Life is Brutal... and Full of zasadzkas!!!

Miejsce w którym możesz sobie założyć własny wątek i na bieżąco dzielić się z innymi swoimi sukcesami, porażkami i przemyśleniami. Forum widoczne po 20 postach. Ponad 300 blogów polskich graczy.
Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Life is Brutal... and Full of zasadzkas!!!

Postautor: Igoruchasior » 05 kwie 2012, 00:16

ODCINEK 1:
"Part of Me"

Na początek coś o Mnie...

Na imię mam Igor. Kiedyś nie znosiłem tego imienia bo nauczycielka w podstawówce myliła się i mówiła często do Mnie Borys :/
Teraz Moja nienawiść przeszła na klawiaturę, gdzie majstersztykiem jest w pierwszym podejściu wcisnąć spację. :P

Lat mam 20, oczko pod koniec października, więc jestem jeszcze młodziutki :mrgreen:

Miasto: Warszawa

Wzrost: 190cm
Waga: 98kg

Więc zaczynamy :D

Moja historia z pokerem rozpoczęła się jakieś 4 lata temu. Piękne to były czasy, doba komputerów jeszcze nie opanowała na dobre nastoletniej części społeczeństwa a i spacja działała bez zarzutu :P
Pierwsza gra to oczywiście dobierany pięciokartowy poker od dziewiątek. Nie wiedzieć czemu ojciec doszedł do wniosku, że chyba za późno jest, aby przedstawiać Mi szczegóły życia seksualnego tłumacząc symbolikę kwiatków i pszczółek więc postanowił nauczyć Mnie grać w pokera. Myślę, że patrząc z perspektywy czasu mogę Mu za to dozgonnie podziękować.
Nie długo poker stał się jedną z moich pasji. Znalazłem gdzieś odmianę Hold'em szybko przyswoiłem zasady tej gry i zacząłem grać na darmowych portalach różnego typu na wirtualne pieniądze zdobywając pokrótce cenne doświadczenie.

Ale co się ze Mną działo zanim zainteresowałem się pokerem?

Dużo tego było. Nie raz słyszałem opowieści jako, iż Moi rodzice mieli dwie córki starsze ode Mnie pragnęli mieć syna (w szczególności ojciec).
Wyliczali, myśleli, odmierzali aż w końcu pewnego dnia Matka wykrzyczała takie oto słowa:
"Choć stary, to musi być teraz. Sprężaj się, robimy!!!", a Ojciec zadowolony przybrykał jak tygrysek do Kubusia i... domyślcie się sami.
9 miesięcy później pojawił się ponad 5 kilogramowy potwór, wielki na 61cm. Tak, to byłem Ja!
Dzieciństwo upłynęło Mi pod znakiem hartowania zapału. Na szczęście rodzice nigdy nie uczyli Nas korzystania z komputerów czy innych wynalazków ówczesnej techniki więc każdy wolny dzień spędzałem na świeżym powietrzu biegając jak wariat za piłką, lub bawiąc się samochodzikami.
Aż nastał pewien sądny dzień, który w dużej mierze przesądził o Moim dalszym losie. Tak na oko miałem jakieś 5-6 lat. Zapał do motoryzacji nie wygasł i nadal lubiłem śmigać samochodzikami po betonie. Jeden z moich towarzyszy starszy o de Mnie 3 lata ni z tego ni z owego postanowił Mi zrobić na złość. Wziął Mój piękny samochodzik i wyrzucił w pokrzywy :mad:
Nie popłakałem się :D obok Mnie leżał najbardziej popularny zestaw do robienia babek piaskowych jakiegoś dzieciaka obok. Nie bacząc na nic "zajumałem" Mu łopatkę i wiaderko i ruszyłem na tego niewdzięcznika. W lewej łopatka, w prawej wiaderko. Wtedy padły pierwsze ciosy sierpowe i poznałem siłę prawego podbródkowego :D
Kiedy tamten się popłakał i zaczął uciekać z pełną satysfakcją ruszyłem za Nim ile sił w nogach. Nagle na mojej drodze jak spod ziemi wyrosłą postać krępego mężczyzny, który był postrachem całej okolicy. Spojrzałem ku górze i rozpoznałem twarz... ojca :???:
Nogi zrobiły się miękkie jak z waty, na twarzy zamiast uśmiechu szydercy pojawił się automatyczny tik nerwowy wyrażający skruchę.
Ojciec srogim głosem posłał Mnie do domu asekurując tyły. W domu od progu podniesionym głosem dość stanowczo dał Mi do zrozumienia, że zrobiłem źle.
Skarcony przeniosłem wzrok w dół obserwując jak ścierają się ze sobą wzorki na dywanie. Po jakimś czasie widok ten znudził Mi się i udając, że patrzę na Ojca, minimalnie mijałem go wzrokiem i skierowałem spojrzenie na ślady lekko odciśniętych butów na suficie, którego pochodzenia do dzisiaj nie rozumiem, gdyż na strychu nikt normalny nie byłby w stanie postawić nogi, bo był on tak zbudowany, że czołgając się trudno by było gdziekolwiek tam się dostać, ale mniejsza o to.
Po swoim "arcyciekawym" wykładzie padły słowa: "Wiem co z tobą trzeba zrobić."
Ciarki przeszły Mi po plecach i pierwszy raz w życiu doznałem myśli samobójczych. Na szczęście nie było tak źle. Już tydzień później odnalazłem swoje nowe powołanie. :cool:

Okazało się, że Mój dobry Tatuś zapisał Mnie na Karate Shotokan do klubu "Yogi" na bemowskich Jelonkach. Tam zaczęła się moja kariera. Przez kilka lat doskonaliłem się w tym poszerzając "zakres rąk startowych" :mrgreen:
Były pierwsze sparingi, obozy, turnieje i tytułu. Po kilku długich latach niestety musiałem zrezygnować ze względu na problemy w szkole i nadrabianie materiału. Na szczęście po wyjściu na prostą ponownie wróciłem do tego co kochałem tym razem pod banderą AZS-u, mimo iż miałem zaledwie 14 lat. Było to "Combat Kalaki" - filipińska sztuka walki cechująca się odcinaniem głowy (oczywiście było to stosowane u prekursorów tego kierunku). Tutaj też nie próżnowałem zdobywając laury na krajowych arenach. W wieku niemalże 19-u lat przeżyłem załamanie na mistrzostwach europy za niesłuszną dyskwalifikację w pierwszej rundzie turnieju.

W międzyczasie skończyłem Technikum hotelarskie z elementami gastronomii (była to jedyna szkoła, która ze względu na wzorowa opinię mojej siostry, która uczęszczała tu do liceum zdecydowała się Mnie przyjąć w swoje szeregi, jako że z gimnazjum wyszedłem z nagannym z zachowania) i wykorzystując fakt wejścia do unii wywalczyłem niemalże za darmo kursy kelnerskie, barmańskie, baristyczne, języka angielskiego, informatyczne czy obsługi ruchu turystycznego oraz systemu analizy jakości i krytycznych punktów kontroli zwanych inaczej kursem HACCP z normą ISO, więc pokrótce moje CV jest wypełnione nadmiarem literek ;P
Zdałem maturę (jako jedyny z klasy, gdyż nasz rocznik trafił na wejście obowiązkowej matematyki i większość padła na tym jak muchy), niestety nie udało Mi się zdobyć dyplomu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe, oblałem część praktyczną :/ ale poprawiam to w czerwcu :)

Po ukończeniu szkoły próbowałem swoich sił w tym kierunku, ale niestety okazało się, że nie tędy droga. Mój nadpobudliwy charakter zrównał z ziemią 4 lata szkoły. Pracowałem w niejednej restauracji, czy hotelu, lecz często nie miałem siły co do agresywniejszej, podpitej klienteli przez co szefowie dziękowali Mi i odprawiali z kwitkiem.

W końcu znalazłem zajęcie, które Mi przypasowało, choć na początku zdawało się być czymś czego w życiu bym nie zrobił. Zostałem ochroniarzem :D
Wykorzystując znajomości mojego wujka, który znał dość nietypowy fundament w zasobach ludzkich Polski centralnej, załatwił Mi bardzo dobrze płatną pracę, w której spełniałem się jak nigdy przedtem. I nie chodzi tu o cieciowanie na płatnym parkingu, czy obstawianie hipermarketów, tylko o prawdziwego bodyguarda. Jak Mi było mało brałem dodatki w różnych innych firmach na obstawianie klubów nocnych, czy dyskotek, a ze względu na Moje osiągnięcia i gabaryty dostawałem tę fuchę z pocałowaniem ręki za pieniądze większe niż reszta pracowników, którzy robili tam na stałe.

Teraz moim celem jest wyrobienie licencji drugiego stopnia oraz licencji na prowadzenie własnej działalności detektywistycznej.

To tyle o Mnie, teraz pewnie większość z Was o ile ktoś doczytał się aż tutaj spyta:
- No ok, ale to jest forum pokerowe, może coś o pokerze?

Proszę bardzo. Jak wspomniałem na początku pokera zaszczepił we Mnie ojciec jakieś 3,5 roku temu. Po pewnym czasie odkryłem Texas Hold'em i pozostałem mu wierny, czasem zdarza się zagrać w Omahę, Razza lub nawet HORSE'a, ale jest to rzadkość.

W holdema grałem zwykle na wirtualne żetony, ale jakieś pół roku temu założyłem konto na P* i zaczęło się. Wykorzystując doświadczenie (w sumie nie duże, ale zawsze), oraz tony przeczytanych poradników, artykułów czy książek z tym związanych zacząłem odnosić pewne sukcesy. Nie lubię grać Cash Games'ów, wolę turnieje. Zwykle jest to S&G full ring bądź 6-max. Ostatnio dzięki full ringom niemalże zgarnąłem pakiet na EPT Copenhagen dążąc od Step A do Step G, niestety zmęczenie dało o sobie znać i Step F zakończył się totalną klęską i ostatnim 9 miejscem :/
Często też grywam MTT, poczynając od Big 2,20$ kończąc na Sunday Milion, lecz bez spektakularnych wyników. W miarę możliwości osiągam płatne miejsca, ale nie powiększyłem do tej pory bankrolla o jakieś olbrzymie pieniądze.

Teraz poker online jest dla Mnie alternatywą na nudne dni samemu w domu, ale ogólnie spełniam się w nie do końca sprzyjających prawu turniejach live między znanymi Mi osobami. Moim celem jest regularne wyjeżdżanie od nowego sezonu na EPT jak i oczywiście WSOP tylko nie wiem jeszcze, czy jestem gotów na to by jechać tam w tym roku, czy może w następnym. Są to turnieje dla naprawdę znakomitych graczy, a do Nich jeszcze Mi brakuje. Nie uważam się natomiast za gracza słabego, czy mało doświadczonego. Myślę, że jestem dobry, ale jak już mam gdzieś wystartować to chcę tam jechać nie po to, by opłacić wpisowe i ruszać do domu, tylko w celu minimum stołu finałowego. Wychodzę bowiem z założenia, że im większe zakładamy sobie cele, tym szybciej dojdziemy do upragnionego poziomu.

Na zakończenie chciałbym się z Wami podzielić bardzo ciekawym rozdaniem, jakie miałem zaszczyt wygrać, ale oceńcie czy zachowalibyście się tak samo? W następnym odcinku mojego bloga powiem Wam w jaki sposób zinterpretowałem tą sytuację i dlaczego postąpiłem tak a nie inaczej, ale póki co daruję sobie ten opis gdyż szczerze powiedziawszy dostaję lekkiej kurw... serca z tą klawiaturą. :evil:


7 osób przy stole: FINAL TABLE [Turniej na 43 osoby - początkowy stack: 3500]
Wpisowe: 300zł
Pula: 12 900zł
7 płatnych miejsc

SB: 1500 BB: 3000 Ante: 100

1 - fold 100 (stack: 26 000)
2 - fold 100 (stack: 13 500)
3 - raise all in 7 150 + 100
4 - fold 100 (stack: 49 500)
5 - call 7 150 + 100 (stack: 16 750) <- JA Button
6 - fold 1500 + 100 (stack: 31 000) SB
7 - call 7150 + 100 (stack: 21 500) BB

Pot: 23 950

Moje karty:
:Qs :Ks

FLOP:
:5c :Ah :Jc

7 - bet 6000 (stack: 21 500) BB
5 - raise all in 9500 (stack: 16 750) <- JA Button
7 - call 6000 + 3500 (stack: 21 500) BB

Pot1: 23 950
Pot2: 19 000
Razem: 42 950

Odkrywam swoje karty na Draw do strita i co widzę?

7:
:Ac :Js

3:
:Th :Ts

i wtedy:

BOARD:
:5c :Ah :Jc :2s :Td

Normalnie nie powinienem tego zagrać, ale później opowiem czemu zagrałem.
To się właśnie nazywa poker.
GRA UMIEJĘTNOŚCI Z ODROBINĄ NUTKĄ SZCZĘŚCIA :D

Po tym rozdaniu sprawa wyglądała tak:

1 - 25 900
2 - 13 400
3 - 7 miejsce = 560zł
4 - 49 500
5 - 42 950 <- JA
6 - 31 000
7 - 4 750

Więcej w kolejnym odcinku :D

Awatar użytkownika
Loncik
-#graczroku
-#graczroku
Posty: 1318
Rejestracja: 26 kwie 2011, 13:00

Postautor: Loncik » 05 kwie 2012, 06:46

Gratuluję ciekawie i z rozmachem rozpoczętego bloga. Fajnie się to czyta co napisałeś. W życiu pewnie nie chciałbym Ci wejść nigdy w paradę :), ale liczę, że przy stole nieraz skrzyżujemy Pockety i połamiemy Asy.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dążeniu do celu.

Awatar użytkownika
radost21
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2434
Rejestracja: 21 lis 2007, 05:36

Postautor: radost21 » 05 kwie 2012, 08:30

ciekawa historia
z dużą nostalgią przyjąłem fragment o
Igoruchasior pisze:Dzieciństwo upłynęło Mi pod znakiem hartowania zapału. Na szczęście rodzice nigdy nie uczyli Nas korzystania z komputerów czy innych wynalazków ówczesnej techniki więc każdy wolny dzień spędzałem na świeżym powietrzu biegając jak wariat za piłką, lub bawiąc się samochodzikami.

bo sam pochodzę z pokolenia dla którego PODWÓRKo
było jedyną alternatywą
i o ile pamiętam wszystko się zmieniło gdy jakiś nowobogacki
przywiózł na wieś pierwsze video
a głupi wynalazek odmienił spokojną mieścinę

na szczęście ja już wkraczałem w dorosłe życie
więc na mnie wymysły techniki
nie odcisnęły swojego piętna...

ps. szacunek za posta - prawdziwa lawina słów :mrgreen:

Jvri
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 38
Rejestracja: 06 mar 2010, 16:01

Postautor: Jvri » 05 kwie 2012, 09:04

Ano się chłopaczyna rozpisał, ale że się przyłożył to i się czytało to sprawnie i z zaciekawieniem (zwłaszcza motyw bodyguarda - ludzie z BOR-u w cale tak dużej kasy nie trzepią, więc pójście tą drogą to interesująca perspektywa). No i te biuro - będziemy mieli Rutkowskiego na forum? :mrgreen: Będzie można wynająć jak ktoś nas przy stoliku mocno zirytuje ;)

PS. Podwórko że hej! też lwią część dzieciństwa na nim spędziłem, dopóki mi komputera ktoś nie pokazał (i po kiego ja ten czerwony guziczek wciskałem, ech, ta ciekawość... :evil: )

Awatar użytkownika
jon124
-#VIP
-#VIP
Posty: 1332
Rejestracja: 11 lis 2008, 13:49

Postautor: jon124 » 05 kwie 2012, 10:26

To ja się odniosę tylko do rozdania. Moim zdaniem głównym błędem jaki tu popełniłeś nie jest nawet zagranie na flopie (tam i tak juz jesteś właściwie commited), ale pre flop. Skoro decydujesz się wejść do gry to powinieneś pushować all in izolując przeciwnika, a nie zaledwie sprawdzać bo w ten sposób pokazujesz słabość i dlatego ten z AJ (też zresztą kiepski gracz jak widać skoro sam nie wpychał) zdecydował się wejść w rozdanie czego przecież nie chcesz!
Co do turniejów live to jestem pełen podziwu, że po pół roku gry (no bo na play money to nawet nie ma co liczyć) jesteś tak pewien swoich umiejętności :) Napisz jakie grywasz te sity i jakie stawki (co raz więcej graczy s'n'g na forum więc w końcu będzie co analizować!)
Powodzenia w grze i pisaniu bloga :)

P.S. Podwórko... (przynajmniej nie na dwór :lol: )

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 05 kwie 2012, 10:46

ODCINEK 2:
"Psychologia jako główne narzędzie w pokerze live?"

Na początek zacznę od spełnienia obietnicy z poprzedniego odcinka, ale dodam, iż najsampierw żeby skutecznie tutaj pisać musiałem stworzyć sobie ergonomiczne warunki pracy. Także zadzwoniłem do kumpla z samego rana, który jest jednym z lepszych magików komputerowych z jakimi miałem styczność przez moje krótki co jak co życie i poprosiłem Go o nową klawiaturę płacąc tzw. "przysługą". Wiedziałem, że się zgodzi gdyż jego nie proporcjonalna budowa ciała i wielkie jak denka od słoików po majonezie okulary nie dawały Mu zbyt wielkiej radości szusowania po ulicach warszawskiego Mokotowa. Więc obiecałem, że zajmę się paroma sprawami w Jego imieniu i w końcu pomogę Mu znaleźć dziewczynę, choć szczerze powiedziawszy są bariery, które wydają się niemożliwe do przeskoczenia, ale "niemożliwe" to Moje drugie imię :D

Tak więc otrzymawszy jakieś pół godziny temu nowiusieńką klawiaturkę kontynuuję pisanie na tym zacnym forum :D

Co do analizy poprzedniego rozdania, zadziałała tu bardziej psychologia i nietuzinkowa umiejętność obserwacji innych ludzi (można powiedzieć, że to wrodzony dar :D).
Jak zapewne się domyśliliście ponumerowałem graczy przy stoliku, więc teraz coś o Nich.

Gracz z numerem 3 to oczywiście ewidentny short stack, a posiadając karty takie jak miałem więc ku przypomnieniu:
:Qs :Ks
Nie mogłem postąpić inaczej jak sprawdzić jego all ina.

Zaintrygował Mnie natomiast gracz oznaczony "7", który również sprawdził zagranie.
Tłumaczyłem to sobie tym, że był na BB i nie była to znaczna kwota do sprawdzenia, ale jednak jeśli tylko sprawdził, a nie rzucił all ina nie był pewny swojej ręki. Wiedziałem co robić w następnej turze licytacji.

Wtem spada flop:
:5c :Ah :Jc

Obserwuję reakcje.
Short od razu z wyprostowanej sylwetki opuścił ramiona i odwrócił wzrok od stołu, co upewniło Mnie, że flop nie przypasował.
Najciekawsze jednak było to, co zrobił gracz "7".
Odchylił się całkowicie do tyłu opierając się o krzesło, zagrymasił pod nosem i wsunął 2BB.
Popełnił największy błąd. Nie wsunął całego stacka gdyż chciał bym pomyślał, że przy ewentualnej przegranej zostanie Mu jeszcze jako taki stack na dalszą grę. Moja druga myśl była taka, że jest przekonany o swoim zwycięstwie i próbuje podkusić Mnie abym wyłożył jak najwięcej nie okazując swojej siły w kartach.
Wszystko ok, tylko w trakcie całej gry z mojej obserwacji wynikało, iż gracz ten nie zwraca uwagi na to ile kto wkładał do rozegrania i nie patrzył w zupełności na stacki innych graczy co jest błędem jak wiadomo i to dość dużego formatu.
Mając 2 top pary na flopie powinien postawić Mnie pod ścianą wsuwając "olka" i przekazać Mi pałeczkę co do rozegrania gry.
Ze swoimi kartami nie byłem do końca przekonany co zrobić. Podejrzewałem Go o top parę z mocnym kickerem lub draw do trefli.
Im dłużej zwlekałem tym bardziej On się zaczynał denerwować, niezgrabnie przekładał żetony w jednej ręku, a na czole pojawiały się pierwsze krople potu mimo włączonej klimatyzacji.
I teraz z ręką na sercu przyznaję się, że popełniłem błąd. Odczytałem to jako słabość, a On pokazywał Mi siłę. Dałem się złapać w Jego pułapkę.
Na szczęście jak wiadomo wygrałem to rozdanie, ale w tym wypadku zdecydowało o tym szczęście.
Pozytywem jest to, że był to nieliczny przypadek kiedy w niewłaściwy sposób odczytałem rywala, a że jeszcze zakończyło się to dla Mnie szczęśliwie kolejne fazy turnieju przeszedłem bez większego wtąpnięcia zgarniając nagrodę główną w wysokości 3 750zł :D

Specyfika turniejów live czyni Mnie lepszym graczem w nich aniżeli w grach online.
Psychologia ma duże znaczenie, o czym przekonuję się na własnej skórze, trudno jest wykorzystać wszelkie ludzkie parametry i słabości zachowań w grze online, jest to praktycznie niemożliwe, dlatego w internecie jestem bardzo rzadko, a i wyniki nie są oszałamiające. :P

Zostawiając w spokoju światek pokerowy wracamy wolnym krokiem do przyziemnej szarej rzeczywistości.
Dzisiaj czwartek, 5 kwietnia.
A co za tym idzie? Wypłata!!!
XD
Z samego rana zerkam na konto bankowe i widzę jak wpłynęły liczby i uzupełniły Mój stan posiadania :)
Automatyczny banan na ustach powoduje "korzystne BIO" na cały dzień i rozmyślanie nad planowaniem zasobami budżetowymi. Oczywiście po za rachunkami typu mieszkanie, woda, prąd itp. trzeba wyszukać nowe możliwości rozwoju finansowego :D
Na początek zaglądam w portfel, wyjmuję zalaminowany dokument i sprawdzam.
Karnet Open, ważny do 6 kwietnia 2012r.
A więc jest i pierwszy cel. Ze względu na to, że jutro cały dzień będę w pracy muszę to załatwić dzisiaj. Zwykle wygląda to w ten sposób, iż wchodząc do szatni zostawiam karnet na poczet wydania numerku do szatni i udaję się na siłownię, ale dziś będzie inaczej. Oprócz karnetu zostawię tam również 180zł :/ Jedyny pozytyw to nowy karnet, który będzie czekał na Mnie przy wyjściu przedłużony o kolejny miesiąc :P

Od dawna chodzi za Mną również chęć do przypasowania się do nowoczesnego stylu tego świata. Więc trzeba będzie udać się na zakupy w celu poświęcenia znacznej części wygenerowanych zysków dla nowej sportowej marynarki. Jak sobie kupię to Wam powiem jaką :P

No i oczywiście gwoździem do trumny dla mojego konta będzie spotkanie z potocznie zwaną "dupą", a dla Mnie kociakiem w jakimś wyalienowanym lokalu. Zapewne z seksu nici gdyż z samego rana wypad do pracy więc o zarwanej nocce nie może być mowy. Chyba, że coś na wieczór, ale nic na siłę :P

W planach oczywiście jeszcze mam spotkanie z kumplem w celu omówienia kilku szczegółów co do meczu z Arką Gdynia w środę za tydzień. Gdyż niestety Ruch Chorzów będę mógł obejrzeć tylko w tv, nie zbyt odpowiednia pora meczu jak dla Mnie 13:30 :(

Z dzisiejszych planów to z grubsza wszystko czym mogę się podzielić. Być może na wieczór napiszę 3 odcinek gdyż z wiadomych względów jutro na forum stawić się mógł nie będę.

W takim razie bywajcie i do zobaczenia w kolejnym odcinku, a co w Nim będzie to się nie dowiecie (to nie "Pierwsza Miłość", czy "Na Wspólnej" aby podawać fragmenty przyszłego nagrania :P), a z resztą Ja sam jeszcze nie wiem, co tam uda Mi się zamieścić. Może będzie jakaś fajna przygoda, która zdarzy Mi się dzisiejszego dnia... nie mam na myśli tego czego Wy o dzisiejszym wieczorze :mrgreen:
A może znajdzie się tam również kolejna ciekawa (mam nadzieję) historia z Mojego życia. W końcu muszę się tym z kimś podzielić :P

Do zobaczenia w następnym odcinku, na razie :D

P.S.
Dzięki za miłe słowa odnośnie pierwszego wpisu, takie opinie napędzają do dalszego działania i dawania z Siebie wszystkiego. W końcu czego się nie robi dla czytelnika? :D

Pozdrowienia :)

Awatar użytkownika
knoperss
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 4670
Rejestracja: 09 mar 2009, 23:00

Postautor: knoperss » 05 kwie 2012, 11:02

ladnie. Zapowiada sie bezkonkurencyjny blog. Oby tak dalej ;)

GrzechuTG
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 4585
Rejestracja: 17 kwie 2007, 13:46

Postautor: GrzechuTG » 05 kwie 2012, 11:58

Kolega i jak tutaj Cię ma ktoś zacząć krytykować jak w pierwszym poście podajesz swoje gabaryty? :D

A tak na poważnie to zapowiada się całkiem ciekawy blog ogólnie część prywatna bardziej wciągająca niż pokerowa ale może pokerowo też się rozrusza ;)


p.s Po przeczytaniu tego bloga też mam pozytywne BIO od rana :mrgreen:

Jvri
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 38
Rejestracja: 06 mar 2010, 16:01

Postautor: Jvri » 05 kwie 2012, 12:08

@up Też wypłata na konto wpadła? :D

Awatar użytkownika
Szfiecu
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2056
Rejestracja: 08 wrz 2009, 10:58

Postautor: Szfiecu » 05 kwie 2012, 12:59

wiedział co napisać na początku żeby broń boże mu ktoś nie próbował na chacie forumowego napisać , że zagrał jak buc ;)

tak mnie tylko naszło, że może jednak ten wyalienowany z denkami od słoików to Ty, a ten byczek to kolega co? ;) hehe w każdym bądź razie zapowiadają się dobre klimaty kiedyś bliskie memu sercu :mrgreen:

Awatar użytkownika
gama
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2880
Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56

Postautor: gama » 05 kwie 2012, 17:30

Igoruchasior pisze:spotkanie z potocznie zwaną "dupą", a dla Mnie kociakiem w jakimś wyalienowanym lokalu. Zapewne z seksu nici gdyż z samego rana wypad do pracy


Nie bądź głupi, weź ją na kolację jak będziesz miał wolne na drugi dzień :twisted:

Swoją drogą sorry, ale nie mogę się powstrzymać. Moja kuzynka dała synkowi na imię Borys i myli mi się z Igorem :D

Awatar użytkownika
Markos4
-#aktywny
-#aktywny
Posty: 151
Rejestracja: 21 lis 2011, 10:39

Postautor: Markos4 » 05 kwie 2012, 17:39

No gratulacje , gratulacje za tak wspaniały blog , pierwszy raz spotykam się z takimi wpisami , oby tak dalej szło kolego to zajdziesz naprawdę wysoko ;) powodzenia ...

Awatar użytkownika
mara
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 3121
Rejestracja: 18 lis 2010, 20:35

Postautor: mara » 05 kwie 2012, 17:57

Mnie normalnie zatkało.

Mega zajefajny blog :tak:

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 05 kwie 2012, 21:22

Szfiecu pisze:tak mnie tylko naszło, że może jednak ten wyalienowany z denkami od słoików to Ty, a ten byczek to kolega co?


Uwierz Mi, że czasami mam ochotę się z nim zamienić.
Aż głupio kiedy siedzisz na jednym z dwuosobowych miejsc w autobusie pełnym ludzi, że drzwi się nie zamykają, a nikt nie chce się dosiąść :P

jon124 pisze:To ja się odniosę tylko do rozdania. Moim zdaniem głównym błędem jaki tu popełniłeś nie jest nawet zagranie na flopie (tam i tak juz jesteś właściwie commited), ale pre flop. Skoro decydujesz się wejść do gry to powinieneś pushować all in izolując przeciwnika, a nie zaledwie sprawdzać bo w ten sposób pokazujesz słabość i dlatego ten z AJ (też zresztą kiepski gracz jak widać skoro sam nie wpychał) zdecydował się wejść w rozdanie czego przecież nie chcesz!
Co do turniejów live to jestem pełen podziwu, że po pół roku gry (no bo na play money to nawet nie ma co liczyć) jesteś tak pewien swoich umiejętności :) Napisz jakie grywasz te sity i jakie stawki (co raz więcej graczy s'n'g na forum więc w końcu będzie co analizować!)
Powodzenia w grze i pisaniu bloga :)


jon sprawa wygląda tak, że zrobiłem to ze względu na to iż:
- chciałem sprawdzić all ina, a trochę znam tych graczy i wiem, że rzadko kto pakuje się na trzeciego do rozdania.
- sprawdzając Jego podbicie zagrałem za niemalże połowę swojego stacka co jest równoznaczne z tym, że ewentualnie później wsunąłbym swojego all ina, po za tym byłem na buttonie, a pozycja uprawnia do różnorakiego typu zagrań.
- a po za tym to szczęściu czasem trzeba pomóc :P

Jeśli chodzi o to w co gram to cały czas gramy to samo. Wahania są między liczbą graczy, mniej więcej od 30 do 50 w zależności jak komu odpowiada data gry.
Mamy opłaconych krupierów i specjalną "ukrytą" salę w jednym z podpruszkowskich hoteli z góry za 15 turniejów.
Jeśli chodzi o platformę online to grywam przede wszystkim full ringi i 6-maxy do 7$ wpisowego. Najczęściej są to 3$.
Rozgrywam również HU za 7$ i 15$, ale jest to rzadkość, mało emocji, choć z drugiej strony cała uwaga koncentruje się na jednym przeciwniku i łatwo go wpuścić w minę po parudziesięciu rozdaniach przez co w jakimś 70% stosunku jestem na plus.

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 05 kwie 2012, 22:26

ODCINEK 3:
"Zakręcony"

Więc po wyjściu z domu udałem się do kliku z warszawskich galerii handlowych, by przemierzyć pasaże w poszukiwaniu upragnionej marynarki. Odwiedziwszy "Bytom", "Vistulę", "Hugo Bossa" i "Armaniego" natrafiłem na "Calvina Kleina". Od razu rzuciła się w oczy piękna, stonowana, matowa blondynka... za którą wisiała moja upragniona marynarka :D
Podszedłem, przymierzyłem i poczułem. Poczułem ten fantastyczny komfort, gładkość i wygodę tej ostatniej sztuki. Cena nie była zbyt zachęcająca, ale co to jest 470zł przy takim wysublimowanym kroju? :twisted:
Złoty, gładki, matowy kolor, niezbyt rzucający się w oczy co nadawało jeszcze większego uroku :D
Biorę, nie mam nic do stracenia, no oprócz tych paru stówek, ale to już nieważne.

Zadowolony wyszedłem ze sklepu i pojechałem na spotkanie z kumplem do Pruszkowa.
Omówiliśmy parę ważnych kwestii dotyczących meczu z Arką Gdynia w Pucharze Polski.
Jak się można domyślać zapewne będą fajerwerki, więc należy obrać taktykę :P

Po mniej więcej dwugodzinnym spotkaniu, z powrotem wracam do Warszawy.
Spojrzawszy na zegarek dochodzę do wniosku, że zostało Mi trochę czasu do spotkania z Anią. Więc pojawiła się żaróweczka nad moją głową i kwestią dedukcji doszedłem do wniosku, by zrobić jej niespodziankę.
Łapię taksówkę niemalże w stylu na "New York City" i każę się zawieść pod Jej blok.
Wstępuję do kwiaciarni nieopodal Jej miejsca zamieszkania i kupuję symboliczną białą różę :P w myśl powiedzenia "Jesteśmy pozorami, które mylą" :P

Dzwonię pod inny numer na wyższym piętrze udając listonosza i wbiegam do windy, która akurat czekała na Mnie. Na sobie mam nowiutką marynarkę i moje ulubione perfumy "Paco Rabanne - One Milion" :D

Podchodzę do drzwi, dzwonię dzwonkiem i nasłuchuję. Mija pół minuty i otwiera mi niemalże pół naga była dziewica :P
Owinięta w szlafrok jak sardynka w puszce z ręcznikiem na głowie swoim piskliwym głosem mówi:
- A co Ty tu robisz?
Spodziewałem się jakiegoś buziaka i uśmiechu, ale grunt, że mówi.
- Zbierałem grzyby w okolicy i wpadłem - mówię z bananem na ustach.
- Wchodź! - Rozkazała.
Myślę sobie, "w dupie Cię mam", ale wszedłem :P
Fyrgnąłem różę na stół, powiedziałem "Dzień dobry" rodzicom i obróciłem się na pięcie w stronę drzwi wyjściowych.
- Gdzie idziesz? - Znów ten głos piskliwy i wpadający w ucho jak paznokcie na tablicy.
Odwróciłem się, spojrzałem wymownie i wyszedłem.
Na odchodne rzuciłem ponure "...widzenia" i chwilę później byłem na klatce schodowej.
Wzywam windę i słyszę łoskot otwieranych podwójnych drzwi. Patrzę przez ramię, a tam Anka.
- Co Ty odpierdalasz?!
Nastała głucha cisza, słyszałem walenie swojego serca, mięśnie ud samoczynnie się rozkurczały i skurczały. Wezbrałem się na odwagę, otwieram usta by coś powiedzieć, a tu nagle... winda przyjechała.
Zrobiłem krok w kierunku wejścia - wzrok skierowałem na szybę naprzeciw Mnie i nagle... poczułem pierdolnięcie w prawe ramię. To była Ona. Jej pierścionki wbiły Mi się w skórę powodując dziwną mimikę Mojej twarzy.
Ponownie na Nią spojrzałem, zrównaliśmy się wzrokiem. Nie wiedząc czemu zaraz zaczęliśmy się namiętnie całować, euforia wzięła górę i owładnęła Moim ciałem. Zaraz kazałem jej się ubierać jak najszybciej. W międzyczasie zadzwoniłem do "City Warsaw" i zamówiłem taksiarza.
Jakieś pół godziny później byliśmy w Moim mieszkaniu.
Bez urazy, ale to co się tam działo zostawiam dla Siebie :D

Około godziny 21 zamówiliśmy sobie pizzę. Smakowaliśmy się i tak minął wieczór, aż musiałem odwieźć Ją do domu. Jej ojciec to trep - ma zasady, które szanuję, ale jednak Mnie denerwują :P

Po udanym wieczorze wracam do domu. Jestem na tyle rozluźniony, że nic Mi się nie chce, ale trzeba się przygotować do pracy.
Szybki prysznic i już inaczej się myśli. Zaglądam do lodówki, aby sobie zrobić coś do jedzenia w pracy i znajduję tam przepyszne, żółte... światło.
Ten dzień był dla Mnie strasznie zakręcony przez co zapomniałem o najważniejszych potrzebach ludzkich i nie uzupełniłem zasobów gastronomicznych.
Trudno, w pracy się znajdzie jakiś kebab or sth like that. Trzeba będzie zakupić falafela gdyż ścisły post, a Ja mimo wszystko wierzący człowiek jestem :)

Niestety podsumowując dzisiejszy dzień i ten wpis na blogu z przykrością stwierdzam, iż zagorzali fani pokera nie znajdą w tym odcinku nic dla Siebie. Sorry, tak wyszło.
Na pocieszenie mogę powiedzieć, że jutro w pracy dowiem się kiedy odbędzie się następna nasza gra, a zapewne będzie to w okolicach kilku dni.

Pozdrawiam!
Igoruchasior :D

Awatar użytkownika
gama
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2880
Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56

Postautor: gama » 06 kwie 2012, 05:04

Igoruchasior pisze:Na pocieszenie mogę powiedzieć, że jutro w pracy dowiem się kiedy odbędzie się następna nasza gra, a zapewne będzie to w okolicach kilku dni.


No co Ty - przecież większość forumowiczów to faceci i znajdą bardzo ważną prawdę w tym wpisie. Jak się umawiasz ze swoją kobietą na 17, to nie przychodź bez uprzedzenia o 16.30, bo prawdopodobnie nie zdążyłyśmy się uszykować, a chcemy zrobić na Tobie jak najlepsze wrażenie. I nie ma szans, żeby statystyczna kobieta wyszła z łazienki pół godziny wcześniej niż musi. I pomimo iż chcemy, żebyście zasypywali nas kwiatkami, to w takich okolicznościach prawdopodobnie nawet nie zauważymy, że chcieliście zrobić nam niespodziankę, bo wszystko przesłoni nam panika "O boże, on już tu jest, a ja jestem niegotowa!". Na pocieszenie - myślę, że jak trochę razem pomieszkacie, przynajmniej "z dolotu", to po jakimś czasie przestanie nam przeszkadzać, jak nas zobaczycie "nie gotowe" :mrgreen:

Bardzo mądry blog, taki życiowy, Panowie wyciągajcie wnioski :D

prezol
-#aktywny
-#aktywny
Posty: 320
Rejestracja: 10 gru 2007, 20:38

Postautor: prezol » 06 kwie 2012, 22:00

o kurcze ale się wciągnąłem w bloga :) nie musisz pisać o pokerze :P bo pisze strasznie wciągająco i ciężko się oderwać od Twojego posta tylko trzeba go pochłonąć całego od razu:)
a Pisałeś coś że Twój kolega mieszka na Mokotowie, czyżby może Ty też??

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 07 kwie 2012, 15:51

gama pisze:
Igoruchasior pisze:Na pocieszenie mogę powiedzieć, że jutro w pracy dowiem się kiedy odbędzie się następna nasza gra, a zapewne będzie to w okolicach kilku dni.


No co Ty - przecież większość forumowiczów to faceci i znajdą bardzo ważną prawdę w tym wpisie. Jak się umawiasz ze swoją kobietą na 17, to nie przychodź bez uprzedzenia o 16.30, bo prawdopodobnie nie zdążyłyśmy się uszykować, a chcemy zrobić na Tobie jak najlepsze wrażenie. I nie ma szans, żeby statystyczna kobieta wyszła z łazienki pół godziny wcześniej niż musi. I pomimo iż chcemy, żebyście zasypywali nas kwiatkami, to w takich okolicznościach prawdopodobnie nawet nie zauważymy, że chcieliście zrobić nam niespodziankę, bo wszystko przesłoni nam panika "O boże, on już tu jest, a ja jestem niegotowa!". Na pocieszenie - myślę, że jak trochę razem pomieszkacie, przynajmniej "z dolotu", to po jakimś czasie przestanie nam przeszkadzać, jak nas zobaczycie "nie gotowe" :mrgreen:

Bardzo mądry blog, taki życiowy, Panowie wyciągajcie wnioski :D


Dzięki za radę, ale jednak wolę nie angażować się jeszcze we wspólne mieszkanie. I nie chodzi Mi o to, że Ona ma 17 lat tylko sam muszę być na to gotowy. Jak już bym chciał z kimś zamieszkać chciałbym więcej czasu poświęcać tej osobie, a Mnie niestety w domu więcej nie ma niż jestem więc z jednej strony byłby to bezsens :P
Ale co do mieszkania "z dolotu" to i owszem się z Tobą zgodzę, masz rację z biegiem czasu będzie inaczej, ale póki co to nawet nie trwa 3 tygodni więc wiesz, a z Moim szczęściem do związków daję sobie jeszcze jakieś 2-3 tygodnie :P

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 07 kwie 2012, 15:52

prezol pisze:o kurcze ale się wciągnąłem w bloga :) nie musisz pisać o pokerze :P bo pisze strasznie wciągająco i ciężko się oderwać od Twojego posta tylko trzeba go pochłonąć całego od razu:)
a Pisałeś coś że Twój kolega mieszka na Mokotowie, czyżby może Ty też??


Nie, Ja mieszkam na Bemowie, ale czasami odwiedzam znajomych na Mokotowie :)

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 07 kwie 2012, 16:24

ODCINEK 4:
"Jak zaprogramować się na sukces?"

Dzisiaj będzie Mniej opowieści z Mojego prywatnego życia, a więcej danych i wskazówek o temacie, w którym mam sporą wiedzę (tak mi się bynajmniej wydaję :P).

Zacznę od tego iż w pracy oczywiście wiało nudą. Kolejna nieprzespana noc dała Mi się we znaki po powrocie do domu. Szczerze powiedziawszy ukoił Mnie ten błogi stan zapadania w sen. Bardzo miłe uczucie :)
Ustawiłem budzik w telefonie na godzinę 13 i planowałem przespać się te 5 godzin. Plan powiódł się bez zakłóceń. Wstałem, wziąłem prysznic i włączyłem długo wyczekiwany mecz.
Nie ma raczej sensu by opisywać co się w nim działo, ale grunt to był wynik. Legia - Ruch 2:0. Mistrzostwo przybliża się, jest już na wyciągnięcie ręki. Seria bladych spotkań zakończonych trzema z rzędu remisami zostaje przerwana w starciu z wiceliderem. Uczucie radości wypełniło Moje niedospane ciało.

W końcu zdałem sobie sprawę, że muszę iść na zakupy. Światło w lodówce potrzebuje towarzystwa :P
Do sklepu obróciłem w try miga i zacząłem gotować obiadek. Oczywiście 2 torebki ryżu do gotującej się wody i ten pierdolony mintaj, gdzie płacąc za 1,2 kg zapłaciłem w tym za 0,7kg wody i lodu.
No cóż "Life is brutal" :cry:

Stworzywszy odpowiednią panierkę z mąki, jajek, tartej bułki i rozkruszonych płatków śniadaniowych, na kolejny palnik wstawiłem patelnię wsypując jakieś "warzywa z patelni".
Nie długo po tym już najedzony, dałem sobie pół godziny na zasłużone przetrawienie. Towarzystwa dotrzymywała Mi szklanica maślanki i laptop.
Jest okoły godziny 17 więc wchodzę na to zacne forum i zaczynam pisać swoich pierdoletów ciąg dalszy :P

Teraz zacznę pisać odnośnie tytułu tego o to odcinka.
Jednocześnie będzie to artykuł, który zadeklarowałem się napisać na osobnym wątku :)

W pokerze jak w życiu ważna jest odpowiednia postawa. Niedawno udało Mi się natrafić na bardzo ciekawy artykuł, ale niestety nie pamiętam co to był za miesięcznik. Artykuł ten uświadomił we Mnie poczucie własnej kompetencji :P Otóż dotyczył on mowy ciała.
Jak wiadome Mi było odpowiednie "prowadzenie się" po mieście to niejako sukces sam w sobie. Chodzi Mi o to, że odpowiednia mowa ciała jest w stanie przysporzyć Nam wielu pozytywów.
Najprostszym przykładem jest prosty podryw dziewczyny w klubie, galerii handlowej czy przystanku autobusowym. Nasza postawa to nic innego jak komunikacja niewerbalna. Za jej pomocą możemy przekazać sygnały bez otwierania ust. Bardzo ważnym czynnikiem przy poznawaniu nowej dziewczyny jest to, by Ona zwróciła na Nas uwagę. Weźmy przykład mojego kumpla, o którym wspominałem dwa odcinki temu. Chłopak większość swojego czasu spędza na gapieniu się w monitor i odczytywaniu zapisów różnorakich kodów binarnych :P
On nie tyle, że nie ma pojęcia o kobietach to nawet z Nimi nie obcuje. Jest na życiowym "tilcie", który nie ma zamiaru ustąpić. Kiedy już poznał kogoś przez jakiś portal randkowy w internecie to się spalał. Z miejsca zakochiwał się praktycznie w każdej, która "sprawdzała Jego karty":P
gdy dochodziło co "Coin Flipa" przegrywał na "showdownie" :/
zamiast "raisować" ile wlezie to On bawił się w "limpowanie".
takiemu nie wytłumaczysz, że czasami trzeba zagrać jakiś "Cbet", a nawet "all-in". Zbyt ostrożna gra z biegiem czasu nie popłaca (nie w tym przypadku).
"Tight - passive" może być dobre na daną fazę, ale nie na cały turniej :D Wtedy preferowane jest oczywiście "loose - agressive" :P
To tyle tytułem wstępu.

Nasza mowa ciała powinna być uzależniona od naszych własnych potrzeb.
W grze live jest to jeden z kluczowych czynników przy stoliku. Można uznać, że jest to otwarta książka, którą należy przeczytać "od deski do deski" z ogromnym zrozumieniem. W tym temacie królują... KOBIETY. To są mistrzynie w dostrzeganiu szczegółów, detali oraz w odczytywaniu mowy ludzkiego ciała - bardzo często robią to nieświadomie, ale ich mózg jest tak zaprogramowany, że potrafi zastosować się do danej sytuacji i wyciągnąć z tego optymalne wnioski.
Nieraz na pewno ktoś z Was widział piękną dziewczynę z jakimś niezbyt wyględnym i pociągającym na pierwszy rzut oka facetem. Jego ciało zapewne było w pewien sposób zaprogramowane. Z automatu wykonywał ruchy, gesty, które były przez Nią odbierane jako bardzo atrakcyjne zachowanie.
Podobnie jest z grą w pokera.
Należy komunikować, iż "Jestem pewny Siebie". Kobieta zrozumie to, jako postawę, która zapewni Jej bezpieczeństwo przy takim facecie, a nie oszukujmy się, One tego potrzebują i duża część dziewczyn tego wymaga od Swojego faceta.

Co do pokera live komunikując pewność siebie pozostali gracze odczytają to jako pokaz siły, własnej wartości i obdarzą taką osobę respektem.
Wyrobienie sobie marki na początku starcia procentuje w całym turnieju. Mimo iż rzadko zdajemy sobie z tego sprawę, nasz mózg automatycznie odbiera bodźce, które przeistaczają się w pełne informacje. Dlatego darzymy niektórych szacunkiem już na samym początku gry, mimo iż nie znamy tego gracza.
Lecz żeby nie było za łatwo należy pamiętać, że niektórzy mowę ciała mają opanowaną do perfekcji i potrafią nią manipulować na dogodny dla siebie sposób. W tym temacie wzbudzanie fałszywych pozorów to norma na największych światowych turniejach.

Jak zachowywać się, aby wzbudzać szacunek przy stole?
Najważniejszym czynnikiem to obrać odpowiednią, prawidłową postawę.
- Ciało wyprostowane
- Klatka piersiowa wypięta do przodu
- Ręce luźno wzdłuż tułowia, jednocześnie lekko od niego odchylone - (dotyczy pozycji stojącej)
- Broda lekko uniesiona, aby było nieco widać szyję
- Lekki uśmiech, nie do przesady :P - kąciki ust w górze
- Wzrok skierowany w górę lub do przodu.
- Brak gwałtownych ruchów (Każdy ruch i każde słowo powinno być stonowane i spokojne dzięki czemu ukazujemy swoją wyższość, opanowanie i pewność wypowiedzianych przez Nas słów)
NAJWAŻNIEJSZE to opanować emocje gdy do ręki dostaniemy "monstera" Wytrawny gracz bardzo szybko rozszyfruje Nasze karty.

Odnośnie artykułu z "jakiejś tam" gazety, o którym wspominałem na początku, był on nie tyle o samej mowie ciała (gdyż nie było tam dokładnych przykładów, które podałem wyżej), lecz dokładnie dotyczył on "Bodyfeedbacku".

Bodyfeedback to sygnały ciała wysyłane do mózgu. Naukowcy odkryli, że dzięki właściwym impulsom możemy zaprogramować Nasz mózg do odnoszenia sukcesu. W skrócie:
Postawy, które opisałem powyżej nie tyle pomogą Nam w towarzystwie innych, ale (podobno) wprowadzą Nas w lepsze samopoczucie i pomogą Nam osiągnąć sukces.
Osobiście mam pewne wątpliwości, ale postaram się to przetestować na własnej skórze. :D

Pozdrawiam.
:)

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 09 kwie 2012, 07:58

ODCINEK 5:
"Świąteczna niespodzianka"

Jest poranek w świąteczny Poniedziałek. Niedawno wróciłem z pracy, mimo iż miałem mieć Święta wolne. Niestety jeden z Naszych byłych "kolegów" padł ofiarą moralnego "downswingu" i przysłowiowej "kac kupy" :D

Wczorajsza niedziela była jednym z najcięższych dni ostatniego okresu. I nie chodzi o to, że jeden ze współpracowników "zachlał pałę", ale o to, że Ja głupi zgodziłem się przyjść na zastępstwo.
Normalnie dzień zapowiadał się uroczo, nic nie wskazywało na to co się miało stać ów feralnego wieczora. Gdybym został wtedy w domu pewnie miałbym spokojny sen i w ogóle miałbym... jakikolwiek sen. :/

Godzina 7:00 dzwoni telefon, zrywam się na równe nogi wyrwany z sennego amoku i chrypliwym głosem odbieram...
- halo!
- Igor? - odzywa się głos w słuchawce.
Z tego całego zaskoczenia nawet nie spojrzałem kto ośmielił się zakłócać Mój cenny spokój.
- No, to Ja, a kto mówi? - pytam nadal owładnięty myślą o jak najszybszym powrocie do ciepłego łóżeczka.
Okazało się, że dzwonił Mój szef. Pewien z Moich współpracowników zbyt dosadnie przejął się Wielkim Piątkiem i zapomniał... "trzeźwo myśleć".
Pomijając fakt, że został wywalony na "zbity ryj" zabrakło człowieka na zmianie i dość kulturalnym lecz stanowczym tonem zaproponowano Mi dodatkowy dyżur. 3 dni wolnego zamieniły się nagle w okres "wolne - praca - wolne - praca" na czym ucierpiało Moje poczucie chrześcijaństwa i wizytę w kościele musiałem przełożyć na inny dzień.
Dobra, wytrzymałbym to. W Lany Poniedziałek kościoły też są otwarte więc zawsze można by wstąpić.
Także dojechawszy do pracy na około 9:30 zaczynam służbę. Na dzień dobry razem chłopakami zaczęliśmy żartować z Naszego świeżego klienta "straszna piczka z Niego" :P

Dzień mijał w dość spokojny sposób, a godziny nabijały kolejne złotówki na Moje konto. Aż w końcu nastała sądna godzina 2:15.
Klient zapragnął wyskoczyć do "nocnego" w niewiadomym celu. Zwykle w takich sprawach My jesteśmy proszeni o zrealizowanie danego zamówienia. Tym razem było inaczej.
Po krótkiej informacji odnośnie miejsca udania się Nasz zleceniodawca wsiadł w samochód i ruszył z garażu.
Oczywiście szybka ewakuacja do służbowego pojazdu i wytyczony przez grafik jeden z Nas wsiadł za stery lekko zdezelowanego Audi A4. Po jakimś czasie dojechaliśmy za Naszym chlebodawcą do sklepu monopolowego 24h.
Jeden z Nas (padło na Mnie) wszedł razem z Nim do środka oczywiście nie wzbudzając podejrzeń. Wtem Nasz klient udał się na zaplecze sklepu - po co? Do tej pory nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Wycofałem się ze sklepu udając, że ceny towaru są zbyt wysokie i poinformowałem chłopaków o całej sytuacji. Wytypowaliśmy najmłodszego stażem, aby czuwał przed głównym wejściem na wypadek powrotu klienta, a sami we trzech udaliśmy się po kryjomu na tyły sklepu. Zauważyliśmy, iż spod wejścia na zaplecze z piskiem opon odjeżdża Volkswagen Passat CC koloru srebrnego. Korzystając z Naszego doświadczenia każdy z Nas zapamiętał częściowe fragmenty tablic rejestracyjnych przez co mogliśmy to złożyć do kupy w jedną całość.
Nie mając pojęcia gdzie znajduje się Nasz klient zostawiliśmy pod sklepem dwóch Naszych, a razem z kierowcą Adrianem ruszyliśmy w kierunku podejrzanego samochodu. Po niespełna 3 minutach dostrzegliśmy znany Nam pojazd i rozpoczęliśmy obserwację. Weryfikacja tablic przebiegła pomyślnie przez co miałem absolutną pewność, że śledzimy odpowiedni wóz.
Po około 20 minutach samochód zaparkował pod jednym z Warszawskich bloków i wysiadło z Niego dwóch mężczyzn. Nie wyglądali jakoś strasznie na tyle, aby się ich bać na pierwszy rzut oka. Na wszelki wypadek wolałem się upewnić więc gdy oddalili się na bezpieczną odległość dogłębnie przejrzałem samochód, aby wychwycić jakieś ślady walki, bądź przewozu osób postronnych. Zapukałem klika razy w bagażnik, by mieć pewność co do tego, że nikt tam nie jest zamknięty.
Niestety samochód okazał się czysty pod tym względem więc wróciliśmy pod sklep.
Chłopaki, którzy byli na miejscu dowiedzieli się, że Nasz klient wychodził przez zaplecze z jakimiś dwoma mężczyznami. Okazało Nam się to trochę dziwne, ale dla pewności postanowiliśmy dogłębnie sprawdzić przebytą wcześniej trasę. W szczególności skupiliśmy się na fragmencie, w którym nie mieliśmy oka na srebrne auto.
Po około godzinie znaleźliśmy Naszego klienta - leżał nieprzytomny w rowie przy drodze.
Na ulicy żywej duszy, w oknach światła wygaszone, gdzieniegdzie słychać było rozmowy, śmiech i ślady życia, ale bardzo wątpliwe aby ktoś widział całe zajście.
Sytuacja o tyle niemiła, że musieliśmy poinformować Naszego głównego przełożonego i tłumaczyć się policji po odwiezieniu rannego do szpitala.
Szef ewidentnie dostał białej gorączki, ale po chwili doszedł do wniosku, że i tak wyrobiliśmy 120% normy i pochwalił Nas za trzeźwe myślenie i dobrze wykonaną pracę.

Cała noc spędzona na komendzie w celu składania wyjaśnień dobiła Mnie jeszcze bardziej. Bez szczypty snu muszę funkcjonować w dniu dzisiejszym.
Czeka Mnie rodzinny obiad, a nie chcę okazywać oznak słabości, by nie dawać ojcu satysfakcji z posiadanej pracy.
Ojciec był stanowczo przeciwny, abym wykonywał taki zawód, ale to Moje życie i Mój wybór.

Tak minęła Mi jedna z gorszych nocy w ostatnim czasie, totalnie wykończony postanowiłem jednak podzielić się z Wami tą historią.
Mam nadzieję, że 10 "Tigerów", które zakupiłem w sklepie 24h na Moim osiedlu pomogą Mi normalnie funkcjonować w dniu dzisiejszym :P

Mam nadzieję, że następnym razem będę mógł opisać walkę konika polnego z muchą końską przy stole pokerowym, a nie prowadzić nudny wywód na temat Mojej pracy, którą powoli myślę zmieniać na coś spokojniejszego.
;)

Jvri
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 38
Rejestracja: 06 mar 2010, 16:01

Postautor: Jvri » 09 kwie 2012, 11:47

No niezła historyja chłopie. Nie ma co - nudna praca to u Ciebie pojęcie abstrakcyjne :)
Z tymi Tigerami to nie przesadzaj bo pikawe zamęczysz. Spokojnego dnia dla odmiany życzę!

Igoruchasior
-#pretendent
-#pretendent
Posty: 67
Rejestracja: 29 mar 2012, 16:03

Postautor: Igoruchasior » 19 kwie 2012, 13:12

ODCINEK 6:
"Powrót do żywych"

Jak zapewne niektórzy mogli zauważyć 10 dni Mnie tu nie było, od czasu do czasu zajrzałem, ale nie starczyło Mi już go na to, aby cokolwiek napisać. :/

To był trudny czas. Praca, odwiedziny regularne komendy w celu składania popieprzonych zeznań i na dodatek problemy natury osobistej.
Udało Mi się zmienić pracę na bardziej zachowaną w swojej prostocie - monitoring pewnego osiedla. Stawka oczywiście o wiele mniejsza przez co ucierpią moje skarbonki bankowe zatytułowane: "studia" i "samochód", ale mniejszy stres, a jak wiadomo "Święty spokój nie ma ceny" ;P

Ostatnie sytuacje też wpłynęły na moją grę przy stole pokerowym. Wczoraj zagrałem turniej, w którym byłem przez 7 minut póki moje :Ac :7c przegrały z :5s :5d
flop jeszcze okazywał się być dość przychylny, aby myśleć o wygranej: :5c :8d :6d choć procentowe szanse nie powinny pozwolić Mi tak myśleć. U rywala trójka na ręku i open full, Ja mając open straight byłem jednak dobrej myśli. Poddenerwowanie wzięło górę gdy na turnie wskoczył :Ah Byłem co raz bardziej poddenerwowany sytuacją, a Moje myśli zaczęły się plątać wokół wyboru firmy taksówkarskiej, która odwiezie Mnie do domu. River nie dał Mi szans pogrążając Mnie w jeszcze większej rozpaczy :7s
Dwie pary to już niby dobry układ, ale jednak za słaby.
Nie czekałem na więcej, wstałem, powiedziałem nara i wyszedłem.
Po opłaceniu zielonego banknotu za taksówkę wszedłem do mieszkania i po niespełna pół godziny drzemałem jak suseł.

Moje niekorzystne BIO w ostatnich dniach odbiło się echem od Anki, z którą się rozstałem. Krzyżyk na drogę. Zamiast wspierać, tylko dobijała przez co musiałem podjąć tak radykalny krok.

Po kilku dniach samotności (dokładnie dwóch :P) poznałem całkiem miłą pannę z Pruszkowa. Starsza w prawdzie o pół roku, ale... to nieważne :)
Już na samym początku są trudności, więc kolorowo tego nie widzę :)
Na szczęście jestem młody i piękny - dam sobie radę :P

Dzisiejszy dzień jest dla Mnie odskocznią od poprzednich trudnych dni. Spokój, od rana siedzę sobie sam w swym wynajętym mieszkanku i czekam na to, aż pójdę do pracy na 18. Jednym słowem jest OK :)

Nadrabiam zaległości co do siłowni, na którą ostatnio ciężko Mi było się wybrać. Niestety zauważyłem efekty absencji, nad którymi trzeba będzie popracować.

Chwilami myślę o tym, żeby zaprzestać na jakiś czas gry w pokera. Ale tylko samej gry. Poobserwować parę turniejów, poszczególnych graczy i zacząć bardziej interesować się grą w sieci. Dokonać kilku własnych analiz pewnych zachowań nie stawiając na szali własnych pieniędzy. W końcu nie ma się co śpieszyć, poker to o tyle wspaniała gra, że i na emeryturze można spokojnie się w to pobawić, o ile serce pozwoli :D

Żałuję tylko tego, że bardzo ważny mecz Legii z Lechem będę mógł obejrzeć tylko w TV, ewentualnie w jakimś barze ze znajomymi. Wszystkie bilety na moje ulubione trybuny wsiąkły już kilka godzin po rozpoczęciu sprzedaży w sieci, a niestety aż takim "bananem" nie jestem by wkupywać się na lożę VIP :P

Całkiem poważnie myślę też o zmianie mieszkania. Są ku temu dwa bardzo ważne powody:
- rodzina mieszka zbyt blisko, a w tendencji mają częste niezapowiedziane wizyty co jest dla Mnie lekko mówiąc w pewnym stopniu irytujące.
- przy mniejszych zarobkach ciężko się utrzymać z 3pokojowym mieszkaniem na karku, które trzeba utrzymywać samemu.
Spoglądając do umowy zauważyłem, że kara obejmująca obie strony w przypadku przedwczesnego zerwania umowy jest w tzw. "progu tolerancji", który sobie założyłem. Na szczęście do końca tego miesiąca jestem bezpieczny więc mam jeszcze trochę czasu na szukanie jakiegoś skromniejszego gniazdka :)
Wiadomo, trzeba myśleć przyszłościowo więc aktualne zajęcie predysponuje Mnie do pewnego okresu rozliczeń z własnym sobą. Co przez to rozumiem? Już tłumaczę :)
W sytuacji pracy w takim zawodzie, jakim jest ochrona należy pamiętać o umowie - zlecenie, która blokuje dojścia do pewnych udogodnień. Nie mówię tu o składkach emerytalnych czy rentowych choć to też duży minus bo zatrudniony pracownik jest związany umową na śmieszne pieniądze ;P
Tak więc daję sobie jakieś 2 miesiące luzu, a potem postaram się znaleźć pracę z umową o pracę z wszelkimi składkami, ubezpieczeniem zdrowotnym etc.

Także plan na najbliższe tygodnie już jest bynajmniej w kwestiach zawodowego rozwoju, co do prywatnego życia niczego nie planuję na razie w kwestiach tzw. "związków" gdyż jak wiadomo tutaj nie ma pewnika, a i ciężko jest znaleźć odpowiedni odnośnik ze względu na to, że sami nimi jesteśmy, a większość nie potrafi spojrzeć na siebie przez pryzmat otoczenia i świata zewnętrznego. Swoje cechy dobieramy selektywnie w podświadomości nie bacząc na głębsze wejrzenie w Siebie w celach odkrywczych. Dzięki temu w stosunku do samych siebie jesteśmy płytcy, zbyt pochopni w ocenie i w niektórych przypadkach ślepi.

Tak o to przeminął kolejny odcinek z Moimi nudnymi wywodami, które z pokerem miały niewiele wspólnego. Ciężko opisać kiedy powstanie następny odcinek "pamiętnika wampira" :twisted: ,ale na pewno nie trzeba będzie na to czekać aż 10 dni :D

Pozdrawiam.
:D

Awatar użytkownika
Szfiecu
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2056
Rejestracja: 08 wrz 2009, 10:58

Postautor: Szfiecu » 19 kwie 2012, 21:13

chyba pamiętnika "ciecia osiedlowego" ;) heheh tak czy siak czyta się dobrze, a tak poza tym to po co Ci 3 pokojowe mieszkanie? :) ja wiem, że fajnie się rucha co chwilę w innym pokoju, no ale zawsze możesz mieć łazienkę, kuchnię, balkon i klatkę schodową ;)

Awatar użytkownika
Szfiecu
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2056
Rejestracja: 08 wrz 2009, 10:58

Postautor: Szfiecu » 04 maja 2012, 18:22

oby wampir nie dostał kołkiem w serce ;)


Wróć do „Mój pokerowy mini blog”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Kopiowanie calosci lub fragmentow bez pisemnej zgody zabronione. Strona jest kierowana do uzytkownikow polskojezycznych zamieszkalych w krajach, w ktorych korzystanie z Serwisu jest zgodne z prawem. Wiadomosci prezentowane w serwisie sa dozwolone wylacznie dla osob podlegajacych jurysdykcjom prawnym, w ktorych uczestnictwo w grach pokerowych online jest legalne. Korzystajac z serwisu, uzytkownik deklaruje wobec administratora, ze uczestnictwo w grach pokerowych online jest w jego jurysdykcji dozwolona i ponosi pelna odpowiedzialnosc za prawdziwosc zlozonego przez siebie oswiadczenia.

Na terytorium Polski poker online moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie Ministra Finansow. Gra w pokera u operatorow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow jest zabroniona i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.