Również za nominację w dziale THE BEST OF
The sky is never the limit !
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- bizzarre
- -#VIP

- Posty: 1484
- Rejestracja: 08 mar 2010, 20:16
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- Soya
- LEGENDA

- Posty: 2386
- Rejestracja: 23 paź 2009, 16:27
- bizzarre
- -#VIP

- Posty: 1484
- Rejestracja: 08 mar 2010, 20:16
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
Parafrazując Terrego Pratchett'a: "Małżeństwo to związek dwojga ludzi, z których każde jest w stanie przysiąc, że tylko to drugie przypala kotlety."
Swoją drogą to chyba nasze myśli nadają na podobnych częstotliwościach, bo ostatnio przeglądając ponad 200 nowych wpisów na forum po małym urlopie, który pozwoliłem sobie urządzić, naszła mnie złowieszcza myśl: "a może bym tak przypomniał Ysabelli, że dawno nie pojawiało się nic na moim ulubionym blogu", a tu proszę, w telegraficznym skrócie myślowym, bez klikania w klawiaturę od razu jest odpowiedź na froncie
.
Po raz kolejny muszę zupełnie niekokieteryjnie posłodzić, że intelekt, który przelewasz na słowa pisząc bloga, jest co najmniej niebezpiecznie dobry!
Swoją drogą to chyba nasze myśli nadają na podobnych częstotliwościach, bo ostatnio przeglądając ponad 200 nowych wpisów na forum po małym urlopie, który pozwoliłem sobie urządzić, naszła mnie złowieszcza myśl: "a może bym tak przypomniał Ysabelli, że dawno nie pojawiało się nic na moim ulubionym blogu", a tu proszę, w telegraficznym skrócie myślowym, bez klikania w klawiaturę od razu jest odpowiedź na froncie
Po raz kolejny muszę zupełnie niekokieteryjnie posłodzić, że intelekt, który przelewasz na słowa pisząc bloga, jest co najmniej niebezpiecznie dobry!
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Siadam wieczorem (dziś wieczorem) do pokera. Kuba włącza Batmana. Matko boska, większe wkurwienie powodują u mnie chyba tylko horrory (jestem jak pokorne dziecko - jak się zaczyna kino nocne to przełączam na coś nieinwazyjnego tak jak dokument o fizyce kwantowej ale też coś nieogłupiającego jak Sex w wielkim mieście albo homo-penetratorzy na MTV - serio jest taki program). Podobne wkurwienie powoduje u mnie EuroSport (cokolwiek tam leci... chyba że akurat leci poker) albo filmy fantasy. Tak więc wracając do Batmana (ach te kobiece pięciozdaniowe dygresje...) a idąc dalej do próby uwolnienia się od niego mówię Kubie, że przecież autor komiksu sam się przyznał że Batman od początku był tworzony jako gej. I znajduję na szybko w necie ten wywiad z autorem i czytam Kubie i kotu (który ma drugie nieoficjalne imię Batman po tym jak spadł z 4 piętra i nic mu się nie stało). Kubie jak typowemu facetowi lesbijki zupełnie nie przeszkadzają, natomiast męski homoseksualizm traktuje jako coś mega obrzydliwego. Ale jak to facet wyprze się wszystkiego co nie jest po jego myśli i mówi "eee... może nie jest aż takim gejem, nigdy nie widziałem żeby się grzmocił z jakimś facetem". Na co ja "nie ma problemu, znajdę Ci jakiś fotomontaż w necie jak się grzmoci, będzie Ci łatwiej to sobie zwizualizować i uwierzyć." Za wiele z tego nie wyszło bo netoperek nadal leci ale przynajmniej Kuba już nie ma takiej przyjemności z oglądania
Po dwudziestozdaniowej kobiecej dygresji wracam do pokera. PS mnie dziś kroi jak chce rozdaniami typu KK vs KQ przy all-inach przed flopem albo AK vs K3 i runner runner wheel... Ale jak jeden room zabiera to drugi musi oddawać. Więc gram dwa turnieje na celeb, jak coś z nich wyjdzie to nie omieszkam napisać - na razie mam się dobrze.
Wczoraj na imprezie ktoś mnie zapytał jak wygląda życie pokerzysty. Nie chciałam się za długo rozwodzić czym się różni pokerzysta z prawdziwego zdarzenia ode mnie więc powiedziałam tylko "Normalnie. Pokerzysta żyje, żyje, na końcu umiera. Tak też bywa z człowiekiem."
Po dwudziestozdaniowej kobiecej dygresji wracam do pokera. PS mnie dziś kroi jak chce rozdaniami typu KK vs KQ przy all-inach przed flopem albo AK vs K3 i runner runner wheel... Ale jak jeden room zabiera to drugi musi oddawać. Więc gram dwa turnieje na celeb, jak coś z nich wyjdzie to nie omieszkam napisać - na razie mam się dobrze.
Wczoraj na imprezie ktoś mnie zapytał jak wygląda życie pokerzysty. Nie chciałam się za długo rozwodzić czym się różni pokerzysta z prawdziwego zdarzenia ode mnie więc powiedziałam tylko "Normalnie. Pokerzysta żyje, żyje, na końcu umiera. Tak też bywa z człowiekiem."
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Właśnie oglądamy z Kubą otwarcie igrzysk.
Kuba: jakbyśmy my mieli organizować takie otwarcie to nie mielibyśmy czego pokazać...
Iza: I dlatego na otwarcie EURO proponowaliśmy tylko Jarzębiny.
Kuba: zobacz, oni nawet własnym samochodem się mogą pochwalić... mini...
Iza: No my też... polonezem.
Kuba: Historię jakąś mają którą wszyscy znają. U nas tylko Grunwald.
Iza: A kto to zna, kto to pamięta, człowieku...
Kuba: No Niemcy pamiętają na pewno !
Zaczyna się parada.
Kuba: A szkoci wyjdą w kiltach ?
Iza: A Kazachstan w boratkach ?
Kuba: Kurde, no nie mamy nikogo sławnego nawet tak na cały świat.
Iza: Mamy Raya Manzarka, miał babcię Polkę.
Kuba: Piłkarzy też od dawna nie możemy dobrych pokazać.
Iza: By się powiedziało źe Klose i Podolski to nasi tylko spierdolili do Reichu przez zieloną granicę.
Kuba: A muzyka ? Tak naprawdę znani są tylko Behemoth i Vader, znają ich w Japonii nawet.
Iza: Bayer Full, ich znają nawet w Chinach.
Kuba: Korea Północna... Biedni...
Iza: Mówisz że ostatni raz ich widzimy ?
Kuba: Nie, no właśnie w Korei ich ostatni raz widzieli bo większość reprezentantów potem nie wraca, tylko zostaje w kraju zawodów i prosi o azyl polityczny.
Iza: Czemu w większości krajów kobieta flagę niesie ? Przecież to ciężkie jest.
Kuba: Równouprawnienie jest. U nas Radwańska niesie.
Iza: Ale to jest ciężkie!
Kuba: No mógłby Ziółkowski nieść to też by jedną ręką machał.
Iza: On to by jeszcze rzucił z przyzwyczajenia.
Kuba: Nie nie, on rzuca młotami, nie flagami.
Iza: Meksyk. Za co takie brawa dostali ?
Kuba: Za tequilę.
Kuba: jakbyśmy my mieli organizować takie otwarcie to nie mielibyśmy czego pokazać...
Iza: I dlatego na otwarcie EURO proponowaliśmy tylko Jarzębiny.
Kuba: zobacz, oni nawet własnym samochodem się mogą pochwalić... mini...
Iza: No my też... polonezem.
Kuba: Historię jakąś mają którą wszyscy znają. U nas tylko Grunwald.
Iza: A kto to zna, kto to pamięta, człowieku...
Kuba: No Niemcy pamiętają na pewno !
Zaczyna się parada.
Kuba: A szkoci wyjdą w kiltach ?
Iza: A Kazachstan w boratkach ?
Kuba: Kurde, no nie mamy nikogo sławnego nawet tak na cały świat.
Iza: Mamy Raya Manzarka, miał babcię Polkę.
Kuba: Piłkarzy też od dawna nie możemy dobrych pokazać.
Iza: By się powiedziało źe Klose i Podolski to nasi tylko spierdolili do Reichu przez zieloną granicę.
Kuba: A muzyka ? Tak naprawdę znani są tylko Behemoth i Vader, znają ich w Japonii nawet.
Iza: Bayer Full, ich znają nawet w Chinach.
Kuba: Korea Północna... Biedni...
Iza: Mówisz że ostatni raz ich widzimy ?
Kuba: Nie, no właśnie w Korei ich ostatni raz widzieli bo większość reprezentantów potem nie wraca, tylko zostaje w kraju zawodów i prosi o azyl polityczny.
Iza: Czemu w większości krajów kobieta flagę niesie ? Przecież to ciężkie jest.
Kuba: Równouprawnienie jest. U nas Radwańska niesie.
Iza: Ale to jest ciężkie!
Kuba: No mógłby Ziółkowski nieść to też by jedną ręką machał.
Iza: On to by jeszcze rzucił z przyzwyczajenia.
Kuba: Nie nie, on rzuca młotami, nie flagami.
Iza: Meksyk. Za co takie brawa dostali ?
Kuba: Za tequilę.
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Nadszedł wreszcie urlop.
Miałam sobie spać do południa, leżeć do góry kołami, grać do rana w pokera. Nic z tego nie będzie. Ojciec mnie zabiera na wyprawę Praga - Budapeszt - Bratysława. Mam nadzieję, że uda się zaczepić o Balaton. Jak zaśnie na fotelu pasażera to go tam wywiozę. I wyobraźcie sobie, że dzwoni do mnie jego druga była już żona i mówi jak ona mi strasznie współczuje. Tydzień to ja z nim wytrzymam, ona z nim wytrzymała 20 lat, to chyba ja jej powinnam współczuć. Ale moja matka mówi że nie ma czego, bo ona za to żywcem do nieba pójdzie.
Potem tydzień na żaglach. I tego boję się jeszcze bardziej. 3 jachty, kilkunastu facetów, dwie dziewczyny. Koszmar.
Szef też był ostatnio na urlopie, dostałam w spadku jego prawa i obowiązki. Więc pojechałam w odwiedziny do naszego drugiego biura. I słyszę od koleżanki że mogę iść do top model. No na pewno, emerytka, wieloryb i konus w jednym
Ale kupiłam do domu wagę łazienkową. Kuba mnie z nią mało z domu nie wygonił ale go uspokoiłam że nie musi stawać bo waga ma limit 120 kg. Serio to nie wiem ile ma, ale nie mogłam dać się z własnego domu wyrzucić
Ja też się nie ważę. Ważę kota. Żeby zważyć kota muszę najpierw zważyć się z kotem, a potem bez kota i odjąć co trzeba. Tyle że jak zacznę odejmowanie to się kończy na tym że kot waży koło 10 kg. Tłuścioch jeden.
W ramach wakacji wzięłam się też za ufarbowanie włosów. Trochę to przerost formy nad treścią bo kolor jest niemal ten sam co naturalny. Ale farba ma to do siebie że trochę obciąża włosy. Więc nie będą mi sie puszyć na żaglach. Skoro już żaden facet tego nie czyta to mogę przejść do obgadywania męskiej części forum...
Ale ja nie o tym. Nie mogłam zamknąć łazienki bo amoniak ma to do siebie, że jest trujący. Więc kot się plątał pod nogami, coś mi tej farby kapnęło, kot sobie ufarbował łapę i zanim go dorwałam to zdążył się przebiec po salonie i zostawić kocie łapki na kanapie. Nowej poremontowej kanapie sponsored by daddy. Lakier do włosów, woda utleniona, ocet, wanish. Jakoś zeszło, zostały niewidoczne gołym okiem ślady, ale Kuba i tak potem z lupą łaził żeby na mnie nakrzyczeć. No to nakrzyczał, ślady jak były tak są. Grunt że Tatuś z lupą sprawdzał nie będzie. Ale kot się zrobił tri colorek.
Wszelkie zaległości pokerowe nadrabiam teraz. A właściwie zaraz bo w tym tygodniu niewiele mi się udało pograć. I teraz też mi się nie uda bo jutro w auto i do Czech. Zakopię się w jakimś pokerroomie jak się padre za jakąś moją rówieśniczką obejrzy i będę miała swój urlop i będę sobie tam leżeć rozwalona jak żaba na liściu. Z kartami
Miałam sobie spać do południa, leżeć do góry kołami, grać do rana w pokera. Nic z tego nie będzie. Ojciec mnie zabiera na wyprawę Praga - Budapeszt - Bratysława. Mam nadzieję, że uda się zaczepić o Balaton. Jak zaśnie na fotelu pasażera to go tam wywiozę. I wyobraźcie sobie, że dzwoni do mnie jego druga była już żona i mówi jak ona mi strasznie współczuje. Tydzień to ja z nim wytrzymam, ona z nim wytrzymała 20 lat, to chyba ja jej powinnam współczuć. Ale moja matka mówi że nie ma czego, bo ona za to żywcem do nieba pójdzie.
Potem tydzień na żaglach. I tego boję się jeszcze bardziej. 3 jachty, kilkunastu facetów, dwie dziewczyny. Koszmar.
Szef też był ostatnio na urlopie, dostałam w spadku jego prawa i obowiązki. Więc pojechałam w odwiedziny do naszego drugiego biura. I słyszę od koleżanki że mogę iść do top model. No na pewno, emerytka, wieloryb i konus w jednym
W ramach wakacji wzięłam się też za ufarbowanie włosów. Trochę to przerost formy nad treścią bo kolor jest niemal ten sam co naturalny. Ale farba ma to do siebie że trochę obciąża włosy. Więc nie będą mi sie puszyć na żaglach. Skoro już żaden facet tego nie czyta to mogę przejść do obgadywania męskiej części forum...
Wszelkie zaległości pokerowe nadrabiam teraz. A właściwie zaraz bo w tym tygodniu niewiele mi się udało pograć. I teraz też mi się nie uda bo jutro w auto i do Czech. Zakopię się w jakimś pokerroomie jak się padre za jakąś moją rówieśniczką obejrzy i będę miała swój urlop i będę sobie tam leżeć rozwalona jak żaba na liściu. Z kartami
- nomad
- -#graczroku

- Posty: 1089
- Rejestracja: 02 cze 2012, 09:29
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
- gama
- LEGENDA

- Posty: 2880
- Rejestracja: 06 lut 2009, 18:56
- buba78
- -#VIP

- Posty: 1059
- Rejestracja: 14 sie 2007, 19:21
- mara
- LEGENDA

- Posty: 3121
- Rejestracja: 18 lis 2010, 20:35
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Kota piękna
W takim razie ja swojego też pokażę
WYJAZD Z OJCEM
Ojciec zabrał rowery. Już wiedziałam że będzie źle.
Oczywiście tatuś jest w gorącej wodzie kąpany i musi być pierwszy na drodze. Ma tak odkąd dostał prawo jazdy w 1986 roku. Dzisiaj tylko twierdzi, że on już się nie spieszy, on już nic nie musi udowadniać. Tak twierdzi. Ale ja wiem swoje. On też, bo zaraz mówi, że każdy facet do 40 roku życia jest jak dziecko i że nic na to nie pomoże, ani ciężkie dzieciństwo, ani dziecko na wczesną młodość ani żadne inne przyspieszone kursy dorosłości. No więc jedzie przed nami jakaś kobieta w małym samochodzie, tatuś nie mógł jej puścić przodem, skrzyżowanie, pas do skrętu w lewo, zmiana świateł, ojciec wjeżdża przed nią. Za parenaście metrów już nas goni policja na sygnale. 250 zł, 5 pkt karnych. Zmiana kierowcy. No i się zaczęło. Bo za szybko, bo chaotycznie, bo jak typowa baba. Wiedziałam, że tak będzie, zawsze na wszystkich narzeka nawet jeśli w porównaniu do niego jeżdżą jak Ayrton Senna. Dopiero ostatniego dnia mi powiedział, że jestem jedną z trzech osób na świecie przy których umie zasnąć w samochodzie. Cóż za komplement.
Praga
Ojciec jest zachwycony, ja niekoniecznie. Jazda na rowerze w piekielnym upale, a na rowerze nie siedziałam chyba z 5 lat. Miasto jak miasto, zupełnie nie mój klimat. Ojciec oczywiście obejrzał dokładnie cały dworzec, odwiedził miejsca gdzie kiedyś mieszkał. W dodatku biegle mówi po czesku. Ja nie rozumiem ani słowa. Zrobiliśmy 11 km, wymiękłam.
Bratysława
Miejsce, które mieliśmy pominąć, wszyscy nam odradzali, że nic tam nie ma. No może i nic ale mnie się podobało. Mogłabym tam zamieszkać. Ojciec też pozytywnie zaskoczony. 15 kilometrów na rowerze zanim zarządziłam dezercję.
Balaton
Kolejne miejsce na które ja się uparłam. Przyjechaliśmy wieczorem. Było jak w Turcji. Ale woda strasznie szara. Biologicznie ponoć czysta ale włóż rękę, dwa centymetry pod wodą już jej nie widać. Ojciec mówi, że kąpał się już w takich szambach, że Balaton przy tym jest czysty jak mineralna z butelki. Ale w końcu do wody nie wszedł. Z samego rana o siódmej chciał mnie wyciągnąć na rower. Ale baba jak zobaczy kawałek wody i słońce to jej z opalania nie ściągniesz. Pojechał sam. Powiedział że nie wie o której wróci bo chce objechać Balaton dookoła i że zostawia mi 10 000 forintów. Ile to jest forint urwał nać ? Kupie za to lizaka czy samochód ? Zostawił mnie bez tej cennej informacji. Temperatura powietrza 31 stopni, temperatura wody 27 stopni. Zupa. Rozglądam się po plaży, widać paru ludzi co siedzą nad tym Balatonem minimum tydzień i jeszcze im skóra od tej wody nie zeszła. Mnóstwo Polaków w okolicy. W barze nie znają żadnego cywilizowanego języka. A ja nic nie kumam z madziarskiego. No to wracamy do korzeni i języka migowego. Dla mnie to raj na ziemi. Mam plażę, mam słońce, bar jest dobrze zaopatrzony, nie ma natrętnych Turków i mogę wyjść na ulicę bez burki i bez faceta. Woda jak woda, ostatecznie i tak pewnie lepsza od tej z Bałtyku. I nie muszę zaiwaniać na rowerze.
Budapeszt
Znowu rowery. Na pierwszy ogień dworzec. Jak każdy inny. Ale dla ojca jednak jak ten inny. I mówi "kurczę, stąd mnie pierwszy i jedyny raz w życiu deportowali do kraju." Tak, to akurat był ten raz kiedy matka sprytem załatwiła sobie miejsce w samolocie bez przechodzenia przez odprawę. Ale co będę tatusia dołować. Tu już można się dogadać po angielsku, choć najczęściej jestem brana za Niemkę. Znaczy że mam za słaby makijaż albo on już i tak w niczym nie pomoże. Zaliczone 50 km, ojciec wymiękł pierwszy !!!
ŻAGLE
Meldujemy się w sobotę rano w Niedźwiedzim Rogu. Na tylnym siedzeniu przypięta przez Kubę pasami krata niepasteryzowanego piwa w ilości 24 sztuk. No to jak dołożą do tego wódkę i inne pochodne to powinno im na cały tydzień starczyć. Taaaak... Spotykamy się z resztą ekipy w zatoce Kula po całym dniu pływania na katarynce. Mamy trzy łódki. Nasza ma wymowną nazwę "Wrzaskun", pozostałe dwie to czartery "Antiqua" i "Jantar." Plan jest taki że Jerry ma patent, to jego łódka, jest sternikiem i kapitanem. Kuba jest zastępcą ponieważ coś już w życiu pływał, Marek jest od ciągania linek, ja mam leżeć na dziobie, opalać się, robić za syrenkę i nie przeszkadzać. Wcale mi ta funkcja nie przeszkadza. Warto mieć jednak jakiś swój wkład więc rano jak wszyscy umierają po wieczornej imprezie biorę się za mycie łódki. Południe, decyzja że płyniemy po zapasy bo zostały dwa piwa. Wódka wyszła cała (2x 0,7 cytrynówki). OMG. Kolejne dwa tuziny browarów. Moja opcja opalania nie wyszła z dwóch powodów. Pierwszy był taki że zimno było tak że trzeba było siedzieć w bluzach i w kurtkach, drugi był taki że Marek się okazał kompletną ciapą jeśli o żeglowanie chodzi i komendę "zwrot przez sztag," "wybierz miecz" i "zaknaguj linę" załapałam szybciej od niego. Oczywiście nie dał sobie wytłumaczyć że to nie taksówka i że musi się nauczyć. Kazał nam nie drążyć tematu. Cytrynówka własnej roboty kolegom z drugiego jachtu kompletnie nie wyszła więc wieczorem wszyscy się zważyli jak twarożki niemalże czystym spirytusem. Byłam mądrzejsza, odpuściłam po pierwszym kieliszku, piłam tylko czystą. Skończyło się na tym że o 5 rano zostałam na posterunku sama z Jerrym. Gość 150 kg wagi poległ pierwszy, po czym ja stwierdziłam, że nie mam z kim pić więc też idę spać. Rano nikt nam nie chciał uwierzyć, że go przepiłam. Wypłynęliśmy o 9 rano, wiała mocna trójka, przechyły powodowały, że zastanawialiśmy się wszyscy czy to już choroba morska czy to tylko nocne picie. Przycumowaliśmy w Węgorzewie. Z problemami, bo Kuba mało komuś silnika nie urwał. Ale Kuba na to tylko "jebłem to jebłem, nie drąż tematu." Siedzimy, rozstawiamy namiot, podpływa łódka Preludium. Dziewczyna stojąca na dziobie robi skok na pomost i ląduje w wodzie. Faceci z mojej łódki pędzą ją wyławiać. Po całej akcji ktoś stwierdza że w takich portach to nic tylko wziąć popcorn i patrzeć jakie głupoty ludzie wyprawiają. Ja stwierdzam, że ma rację bo to było tylko Preludium. Wieczorem wykończyliśmy się wszyscy jednym piwem, nikt nie miał siły na więcej. Ekipie z Jantara ktoś ukradł zrywkę. Taki mały czerwony kabelek, który Jerry zawsze chował na noc. Zrywka nie wiadomo do czego konkretnie służy ale silnik uważa ją za niezbedną. W Warszawie takie cudo kosztuje całe 5 zł razem z podatkiem, w Węgorzewie już 30 zł. Ludzie z Antiqui zwierzają się, że przy tych przechyłach ktoś wpadł na genialny pomysł żeby jednak zmyć pokład i utopił wiadro. Druga kobieta z ekipy Klaudia stwierdza, że jeszcze tylko Wrzaskun nic nie zgubił. Jerry notorycznie myli jej imię i mówi Karolina. Następnego dnia mamy zrobić zakupy w Mikołajkach. Cumujemy jako pierwsi, to był ten jeden raz kiedy Jerry wreszcie stał się kapitanem, zwolnił Kubę ze steru i siedział sam. Maszt położony, wyprzedzamy kogoś i Jerry zapomniał że ma z tego powodu dupę parę metrów dłuższą. Jeb. Urwaliśmy komuś achtersztag. Sobie urwaliśmy top. Podchodzi bosman, daje nam telefon do szkutnika, turyści nam robią zdjęcia. No pięknie. Za achtersztag Jerry zapłacił 180 zł, za przyspawanie topa u poleconego szkutnika poszła stówka. Nasz kapitan powiedział, że nie chce tej czarownicy Klaudii-Karoliny widzieć na oczy bo wykrakała. Wypływamy na jezioro, podpływa do nas Antiqua, Jerry wrzeszczy na całe gardło "Karolina nie podchodź!" I mamy już drugi najlepszy tekst tego wyjazdu. Trzeci powstał przypadkiem:
-Jesteś w porządku!
-Chyba Ty!
Tak czy inaczej mieliście rację: tylu facetów razem to jednak przedszkole.
POKER
Wakacje to wakacje, gry nie było wiele choć bardzo chciałam. Ale byłam w Pradze. A tam na środku rynku po dwóch stronach PokerRoomy. "All stakes, every night." To jakiś koszmar, czy Polacy to naprawdę takie matoły żeby im wszystko zabierać bo sobie krzywdę zrobią talią kart i walizką żetonów ? Pograłam ostatnio studa, nawet dobrze to wyszło. Można by to grać na codzień tyle że po jakimś czasie to się robi nudne. Ale fakt - od tego zaczynałam.
WYJAZD Z OJCEM
Ojciec zabrał rowery. Już wiedziałam że będzie źle.
Oczywiście tatuś jest w gorącej wodzie kąpany i musi być pierwszy na drodze. Ma tak odkąd dostał prawo jazdy w 1986 roku. Dzisiaj tylko twierdzi, że on już się nie spieszy, on już nic nie musi udowadniać. Tak twierdzi. Ale ja wiem swoje. On też, bo zaraz mówi, że każdy facet do 40 roku życia jest jak dziecko i że nic na to nie pomoże, ani ciężkie dzieciństwo, ani dziecko na wczesną młodość ani żadne inne przyspieszone kursy dorosłości. No więc jedzie przed nami jakaś kobieta w małym samochodzie, tatuś nie mógł jej puścić przodem, skrzyżowanie, pas do skrętu w lewo, zmiana świateł, ojciec wjeżdża przed nią. Za parenaście metrów już nas goni policja na sygnale. 250 zł, 5 pkt karnych. Zmiana kierowcy. No i się zaczęło. Bo za szybko, bo chaotycznie, bo jak typowa baba. Wiedziałam, że tak będzie, zawsze na wszystkich narzeka nawet jeśli w porównaniu do niego jeżdżą jak Ayrton Senna. Dopiero ostatniego dnia mi powiedział, że jestem jedną z trzech osób na świecie przy których umie zasnąć w samochodzie. Cóż za komplement.
Praga
Ojciec jest zachwycony, ja niekoniecznie. Jazda na rowerze w piekielnym upale, a na rowerze nie siedziałam chyba z 5 lat. Miasto jak miasto, zupełnie nie mój klimat. Ojciec oczywiście obejrzał dokładnie cały dworzec, odwiedził miejsca gdzie kiedyś mieszkał. W dodatku biegle mówi po czesku. Ja nie rozumiem ani słowa. Zrobiliśmy 11 km, wymiękłam.
Bratysława
Miejsce, które mieliśmy pominąć, wszyscy nam odradzali, że nic tam nie ma. No może i nic ale mnie się podobało. Mogłabym tam zamieszkać. Ojciec też pozytywnie zaskoczony. 15 kilometrów na rowerze zanim zarządziłam dezercję.
Balaton
Kolejne miejsce na które ja się uparłam. Przyjechaliśmy wieczorem. Było jak w Turcji. Ale woda strasznie szara. Biologicznie ponoć czysta ale włóż rękę, dwa centymetry pod wodą już jej nie widać. Ojciec mówi, że kąpał się już w takich szambach, że Balaton przy tym jest czysty jak mineralna z butelki. Ale w końcu do wody nie wszedł. Z samego rana o siódmej chciał mnie wyciągnąć na rower. Ale baba jak zobaczy kawałek wody i słońce to jej z opalania nie ściągniesz. Pojechał sam. Powiedział że nie wie o której wróci bo chce objechać Balaton dookoła i że zostawia mi 10 000 forintów. Ile to jest forint urwał nać ? Kupie za to lizaka czy samochód ? Zostawił mnie bez tej cennej informacji. Temperatura powietrza 31 stopni, temperatura wody 27 stopni. Zupa. Rozglądam się po plaży, widać paru ludzi co siedzą nad tym Balatonem minimum tydzień i jeszcze im skóra od tej wody nie zeszła. Mnóstwo Polaków w okolicy. W barze nie znają żadnego cywilizowanego języka. A ja nic nie kumam z madziarskiego. No to wracamy do korzeni i języka migowego. Dla mnie to raj na ziemi. Mam plażę, mam słońce, bar jest dobrze zaopatrzony, nie ma natrętnych Turków i mogę wyjść na ulicę bez burki i bez faceta. Woda jak woda, ostatecznie i tak pewnie lepsza od tej z Bałtyku. I nie muszę zaiwaniać na rowerze.
Budapeszt
Znowu rowery. Na pierwszy ogień dworzec. Jak każdy inny. Ale dla ojca jednak jak ten inny. I mówi "kurczę, stąd mnie pierwszy i jedyny raz w życiu deportowali do kraju." Tak, to akurat był ten raz kiedy matka sprytem załatwiła sobie miejsce w samolocie bez przechodzenia przez odprawę. Ale co będę tatusia dołować. Tu już można się dogadać po angielsku, choć najczęściej jestem brana za Niemkę. Znaczy że mam za słaby makijaż albo on już i tak w niczym nie pomoże. Zaliczone 50 km, ojciec wymiękł pierwszy !!!
ŻAGLE
Meldujemy się w sobotę rano w Niedźwiedzim Rogu. Na tylnym siedzeniu przypięta przez Kubę pasami krata niepasteryzowanego piwa w ilości 24 sztuk. No to jak dołożą do tego wódkę i inne pochodne to powinno im na cały tydzień starczyć. Taaaak... Spotykamy się z resztą ekipy w zatoce Kula po całym dniu pływania na katarynce. Mamy trzy łódki. Nasza ma wymowną nazwę "Wrzaskun", pozostałe dwie to czartery "Antiqua" i "Jantar." Plan jest taki że Jerry ma patent, to jego łódka, jest sternikiem i kapitanem. Kuba jest zastępcą ponieważ coś już w życiu pływał, Marek jest od ciągania linek, ja mam leżeć na dziobie, opalać się, robić za syrenkę i nie przeszkadzać. Wcale mi ta funkcja nie przeszkadza. Warto mieć jednak jakiś swój wkład więc rano jak wszyscy umierają po wieczornej imprezie biorę się za mycie łódki. Południe, decyzja że płyniemy po zapasy bo zostały dwa piwa. Wódka wyszła cała (2x 0,7 cytrynówki). OMG. Kolejne dwa tuziny browarów. Moja opcja opalania nie wyszła z dwóch powodów. Pierwszy był taki że zimno było tak że trzeba było siedzieć w bluzach i w kurtkach, drugi był taki że Marek się okazał kompletną ciapą jeśli o żeglowanie chodzi i komendę "zwrot przez sztag," "wybierz miecz" i "zaknaguj linę" załapałam szybciej od niego. Oczywiście nie dał sobie wytłumaczyć że to nie taksówka i że musi się nauczyć. Kazał nam nie drążyć tematu. Cytrynówka własnej roboty kolegom z drugiego jachtu kompletnie nie wyszła więc wieczorem wszyscy się zważyli jak twarożki niemalże czystym spirytusem. Byłam mądrzejsza, odpuściłam po pierwszym kieliszku, piłam tylko czystą. Skończyło się na tym że o 5 rano zostałam na posterunku sama z Jerrym. Gość 150 kg wagi poległ pierwszy, po czym ja stwierdziłam, że nie mam z kim pić więc też idę spać. Rano nikt nam nie chciał uwierzyć, że go przepiłam. Wypłynęliśmy o 9 rano, wiała mocna trójka, przechyły powodowały, że zastanawialiśmy się wszyscy czy to już choroba morska czy to tylko nocne picie. Przycumowaliśmy w Węgorzewie. Z problemami, bo Kuba mało komuś silnika nie urwał. Ale Kuba na to tylko "jebłem to jebłem, nie drąż tematu." Siedzimy, rozstawiamy namiot, podpływa łódka Preludium. Dziewczyna stojąca na dziobie robi skok na pomost i ląduje w wodzie. Faceci z mojej łódki pędzą ją wyławiać. Po całej akcji ktoś stwierdza że w takich portach to nic tylko wziąć popcorn i patrzeć jakie głupoty ludzie wyprawiają. Ja stwierdzam, że ma rację bo to było tylko Preludium. Wieczorem wykończyliśmy się wszyscy jednym piwem, nikt nie miał siły na więcej. Ekipie z Jantara ktoś ukradł zrywkę. Taki mały czerwony kabelek, który Jerry zawsze chował na noc. Zrywka nie wiadomo do czego konkretnie służy ale silnik uważa ją za niezbedną. W Warszawie takie cudo kosztuje całe 5 zł razem z podatkiem, w Węgorzewie już 30 zł. Ludzie z Antiqui zwierzają się, że przy tych przechyłach ktoś wpadł na genialny pomysł żeby jednak zmyć pokład i utopił wiadro. Druga kobieta z ekipy Klaudia stwierdza, że jeszcze tylko Wrzaskun nic nie zgubił. Jerry notorycznie myli jej imię i mówi Karolina. Następnego dnia mamy zrobić zakupy w Mikołajkach. Cumujemy jako pierwsi, to był ten jeden raz kiedy Jerry wreszcie stał się kapitanem, zwolnił Kubę ze steru i siedział sam. Maszt położony, wyprzedzamy kogoś i Jerry zapomniał że ma z tego powodu dupę parę metrów dłuższą. Jeb. Urwaliśmy komuś achtersztag. Sobie urwaliśmy top. Podchodzi bosman, daje nam telefon do szkutnika, turyści nam robią zdjęcia. No pięknie. Za achtersztag Jerry zapłacił 180 zł, za przyspawanie topa u poleconego szkutnika poszła stówka. Nasz kapitan powiedział, że nie chce tej czarownicy Klaudii-Karoliny widzieć na oczy bo wykrakała. Wypływamy na jezioro, podpływa do nas Antiqua, Jerry wrzeszczy na całe gardło "Karolina nie podchodź!" I mamy już drugi najlepszy tekst tego wyjazdu. Trzeci powstał przypadkiem:
-Jesteś w porządku!
-Chyba Ty!
Tak czy inaczej mieliście rację: tylu facetów razem to jednak przedszkole.
POKER
Wakacje to wakacje, gry nie było wiele choć bardzo chciałam. Ale byłam w Pradze. A tam na środku rynku po dwóch stronach PokerRoomy. "All stakes, every night." To jakiś koszmar, czy Polacy to naprawdę takie matoły żeby im wszystko zabierać bo sobie krzywdę zrobią talią kart i walizką żetonów ? Pograłam ostatnio studa, nawet dobrze to wyszło. Można by to grać na codzień tyle że po jakimś czasie to się robi nudne. Ale fakt - od tego zaczynałam.
Ostatnio zmieniony 12 wrz 2012, 20:26 przez iza_doria, łącznie zmieniany 1 raz.
- mara
- LEGENDA

- Posty: 3121
- Rejestracja: 18 lis 2010, 20:35
iza_doria pisze: To jakiś koszmar, czy Polacy to naprawdę takie matoły żeby im wszystko zabierać bo sobie krzywdę zrobią talią kart i walizką żetonów
Nasz kraj jest niestety częściowo zakompleksiony i jak czegoś nie ogarniamy, to rezygnujemy bądź zabraniamy. W tym przypadku zabronione!
iza_doria pisze: W takim razie ja swojego też pokażę
Tfu, tfu, tfu aby nie zauroczyć. Zajefajny
Takie to wakacje

Ostatnio zmieniony 23 sie 2012, 18:36 przez mara, łącznie zmieniany 1 raz.
- Gns
- -#VIP

- Posty: 1560
- Rejestracja: 03 maja 2009, 19:56
Jak zawsze fajny wpis na blogu iza. Moja dziewczyna za taki rowerowy wypad pewnie by dużo dała
Ja bym wolał każdy browar w tych miastach zaliczyć
.
Co do tego Balatonu to się dziwne, bo mój ziom był 2 tyg temu i mówił, że aż się dziwi... niby jezioro a woda czysta i przejrzysta jak w morzu.. tylko kilometr trzeba iść żeby po pas się zanurzyć
Aa no i że drogo bardzo.
W ogóle to pozdrawiam z Węgorzewa
Wiesz, tak drogo niestety jest bo u nas sezon trwa 2 miesiące :/ Też nad tym ubolewam, ale niestety Mazury to nie Morze i Góry.
Im impressed. Nawet nie mam pojęcia jak się w to gra
Co do tego Balatonu to się dziwne, bo mój ziom był 2 tyg temu i mówił, że aż się dziwi... niby jezioro a woda czysta i przejrzysta jak w morzu.. tylko kilometr trzeba iść żeby po pas się zanurzyć
W ogóle to pozdrawiam z Węgorzewa
Wracamy do domu, Kuba nie przelali wypłaty bo się księgowa pomyliła, trzeba na szybko zapłacić jeden rachunek za prawie 8 stów. Siadam do tego pokera, bo co mam robić. Stud. Po 5 godzinach mogę już zlecić wypłatę żeby na ten rachunek starczyło.
Im impressed. Nawet nie mam pojęcia jak się w to gra
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Gns pisze:Co do tego Balatonu to się dziwne, bo mój ziom był 2 tyg temu i mówił, że aż się dziwi... niby jezioro a woda czysta i przejrzysta jak w morzu.. tylko kilometr trzeba iść żeby po pas się zanurzyć Aa no i że drogo bardzo.
Wiesz, woda nie jest brudna. Ona jest czysta ale jest szara bo tam nie ma piasku tylko taka glinka jakby. I trochę mułu. Żeby się zanurzyć to pas to akurat wystarczy zejść z pomostu ale żeby coś głębiej to już tylko na środku jeziora. Czy drogo... Myślę, że nie ma dramatu, piwo na plaży było po 500 madziarskich forintów, ale można też było znaleźć bar gdzie dawali za 350 forintów. Z tego co wiem 1000 forintów to zdaje się ok 4€ z groszami.
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
iza_doria pisze:Zrywka nie wiadomo do czego konkretnie służy ale silnik uważa ją za niezbedną.
Skup się Iza, bo to jest jeden z nielicznych momentów, w których ateista mówi: O BOŻE!
Jak to nie wiadomo do czego służy?! Jak sama nazwa wskazuje kurna! Do zrywania zapłonu! Ciągniesz z linkę, bzium, silnik przestaje pracować. Czasami w sytuacjach kryzysowych, szczególnie jak się Warsiawka (już czuję w powietrzu ostrą jadkę
Druga istotna funkcja owej "zrywki" to szansa na odratowanie silnika, jeśli z różnych przyczyn dojdzie do jego kontaktu z wodą. Powiedzmy (macie to z Kubą niemalże wytrenowane do perfekcji, z tego co czytałem
No to tak pokrótce, bo jak to przeczytałem, to aż zagrzmiały niebiosa!
Ale całkiem zgrabny wpis na blogu, tak swoją drogą
PS. Jak czerwonką zrywkę posialiście, to pewnie mieliście silnik Mercury Sail Power?
Ostatnio zmieniony 27 sie 2012, 16:38 przez drynk, łącznie zmieniany 1 raz.
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
iza_doria pisze:A znajdź mi czarter bez Mercurego
Nie wiem co ma kolor zrywki do marki silnika, bo u nas "kędziorek" był czerwony a silnik był Hondy. Ale nasza łódka nie była czarterem więc silnik dostała lepszy.
Jerry coś pomstował cały wyjazd, że lepiej mieć siostrę w burdelu niż brata na Hondzie.
Hehe, mam Mercurego na stanie podpiętego do żaglówki, i szczerze mówiąc nie licząc jego ostatnich wybryków, spisywał się świetnie. Jego popularność na mazurach mówi sama za siebie, także w kategorii cena/jakość to naprawdę porządna konstrukcja, więc bym go tak nie skreślał. A że zawsze do niego dają czerwone linki bo ładnie się komponują ze standardowo czarnym kolorem z czerwonymi napisami, to tak mi się jakoś skojarzyło. Ale to był strzał na ślepo jak z 27o.
Z tą siostrą w burdelu i bratem na hondzie, to dość radykalna, ale chwytliwa idea
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
Hmm, no ja bym go właśnie skreśliła bo Jantar miał spore problemy z takim właśnie silnikiem, nawet w porcie skąd brali łódkę im powiedzieli, że te silniki generalnie są do... do niczego się nie nadają czym sami sobie w kolano strzelili bo potem Jantar się łatwo wymigał od potrącenia złotówek z kaucji.
Zapalony żeglarz ?
Ja się właśnie zastanawiam nad zrobieniem patentu
Zapalony żeglarz ?
Ja się właśnie zastanawiam nad zrobieniem patentu
- drynk
- LEGENDA

- Posty: 3631
- Rejestracja: 04 cze 2008, 17:04
Nam przez 3sezony (w tym dwa pływania po Mazurach - kanały itd.) spisywał się bez zarzutu. Dopiero teraz coś mu nie bangla i trzeba będzie powalczyć z regulacją gaźnika. Generalnie każdy sprzęt* jest niezły pod warunkiem że się z nim w miarę pieszczotliwie obchodzi. Trzeba czasami jakąś poezję poczytać silnikowi, zaśpiewać szantę od początku do końca, to go uspokaja
Ciężko mnie określić takim mianem. Nie jestem żeglarzem, który zajarał się żeglarstwem wczoraj, czy 2lata temu. Mój tato zbudował niewielki jacht jak się urodziłem i od tamtego czasu mam ciągle kontakt z żeglarstwem. Patent robiłem siakoś 10 lat temu, więc jakieś tam doświadczenie na wodzie mam. Aczkolwiek i tak pływam mniej niż bym chciał, bo ciężko uzbierać solidnych ludzi na Mazury -> patrz blog.
*oprócz ruskiego Witieroka, na którym pływaliśmy wcześniej - boże uchowaj przed tym ustrojstwem!
iza_doria pisze:Zapalony żeglarz ?
Ciężko mnie określić takim mianem. Nie jestem żeglarzem, który zajarał się żeglarstwem wczoraj, czy 2lata temu. Mój tato zbudował niewielki jacht jak się urodziłem i od tamtego czasu mam ciągle kontakt z żeglarstwem. Patent robiłem siakoś 10 lat temu, więc jakieś tam doświadczenie na wodzie mam. Aczkolwiek i tak pływam mniej niż bym chciał, bo ciężko uzbierać solidnych ludzi na Mazury -> patrz blog.
*oprócz ruskiego Witieroka, na którym pływaliśmy wcześniej - boże uchowaj przed tym ustrojstwem!
- iza_doria
- LEGENDA

- Posty: 2762
- Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28
No cóż, my za rok planujemy kolejny wypad, więc jakby co możesz dołączyć, a z własną łódką to już w ogóle będziesz mile widziany
Ale bez wędki bo nie mogę na to mordowanie patrzeć..
Co do czytania bajek silnikowi - łódka się nazywała Wrzaskun, nazwa zobowiązuje więc silnik poezji posłuchał i owszem ale podwórkowej
Ale bez wędki bo nie mogę na to mordowanie patrzeć..
Co do czytania bajek silnikowi - łódka się nazywała Wrzaskun, nazwa zobowiązuje więc silnik poezji posłuchał i owszem ale podwórkowej
Wróć do „Mój pokerowy mini blog”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości
Na terytorium Polski poker online moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie Ministra Finansow. Gra w pokera u operatorow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow jest zabroniona i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.
