną
Zatrzymuje się jakiś inny samochód, uchyla się szyba i jakiś idiota się drze do mnie: ja wszystko widziałem bo jechałem za panem, to pan zajechał drogę.
- kurwa, jesteście popierdoleni.
- to ja dzwonie na policję
- a dzwoń - odpowiadam.
Przyjeżdżają misiaczki, standardowo alkomat i opisujemy sytuację, najpierw debil potem ja.
Panowie chodzą, oglądają, jeszcze słuchają relacji reszty mojej ekipy.
Ponownie proszą o opisanie całego zdarzenia, jeszcze pytają o jakieś szczegóły.
Każą czekać, idą do radiowozu i analizują.
po około 10 minutach wzywają do siebie debila i mandacik mu wlepiają, a ten przyjmuje go bez słowa.
Jakim trzeba być debilem żeby taki numer odjebać i samemu policji się wyłożyć.
O ile wcześniej humor mi popsuł całkowicie, to potem całkowicie się zrehabilitował
