knoperss pisze:namiotu to trza było ewakuować się o 7 bo w środku 50stopni było

True story. Zostawiliśmy baniak wody pod namiotem (taki 5litrowy żeby mieć czym potem umyć dupę). Wracamy z Kostrzyna. Kumpel bierze ten baniak i chciał sobie polać głowę, żeby trochę schłodzić. Przezornie polał po ręce i "aaaaaa". Woda normalnie parzyła, miała tak z 70-80stopni

Spokojnie jajcuny na twardo dałoby się w niej zrobić.
Arbuz kupiony dzień wcześniej i zostawiony w namiocie na 4h w dzień po powrocie syczał na nas jak grzechotnik.
Upał był naprawdę nie do zniesienia. Nic się nie chciało robić, każdy skrawek cienia był zajęty. Pod sceną pyliło się jak ja pierdolę, choć czasem strażacy polewali wodą i na jakiś czas było lepiej. Ciężkie warunki ogólnie.
Co do samego festiwalu - odczucia mieszane. Jak zwykle idea fajna i organizacyjnie całkiem wporzo (na tyle ludzi nie da się wszystkiego dopilnować non-stop). Niemniej kilka rzeczy było słabych. Jacyś słabi ludzie z Łodzi, obok których się rozbiliśmy (niczym nie byli odgrodzeni) "poprosili" nas, żebyśmy się przenieśli bo chcą miejsce dla znajomych. Tylko że ta prośba ogólnie była na zasadzie "nie przyjmujemy odmowy". Wkurwiłem się, zacząłem z nimi gadać, że to jakaś marna prośba, że w sumie na jakiej podstawie chcą nas stąd wypraszać. Po drodze padł jakiś chamski tekst w stylu "no to jak się sami nie przeniesiecie, to was przeniesiemy my". No to powiedziałem "to my wam podpalimy namioty w nocy... będziemy się dalej licytować? co za syf, idę na śniadanie". Potem trochę ochłonąłem, bo w sumie nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby sobie od początku psuć krew i mieszkać wśród jakichś słabych ludzi, gdzie klimat będzie i tak od początku zjebany. No nic, wróciliśmy, coś tam na spokojnie pogadaliśmy, stwierdziliśmy wspólnie że za kilka symbolicznych piwek się przeniesiemy i tyle. Oni że spoko, że nam pomogą przenieść namioty itd. W końcu przenieśliśmy te namioty (zanim ktoś przyszedł z tymi piwkami), żeby się z tym nie jebać w nocy. Mimo że byliśmy jakieś 20metrów dalej nikt do nas nie zaszedł, nie podziękował, piwek nie zobaczyłem przez cały woodstock... Cóż. Nie znam wielu ludzi z Łodzi, dotychczas to miasto kojarzyło mi się z Sithem - rubasznym grubaskiem, który jeśli chodzi o alkohol, zawsze dotrzymuje obietnic. Niestety trafiliśmy na jakichś naprawdę słabych ludzi i niesmak pozostał.
Przenieśliśmy się też nie najlepiej... dookoła była masa jakichś gimbusów, bluzgali non-stop. Ogólnie to jak ktoś sobie czasem joba rzuci, to spoko, ale tamci ludzie byli tak słabi i tak głupi, suszyli niesamowicie, darli mordy, nic śmiesznego nie potrafili powiedzieć - kurwa, jestem na woodstocku czy jakimś zjeździe napierdolonych gówniarzy, którzy nic sobą nie reprezentują. No ale chuj w to, byłem z ekipą, choć niewielką, to oni mi rekompensowali tamtych leszczy.
Poza tym wszystko spoko - pozytywnie jeśli chodzi o pociągi, pozytywnie jeśli chodzi o przypadkowo mijanych ludzi.
Muzycznie - mi nie do końca przypasowało, ale ja jestem starym maruderem, więc to żaden wyznacznik. Najciekawsze moim zdaniem były takie w sumie mało woodstockowe projekty jak Artur Andrus z Zespołem, czy Łowcy.Band aka Jammm Chyba Ściebie.
Niestety zmyłem się wcześniej i nie byłem na Hunterze.
A dzisiaj 5miejsce w walce o pokerkingsową brasoletkę, eh... słabo pograłem z Knopim i bez sensu oddałem pół stacka. Potem przebudzenie Mary z QQ vs mój push 44 i bye.