Po krótkiej przerwie wracam do relacji.
Zagrałem... sporo. Wygrałem... niewiele. Przegrałem... większość.
Nie mam dokładnych statystyk bo grałem na działce przez radiówkę od kolegi z domku 50m od mojego. Zaowocowało to przede wszystkim bluzgami, kiedy mam KK a akurat ktoś przechodzi po schodach i pada mi net. Stwierdziłem, że więcej tam nie gram bo szkoda mojego czasu i pieniędzy.
Mimo wszystko zagrałem 2x 3+0,3 2k GP Freezout i jakiś za piątkę chyba 2,5k GP - nic ciekawego, odpadłem raz przed kasą (stwierdziłem, że jednak gram bardziej loose - i coinflip mnie utopił - chociaż zagrane dobrze bo ja dałem push z pocketem a koleś z KQ sprawdził). W turnieju 5+0,5 skróciłem się do 100żetonów (screena mam na laptopie, może potem wrzucę) po akcji: flop 345h, turn Kh. Miałem Ah, mój przeciwnik oczywiście nic innego, tylko 67h. No i jak to zwykle bywa w takich okolicznościach - cały stack poszedł się bujać.
W Heads Upach - pogrom. Przegrywałem po 15coinów z rzędu. Po dwie ręce gdzie miałem dominację rzędu 70% w jednym HU - akcje nie do wygrania. Na zasadzie mam 2k koleś 1k jeszcze niskie blindy, all iny lecą moje AQ vs Q9, spada jakiś tam straight. Po akcji ja mam 1k, gramy długo do blindów 100/200, porównywalne stacki bo odrobiłem trochę, i przegrywam AK vs QJ albo coś w podobie.
Wróciłem z działki o 5:30 - miałem dość... siedzenia tam, wysłuchiwania jaki to ze mnie legat (w końcu mam pierniczone wakacje!), słuchania mamuśki, która non stop marudziła, że ją wkurza dziadek, a dziadek z kolei wkurzał wszystkich, a ona dolewała oliwy do ognia. Słowem - typowa rodzinna atmosfera. Bardzo niesprzyjająca do gry w pokera, a nawet czytania książki.
Wróciłem i co... no i 3+0,3 freezout. Ludzi jakoś 176 bo nawet o tej porze na iPoker nie ma tłumów. Lecimy. Początek taki se, raz się skróciłem po akcji z kolorem (
http://img30.imageshack.us/i/kolori.jpg/). Potem pare razy zgarnąłem jeszcze niskie wtedy blindy raisując po 5bb z QQ itd. W końcu akcja mam AJ raisuję ostro, żeby wywalić limperów, dostaję call od bigstacka i push od shorta, który wcześniej zlimpował. W normalych warunkach bym to zrzucił i się nie zastanawiał, ale stwierdziłem, że wrzuciłem do puli całkiem pokaźną liczbę żetonów, a tamci panowie mogą mieć naprawdę wszystko. Jak się okazało mieli - jeszcze sobie zeżerli po oucie. Po prostu T7o call mnie rozbroił. Na szczęście moja (najsilniejsza) ręka się utrzymała i zaliczyłem prawie tripple upa. Gość od T7 w 3kolejnych rozdaniach się wyzerował i pasuje. Przerzuciło mnie na jakiś inny stolik. Wywaliłem jakiegoś shorta na boardzie K53 (miałem chyba A5, on pushnal z 3J). W następnym rozdaniu dostałem AA UTG, postanowiłem zminiraisować licząc na raisa, niestety dostałem tylko call od mega shorta, który miał na 1bb. AA się utrzymało, zjadłem jeszcze blindy, więc może nie kokosy, ale od przodu. Pare rozdań dalej tworzy się family-pot, jestem na BB, jeden bet 3bb, dwa calle, do mnie reszta foldy, myślę sobie mam T9, 2bb dorzucić do takiego pota - czemu nie. Calluję. Spada flop, na którym zawsze i wszędzie zagrałbym push. Spytacie - no co za głupi all-in? Odpowiem: dwie pary są bardzo nieprzyjemną ręką do grania na tak drawowatym flopie (straight i flushdraw). Stwierdziłem, że prawie na pewno mam najlepiej - biję overpary, biję AT, z drawami mam przewagę. Dwaj przeciwnicy za mną fold, czekam tylko na fold trzeciego, dostaję call

Już byłem prawie pewien, że mi pokaże flushdrawa i dwa overy, nie, lepiej, on trafił tam jednoutowy set. No z racji tego że zostało mi 5% - a mi takie rzeczy nie wpadają (nie licząc akcji Sopot-set 9 na river:P) żegnam się z turniejem i jestem nieziemsko wkurzony.
Bankroll na obecną chwilę oscyluję w okolicach $40, więc jeszcze nie zbankrutowałem, ale jak dalej będę przegrywał większość sytuacji z 70%-ową przewagą, to nie ma co oczekiwać cudów.
No to do następnego razu.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.