The sky is never the limit !

Miejsce w którym możesz sobie założyć własny wątek i na bieżąco dzielić się z innymi swoimi sukcesami, porażkami i przemyśleniami. Forum widoczne po 20 postach. Ponad 300 blogów polskich graczy.
Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 25 lis 2014, 03:32

Miało być tak, że pierwszy śnieg Was dopadnie jak ją będę grzała tyłek w Egipcie. Niestety nic z tego nie wyszło bo nie wiem jak u Was ale u mnie właśnie pada. Wylatuję w czwartek.

Ja: nie wiem czemu w tych wszystkich kurortach biorą mnie za Niemkę.
Glory: ja też nie rozumiem, za brzydka jesteś na Niemkę.

Wściekam się na smartphona bo mi nie daje grać w małpy więc chciałam go zsoftować ale przez kompa się nie da. Ale próbowałam chociaż zrobić backup aplikacji bo nie po to zrobiłam w jednej gierce 192 levele żeby ją od nowa przechodzić. Chciałam to zgrać na tablet ale też nie szło. I wtedy przez przypadek odkryłam w tej gierce logowanie... I teraz mogę mieć ten 192 level wszędzie. Tylko czemu wcześniej na to nie wpadłam. Tym bardziej nie wiem czemu mnie biorą za Niemkę. Za głupia jestem na Niemkę.

Awatar użytkownika
Glory
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 9186
Rejestracja: 04 mar 2005, 12:14

Postautor: Glory » 25 lis 2014, 12:35

Niektorym to za dobrze - iza_doria, a zeby Ci tak w Egipcie tez ten snieg spadl :P.

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 25 lis 2014, 17:22

Glory, dopiero wstałeś ? :) To pamiętaj żeby zaraz po wstaniu się obudzić. Albo przynajmniej zjeść snickersa :)

"Kto musiał wstawać wcześnie a kto mógł spać za długo" - tym drugim dopiero jest ZA dobrze :)

Awatar użytkownika
Glory
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 9186
Rejestracja: 04 mar 2005, 12:14

Postautor: Glory » 26 lis 2014, 00:27

Obrazek

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 26 lis 2014, 11:40

Chyba przed żadnym wyjazdem jeszcze nie byłam tak bardzo w proszku jak jestem teraz. Panie to chyba będę suszarką suszyć, pakować się będę na zasadzie "cała szuflada do walizki jak leci" i mam nadzieję, że się zaraz nie okaże, że brakuje mi czegoś czego nie można kupić w Tesco 24h. Kilku klepek na przykład. Bo ja nawet nie wiem gdzie mam paszport.

Wstawiłam wczoraj pranie. I siedzi potem ten leniwiec na kanapie i morduje małpy bo się przeraził jak pomyślał "włosy trzeba ufarbować, paznokcie pomalować, zacząć się pakować, paszport znaleźć, netbooka ogarnąć..." A tam Michał z Konstancina dzwoni, że jest w pobliżu i że wpadnie na chwilę. No dobra, chwila mnie nie zbawi.

Siedzimy, gadamy a Hanka pisze jakiegoś zdesperowanego SMSa, że właśnie oddała klucze do swojego mieszkania, że się przeprowadzili do jakiegoś wynajętego mieszkania, teraz się będą za kupnem domu oglądać. Parapetówkę trzeba zrobić. Nie jutro, dziś. Szalony pomysł. Jedziemy ?

Ja: Michale, to jest Mira dziecko, Ty się zastanów 8 razy !
Michał: Już się zastanowiłem, wszystkie 8 na tak !

I pędzimy z Michałem do Konstancina z zaopatrzeniem po jednym piwie dla mnie, Hani i jej męża. Jedno piwo i spadam do domu się pakować.

Humory mamy najlepsze na świecie, anegdoty o moim ojcu gwarantują rozkręcenie każdej naszej imprezy. Jak również te o Heniu - człowieku bumerangu, o którym już było na tym blogu w czasach mojego remontu. Otóż Henio pije na potęgę, co doprowadza mojego ojca do białej gorączki, jednak w chwilach trzeźwości nie da się go zastąpić jeśli o pracę chodzi. Więc ojciec po tysiąckroć go zwalniał i przywracał do pracy. Do tego stopnia, że jak ich ciche dni trwały dłużej niż tydzień i ojciec na jego miejsce kilku innych ludzi zatrudnił to nie mógł znieść tego jak długo im to idzie. A komentarza Michała "Henio już by trzy razy się upił, wytrzeźwiał i zrobił" nie mógł wytrzymać jeszcze bardziej.

Jedno piwko i do domu ale oto wpadam na pomysł, że po co mam w nim sama siedzieć. Przekonuję Hanię, żeby się pakowała, zrobimy sobie jeszcze jedno piwo u mnie, Michał i tak będzie potem wracał. Jedyny mankament jest taki, że jest jakoś po północy, a Hania ma na 7 do pracy. Ale koniec końców jedziemy. Oni mi rozbisurmaniają koty, a ja wieszam to pranie. Piwa już żadnej z nas się nie chce, pijemy pokrzywę i się kłócimy której się od tego siana bardziej zmarszczki wygładzają. Na stole leży farba do włosów i Hania chce się we fryzjerstwo bawić. To idę się przebrać i farbujemy. W tym czasie Michał usypia. Jak skończyłyśmy to się ogarnęłyśmy, że jest grubo po trzeciej i że lepiej iść z marszu do pracy bo inaczej będziemy trupami. Ja jeszcze podczas zmywania farby sobie pokolorowałam paznokcie w ciemne ciapki więc od razu złapałam za czerwony lakier i z głowy.

Hania: Ja się idę wykąpać a Ty coś przygotuj. Zdjęcia, znaczki, no nie wiem, zaskocz mnie czymś !
Ja: Ok, mam coś takiego.

I ciągnę przez całe mieszkanie obrzydliwie wielkie i ciężkie pudło wypełnione po brzegi samymi lekkimi rzeczami. Otwieram przed Hanią i sama jestem w szoku ile tego jest. Podkładki pod piwo. Tektura z całego niemal zakresu historii i geografii piwowarstwa. Hanka się tak zachwyciła, że aż Michała obudziła.

Próbujemy się trzymać, została z godzina do czasu kiedy będą musieli wyjechać żeby na siódmą Hankę pod przedszkole dostarczyć. Michał ma na ósmą. Ja też, pytanie czy jak wyjdą to iść spać czy co ze sobą zrobić. Nic z tego, usypiamy wszyscy przy włączonym telewizorze, zapalonym świetle i przy brykających kotach za jakąś mega turbo irytującą brzęczącą zabawką, którą gdzieś wynalazły pod kanapą. Ktoś rozsądnie nastawił budzik. Na 5:30. Hanka wstaje się ogarniać a ja co chwilę pół przytomna walczę z tym budzikiem na smartphonie bo sobie wgrała jakąś durną aplikację, że jak dzwoni to się pojawia punkt który trzeba wcisnąć żeby wyłączyć i ten punkt za każdym razem ucieka spod palca. Za 5 razem gdzieś tak dopiero się udaje. Jak tu wstać prawą nogą jak irytuje człowieka już sam proces włączenia 5-minutowej drzemki...

Wyszli a ja wracam do łóżka. Mój budzik dzwoni o siódmej. I już z automatu próbuję klikać na bezdurno cokolwiek, jakąś szansę mam, że to ustrojstwo się wyłączy. Może lepiej, że się nie ogarnęłam, że to mój telefon bo bym tak spała i przez sen ten telefon wyłączała co najmniej do 16 po południu. A tak to sobie trąbił aż wyczerpał moje pokłady cierpliwości. O 7:45 wyczerpał.

O 8:08 jak już dotarłam do pracy to sobie uświadomiłam, że w sumie nie taki zmarnowany wieczór. Pranie zrobione, tyle że mokre i tyle że jedno, włosy ufarbowane, paznokcie pomalowane, netbook ogarnięty. Tylko się spakować i znaleźć paszport. Ok. 8:30 dostaję SMSa od Hanki "Michał pierwszy raz w życiu zaspał do pracy. Mina Twojego ojca - bezcenna"

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 08 gru 2014, 00:11

PROLOG

Ojciec się uparł, że pojedziemy moim samochodem na lotnisko bo swój musi oddać do naprawy. Nie chciał się przyznać co się stało, ale Michał opowiadał, że jakąś stłuczkę miał, ale do winy się nie przyznał, młody koleś nie miał siły przebicia więc z poszkodowanego stał się sprawcą. Cały ojciec.

A ja mam dość,
Ja tańczę po niebieskim niebie
I szlaki już przecieram
Ode mnie do Ciebie
I niecierpliwie myśli zbieram do podróży
Żeby w podróży wolnością je odurzyć

PAMIĘTNIKI Z WAKACJI. CZĘŚĆ DRUGA.
Co zdarza się raz, może już nie przydarzyć się nigdy więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno i trzeci.

Będzie o pływaniu nocą w basenie, będzie o klubach dla gejów, będzie o pedofilii, będzie o konfliktach z ojcem i o najnudniejszych wakacjach życia.

Zaczęło się na lotnisku, przy wysiadaniu z samochodu.
Ja: Szybę zamnkij bo zapomnisz.
Ojciec: Nie zapomnę.
Ja: Drzwi z tyłu zamknij.
Ojciec: Agnieszko, do cholery, jestem dorosły, pamiętam o pewnych rzeczach !

Ja: A radio ? Pamiętałeś żeby wyłączyć ?
Ojciec: Nic nie wyłączałem.
Ja: Mówiłeś, że jesteś dorosły i pamiętasz o pewnych rzeczach !
Ojciec: Ale o radiu nic nie mówiłaś !

Ja stoję w kolejce do odprawy, a ojciec biegnie do tego radia. Wtedy ja sobie przypomniałam, że przecież ja wyłączyłam bo wiedziałam, że zapomni. Ale dobrze, niech sobie pobiega. Z ojcem jest jak z agresywnym psem. Jak nie wyładuje energii biegając to zeżre właściciela.

Lotu do Egiptu żadne z nas nie pamięta. Każde się rozwaliło na trzech fotelach przy wyjściu awaryjnym bo wszystkie oprócz naszych były wolne i spać. Nagle zrobiło się ciepło. Informują nas, że czeka na nas bus nr 5. A bus nr 5 to... samochód. Zupełnie zwyczajny, nawet bez tabliczki taxi. Oblegany ten hotel, na 140 ludzi z samolotu tylko my tam jedziemy ? W hotelu jednak spotykamy dwóch chłopaków z tego samego lotu, ale oni mieli jechać autokarem. Tyle że im nie chcieli zabrać desek do kite'a bez dopłaty więc się wypięli i przyjechali taksówką.

Leżaczek, opalanie. Filtr 30. Jestem opalona ale nie spalona. Znaczy się za wysoki filtr. Nie może tak być. Wieczorem jedziemy do miasta po internet. Ojciec zamawia tuk-tuka. Szukamy po całym mieście sklepu gdzie to robią. Ojciec mówi, że to nie takie proste, że w zeszłym roku w Hurghadzie to ten arab Michał mu powiedział, że coś takiego jest i go zawiózł do jedynego sklepu w mieście gdzie to robią. W końcu mamy, wracamy do hotelu tuk-tukiem. Koleś jedzie ile fabryka dała, trąbi na wszystko po drodze, odpala jakieś losowe melodyjki z trzech klaksonów. Koszmar. Cud, że to się nie rozpadło. Cud, że nie czyta się codziennie w gazetach, że paru Polaków ubyło z piramidy demograficznej bo tuk-tuk zgubił koło na wybojach.

Meldujemy się na wieczornych animacjach przy basenie. Ojciec zorganizował ekipę na picie... w swoim wieku. Komornik z żoną-lekarzem i jeszcze jakaś para. Nie no... Ale idziemy na dyskotekę, oni tańczą ze sobą a my z ojcem trenujemy salsę i bachatę. Jakaś Niemka mnie zaczepia, że jesteśmy doskonałą parą. Po niemiecku mnie zaczepia. Tu w ogóle niemiecki jest językiem domyślnym, 90% obłożenia to Niemcy, 8% Polacy i reszta jakieś mniejszości. Ale nie ma Ruskich. Fajnie, ja ją zrozumiałam, ale ona angielskiego nie zna nawet na tyle, żeby zrozumieć, że to mój ojciec. Ale to nic, nafutrowałam ginu z tonikiem do tego stanu, że nawet mi dobrze ten niemiecki wychodzi. Ba, to ten stan, że dajcie mi tu francuza a mimo, że znam tylko kilka słów to porozmawiam z nim o fizyce kwantowej. W normalnym stanie po francusku to ja nic z tego nie rozumiem. Co innego po polsku. Też nie rozumiem. Siedzę z tą Niemką i jej znajomymi do późnej nocy, ale jak ojciec się zabiera to ja też. I robi się jasno.

Na basenie się do mnie znowu dosiadają i znowu szprechają a ja... rozumiem większość ale już nic nie powiem. Ni cholery nie ogarniam. Więc tak sobie dukamy, trochę niemieckiego, trochę angielskiego. Wolę ich jednak unikać resztę wyjazdu. Cały tydzień jesteśmy jak te statki które mijają się nocą.

Ships that pass in the night, and speak each other in passing,
Only a signal shown and a distant voice in the darkness;
So on the ocean of life we pass and speak one another,
Only a look and a voice, then darkness again and a silence.

Okazało się, że komornik poznany przez Tatusia pływa też na kite surfingu. Tego dnia jadą na wake'a. Taki kite bez latawca. Ryjówka bez ryjka. Dziobak bez dzioba. Czy ktoś widział dziub dziuba, jak wygląda dziub dziub... Anyway, jadę z nimi, chętnie popatrzę jak się Tatuś przewraca i wpada po łeb, po szyję do wody. Spotykamy się przy recepcji, ojciec wzywa dwa tuk-tuki a ja rozmawiam z tymi dinozaurami.

Andrzej: No cześć, jak tam ?
Ja: W porządku, dziękuję.
Andrzej: Jakieś wolne w szkole, jakieś ferie teraz macie ? Do której Ty klasy w ogóle chodzisz ?

Przyjeżdża pierwszy tuk-tuk i jako że mają płacone od osoby niezależnie od odległości w granicach miasteczka to koleś nalega, że zabierze nas wszystkich. 4 osoby w 2-osobowej czortopchajce. Wchodzimy do tego ośrodka wake'owego a babka do nas "dzień dobry." Polka, usłyszała, jak mówimy coś po polsku. I zaraz druga przybiega. I jescze jedna. Się urządziły, całe życie na wakacjach. Byle nie z tatusiami, jak ja. Adam z ojcem zasuwają na tych linkach a my z Andrzejem siedzimy na leżakach i się zaśmiewamy do łez jak wpadają do wody gdzieś po środku wyciągu i muszą zasuwać piechotką 20 minut albo wpław wśród innych, którzy jeszcze się trzymają. Ojciec jest wnerwiony bo Adamowi idzie niezaprzeczalnie lepiej.

Potem idą jeszcze na tenisa. Adam proponuje jakiś zakładzik na kasę i ojciec jest o krok od grubego podbicia stawki. Ale w końcu grają za darmo. I ojciec wychodzi z tego tenisa wściekły bo się okazało, że Adam zanim poszedł na komornika to najpierw skończył AWF. Ale jest też zadowolony, że kasy nie przegrał. Od tej pory za dnia są właściwie nierozłączni.

I robi się ciemno. Wieczorne animacje przy basenie, siedzimy dziś z młodymi chłopakami, tymi co lecieli tym samym samolotem. Bartek, lat 31, Filip, lat 20. Branża reklamowa. Ten pierwszy załatwia scenografię do seriali i reklam, tego drugiego rodzice wynajmują dom pod seriale i reklamy. I tak się poznali. Filip - zarozumiały narcystyczny banan, ciężki do zniesienia. Bartek - kompletnie w Filipa zapatrzony, co Filip powie to on wprowadza w życie. Pod koniec wyjazdu ojciec stwierdził, że jak Filip idzie spać to Bartek w ciągu pięciu minut też leci bo musi Filipowi loda na dobranoc zrobić. Ale, że to jedyne młode polskie towarzystwo to nie ma co wybrzydzać, tydzień się z nimi wytrzyma.

Bartek: Wiesz, nie obraź się ale my myśleliśmy, że jesteście parą.
Ja: Luz, wszyscy tak myślą.

Bartek: Filip ma 20 lat to on jest z 1996 roku !

LOL, dobrze że Glorego tu nie ma bo by się kłócił, że musi być z 2000 roku.

Bartek: Ale Twój ojciec jest złodziejem, nie ?
Ja: No co Ty gadasz ?
Bartek: Jest złodziejem, wszystkie gwiazdy z nieba ukradł i ukrył je w Twoich oczach !
Ja: Uuuuuuu, jaki tekst !!!
Bartek: Ale bolało, nie ?
Ja: Jak spadłam z nieba, tak ?
Filip: Musiało boleć, bo spadłaś na ryj !
Ja: Uuuuuuu !!!

Robi się noc, ojciec się zmywa.

Ja: A pływaliście kiedyś w nocy w basenie ? Nie ? No to musicie spróbować !
Filip: Dawaj, wrzucimy Bartka !

I Bartek już pływa. Filip zdążył się rozebrać do bokserek i też pływa. I próbują mnie ściągnąć do siebie. Mówię, że zimno jest, nie idę się przebierać, a w jeansach nie pływam bo mam jedne a tu jest zimno wieczorami. I siedzę sobie dalej śmiejąc się z nich. Ojciec się pojawia, smieje się z tego co widzi i odchodzi powoli. W tym czasie Bartek wyskakuje z wody, ściąga z siebie wszystko do bokserek i krzyczy do ojca:

Bartek: Mirek, możemy ściągnąć Twojej córce spodnie ?!

A ojciec nawet się nie odwrócił, podniósł do góry rękę, że się zgadza i zniknął.

Bartek: Bluzki nie musisz zdejmować jak nie chcesz, ale spodnie zdejmij bo zamarzniesz jak nie wyschną do jutra.

Dobra, whatever, ściągam te spodnie i pływamy chwilę. Chyba pół hotelu śmiechem obudziliśmy. Ja wychodzę, zabieram wszystko i spadam do pokoju. Nie wiem co z nimi dalej. Ojciec jeszcze nie śpi, a ja muszę ściagnąć te mokre ciuchy i szybki prysznic.

Ojciec: Wyłaź z tej łazienki bo zaraz się spompuję w portki !
Ja: Nie mogę się doczekać, żeby to znajomym opowiedzieć !
Ojciec: Ale to Twoje portki !

I robi się jasno. Ojciec poszedł na kite'a. I wrócił tylko po to żeby mi zrobić awanturę, że dlaczego nie poszłam na aerobik wodny. Ze starymi Niemkami kurde. 100 kg+.

Ja: Tato, kup sobie okulary już, ja bym się zmieściła w jedną nogawkę spodni tych Niemek.
Ojciec: No pewnie że byś się zmieściła, Ty szczupła mysza jesteś !
Ja: To po co mi mówisz ciągle, że gruba jestem ?!
Ojciec: Żebyś tyle klusek nie jadła ! Pedałuj na aerobik to ich zrzucisz trochę.

O nie nie... Na fitness wieczorem pójdę. Ale wieczorem ojciec powtarza gadkę, tyle tylko że o fitness. Więc już mi się nie chce tam iść. Ostatecznie idę, tak jakbym tam szła za karę, zamiast się śmiać jak wszyscy tam to mi się chce płakać. Ale dziewczyny w miarę młode, ogarnięte więc nie mam poczucia, że jestem jak stara Niemka. Chociaż tyle.

Wieczorem Bartek mówi, że portfel w tym basenie zgubił, na recepcji się znalazł, wszystko mokre w środku. Dał 200€ znaleźnego, a i tak się cieszy, że cała reszta jest. A swoją drogą ciekawe z kim oni jeszcze w tym basenie potem pływali bo ojciec mówi, że go zaczepił jakiś beżowy i pyta czy portfela nie zgubił. Ojciec, że nie zgubił, a czemu podejrzenie, że to on ? Bo w środku były same polskie pieniądze.

Bartek: Mirando, sprawdzałeś, jakie animacje są dziś wieczorem ?
Ojciec: Dzisiaj jest konkurs, latamy wszyscy z podbierakami i szukamy portfeli w basenie !

Idziemy sobie wszyscy na kolację. Mamy w hotelu miejscowego rudego kota. Śliczny, ale straszny żebrak.

Ja: O, kiciuś !
Ojciec: Daj go kucharzowi, tam na kuchni go od dłuższego czasu szukają !

Filip sobie wziął z dekoracji dwie papryczki. Zielone. Już po wyglądzie widzę, że to nie jest dla ludzi o delikatnym żołądku. Filip sam nie chce, tylko próbuje wszystkich wkręcać, że lajtowe, że słodkie nawet. Ja nie chcę gryza. I ojciec też w końcu inteligentny człowiek. Ale Bartek... Po chwili twarz ma czerwoną, łzy to mu nawet uszami wypływają i jeszcze pozbierał ze stołu wszystkie serwetki, zakrył usta a ja mu latałam po kolejne bo ślinotoku dostał. Wodę to mu wszyscy po kolei przynosili. Wszyscy się śmiejemy z niego a najbardziej Filip, który mówi, że jeszcze go kucharz wzrokiem odprowadzał jak zobaczył, że te papryczki bierze.

A i tak najlepsza była historia zaginionej tarty. Tego dnia zrobili genialną pomidorową. Nie wiem czy Niemcy tak za nią szaleli, ale była ewidentnym hitem wszystkich wieczornych rozmów między Polakami. Kto nie zjadł minimum czterech talerzy ten nie był zbyt wysoko tego wieczora poważany. Tak więc i u nas chłopaki wzięli sobie pomidorówkę, potem jakieś danie główne i jednocześnie przynieśli sobie tartę z owocami. Kawałek już któryś zdążył spróbować. Po czym obaj poszli po dokładkę pomidorowej. Ja z ojcem byłam wtedy przy stole. W ogóle cały czas ktoś był więc by tej tarty nie dał sprzątnąć. A jednak zniknęła.

Ja: Mój ojciec Wam ją wszamał, na bank. U nas na większości rodzinnych imprez się powtarza historię o tym jak kiedyś miał do nas przyjechać mój ojciec chrzestny i matka po ciasto do cukierni poleciała. Ale stare czasy, mieli tylko bezy. To matka, nie wiedząc ile to waży powiedziała, że chce kilogram i nie miała odwagi się wycofać jak zobaczyła, że jej tego sypią do trzech wielkich reklamówek. Przytargała do domu, a faceci to w dwie godziny we dwóch opchnęli.

Wieczorne animacje. Movie quiz. Siedzimy blisko sceny; shisha, drineczki. Nikt się nie napala na ten quiz, a ja to już w ogóle nie bo jestem słaba z filmów. Koleś puszcza muzykę i trzeba zgadnąć co to za film. To już łatwiej. Pierwszy leci jakiś oczywisty, wszyscy to znają, ale nam się na scenę nie spieszy. Jakiś Niemiec wygrywa. Drugi kawałek. Trudny, ale szybko się orientuję, że to z jakiejś kreskówki Disneya. Dzielę się tym spostrzeżeniem przy stole, ale nikt nie wpada co to jest. Kawałek już dość długo leci. W końcu mam, biegnę na tę scenę.

Animator: Hello ! What is your name and where are you from ?
Ja: Agnieszka, I'm from Poland.
Animator: And the right answer is...
Ja: Alladin !
Animator: Yes !!!

I dostaję jakiś żeton. No tak, fortece żetonów to ja lubię mieć przed sobą. Ale tu miałam odpocząć od pokera. Zgaduję te filmy jak szalona, co chwila latam w szpilkach po schodach. A Bartek lata w klapkach bo mu normalne buty od wczoraj nie wyschły. Często głośno myślę przy stole, bo niektóre nie są takie oczywiste.

Ja: Uuuu, to jest ta... no... Madonna... "Don't cry for me Argentina" ale z jakiego to kurde filmu było...

Ojciec się poderwał, biegnie na scenę, ale udaje ślepego, maca rękami schody.

Animator: Hello ! What is your name and where are you from ?
Ojciec: I'm Gay, I'm from Romania, I'm blind and I'm a welder.

Wszyscy się śmieją, ale u nas akurat Bartek nie zna angielskiego. Tłumaczymy mu co ojciec powiedział i śmieje się najgłośniej ze wszytkich tyle, że dwie minuty później niż wszyscy.

Zgaduję jeszcze Dirty Dancing, Titanic, Mission Imposible, Spiderman, Independence Day i parę innych trudniejszych których nie pamiętam. Pod koniec, po 24 piosenkach ja mam 11 żetonów, ojciec ma 6, Bartek ma 3 a reszta to jakieś pojedyncze sztuki u Niemców. Wygrywam voucher na 20 minutowy masaż dla dwóch osób. Daję go ojcu, niech nas zapisze. To nas zapisał, dopłacił do pełnej godziny. Fajnie było, pełen relaks.

Siedzimy któregoś dnia przy basenie ze starszymi Polakami i ojciec opowiada:

Ojciec: Pojechałem kiedyś z kumplem do Grecji, idziemy jakąś ulicą, pełno gejowskich knajp. Zastanawiam się jak my tam do cholery trafiliśmy. Wchodzimy do jakiegoś lokalu normalnie wyglądającego, zamawiamy piwo, ale za chwilę widzimy jak się kolesie obmacują po kątach. No nie, ja wychodzę. Kumpel mówi, że dopijemy i pójdziemy ale ja tam nie chcę ani minuty spędzić, mówię że poczekam gdzieś dalej i wychodzę. Siadam w jakiejś knajpce na końcu, siedzi kilku facetów ale samych więc wszystko wygląda ok. Podchodzi kelner, mówię że nic nie chcę, czekam na kogoś. On skinął głową, poszedł sobie. Siedzę, czekam. Podchodzi jakiś chłopak i pyta czy może się dosiąść. Mówię, że nie, nie może się dosiąść. I następny to samo. I następny. I tak z pięciu odprawiłem, wraca kumpel i się śmieje ze mnie, że gdzie ja usiadłem. Ja nie wiem o co chodzi, a on mówi "to popatrz na napis przy wejściu" a tam wielki czerwony napis "randka w ciemno."

Ojciec: W 1998 roku, chciałem sobie polecieć do Kanady. I poszedłem sobie wizę załatwić. I słuchajcie całej rozmowy w urzędzie.

Urzędniczka: Dokąd Pan jedzie ?
Ojciec: Nie wiem.
Urzędniczka: Do jakiego miasta ?
Ojciec: Nie wiem.
Urzędniczka: Do kogo Pan jedzie ?
Ojciec: Do nikogo.
Urzędniczka: Do hotelu ?
Ojciec: Nie, nie do hotelu.
Urzędniczka: A gdzie Pan będzie spał ?
Ojciec: Nie wiem.
Urzędniczka: No ale jak to Pan nie wie ? Gdzieś Pan musi spać !
Ojciec: Nie wiem. Tam gdzie będzie wiało.
Urzędniczka: Nie rozumiem ? Na ulicy chce Pan spać ?
Ojciec: Nie, chcę campera wynająć i spać w camperze.
Urzędniczka: Ale po co chce Pan jechać ?
Ojciec: Na deskę surfingową chcę jechać.
Urzędniczka: Ale dokąd ?
Ojciec: Nie wiem. Tam gdzie będzie wiało.

I już myślałem, że mnie wzięła za totalnego krejzola i że ja tej wizy nie dostanę. I wiecie, że dostałem ?!

Któregoś dnia przy kolacji idę sobie jakby nigdy nic po wieczorną dawkę owoców. Stoją na tym samym stole co ciasta ale nigdy w ich stronę nawet nie patrzyłam. Tym razem jakby mnie coś zawołało. I widzę to ciasto. Nie wiem czy podoba mi się bo jest mi przeznaczone czy dlatego, że jest mi zakazane. I prowadzimy niesłyszalną rozmowę, choć ono nic nie mówi.
-Nie patrz tak na mnie, nie patrz, nie patrz, nie patrzzzzz... Kurde ! No chodź, przecież Cię tu tak teraz nie zostawię ! Jak ja Cię teraz ojcu wytłumaczę...
Podchodzę do stolika i mówię "jakieś ciasto się na mnie patrzyło." Ojciec spojrzał, kiwnął głową i... nic. Ani słowa. Wstał od stołu. Chyba nie zajarzył. Ale wraca i mówi "do mnie też się jakieś ciasto przykleiło." Pewnie on z nim walczył od dłuższej chwili i nie powiedział nic do mnie bo też wiedział, że tę walkę przegra. Ciasta nas pokonały...

I tak sobie mija dzień za dniem, czas się odmierza ilością awantur z ojcem. Bo raz zamówiłam piwo, a przecież od tego się tyje, bo nie chodzę na aqua-aerobik, bo słodzę herbatę, bo palę shishę z chłopcami bananowcami, albo bo mu karta do pokoju przestała działać i ja oczywiście powinnam to przewidzieć i być w pobliżu a nie łazić Allach wie gdzie. Weź, idź zjedz snickersa, tato.

Idę któregoś dnia po drinka.
Bartek: A co ten barman tak się uśmiechał do Ciebie ?
Ja: Oj tam uśmiechał. On mi powiedział, że jestem piękna ! Jakie to tanie a jakie to miłe !
Ojciec: A ja go zaraz pójdę zapytać czy chce, żeby jego mama miała syna bez kilku zębów !

Coraz częściej wieczory z nami spędzają animatorzy: 27 letnia Moona i 22 letni Loca, obydwoje z Egiptu. Z tą pierwszą naprawdę świetnie mi się gada i na pewno będziemy za sobą tęsknić. Ona jedna rozumie co mam na myśli jak chce się ze mną napić piwa a ja odpowiadam "I'm not allowed to drink beer" i pokazuję ukradkiem palcem mojego ojca gdzieś dwa stoliki dalej. Więc pijemy coś innego. Z tego drugiego to sobie raczej jaja robimy. Po pierwsze bardzo słabo zna angielski, mniej więcej na poziomie Bartka i co chwilę prosimy shisha-mana, żeby mu coś przetłumaczył. Po drugie gada głupoty. Po trzecie jest muzułmaninem, niby liberalnym bo mówi, że jego dziewczyna nie nosi burki czy innego worka na śmieci ale jednak mu odrobinę dokuczamy, bo nie chce z nami pić i bardzo pilnuje czy na pewno daliśmy mu samą colę, na co mu się kiedyś odgryzam "Come on, drink with us, your God can't see, it's dark and there is no electricity up in the sky!"

Ostatni dzień. Meldujemy się tak jak kazali o 18:30 z bagażami w recepcji. A na recepcji dzwoni telefon i recepcjonista pyta czy my z tego biura podróży. Telefon do nas. Ojciec odbiera. Mamy opóźnienie 15 godzin, samolot się zepsuł. Kobieta mówi, że musi poinformować jeszcze ok 30 osób z innych hoteli a potem zadzwoni do naszego, żeby nam pobyt przedłużyli. Mamy się stawić na recepcji o 13:30. Wracamy i spotykamy po drodze chłopców bananowców.

Bartek: Mirando, no co jest ? Gdzie idziecie ? Dostaliście już SMSa z biura podróży, że nie lecimy ?
Ojciec: A Wy tutaj ? Dzwoniła rezydentka, pyta czy pan Bartek. Mówię, że nie, że on poleciał. A ona "no ale czym poleciał ?" "Samolotem!" "Przecież zepsuty był!" "Nie no, Bartek był dobry. W sensie że dobrze zrobiony już był !"

Gramy sobie w bilarda parami, co grę zmieniamy składy żeby każdy zagrał z każdym. Wszystkie trzy gry wygrałam.

Ojciec z Filipem idą załatwić na recepcji to przedłużenie pobytu a ja z Bartkiem idziemy już w kierunku wieczornego show przy basenie. I akurat leci tam refren:

Oh, think twice,
cause it's just another day
for you and me
in paradise-brak-polskiej-licencji!

Uwielbiam takie zbiegi okoliczności. Ostatnia noc. Ojciec tak wjechał Bartkowi na psychikę, że nawet się posłuchał i tym razem nie pobiegł spać zaraz za Filipem tylko poszedł z nami tańczyć. Nawet nam puścili dwa polskie kawałki "Ona tańczy dla mnie" i "Jesteś szalona" choć tym to akurat się nie ma po co chwalić. Ale co tam, Niemcy i tak nie rozumieją pewnie ani słowa. My sobie tańczymy, Loca znowu się tłumaczy dlaczego nie pije, a ojciec już poznał jakąś parę z nowej dostawy rodaków. Dziewczyna to Monika, 30 lat, imienia faceta nie pamiętam, nazwijmy go umownie Marcin, lat 34. O wiele sympatyczniej wyglądają niż ten cały Filip z Bartkiem. Za wiele to z nimi słów nie zamieniłam, bo foch na ojca nakazał zakaz zbliżania na mniej niż 50 metrów. Ale wystarczyło, żeby usłyszeć najlepszy tekst wyjazdu:

Marcin: Agnieszka, czy Ty wiesz jak Ty młodo wyglądasz przy ojcu ? Jak Was zobaczyłem pierwszy raz dzisiaj na kolacji to się zbulwersowałem, aż sobie Monika paru ładnych słów posłuchała, bo Twój ojciec mi z daleka na jakieś 30 lat wyglądał, a Ty na jakieś 16-17. Do głowy mi nie przyszło, że to Twój ojciec może być. I przychodzi dzisiaj do nas na dyskotece, pyta czy się może przysiąść i już myślę "no nie no, kur*a, nie będę z tym pedofilem rozmawiał!" I już mu chciałem powiedzieć żeby wypie*dalał, ale Monika już zdążyła przytaknąć, a ja spojrzałem do góry dopiero i myślę "kurcze, starszy niż 30 lat, może ojciec"

Spotykam ich jeszcze następnego dnia na plaży. Przemili, przesympatyczni ludzie. Nie mogliby tego naszego samolotu naprawiać tak ze dwa dni jeszcze ?

Rano ojciec dostaje SMSa, że jest kolejne opóźnienie, że mamy się stawić na recepcji o 15:30, wylot o 18:30. Ojciec cały dzień siedzi na tej recepcji i pracuje bo mówi, że już ma po kokardki tego upalnego słońca. Ja sobie popływałam z Bartkiem i Filipem w basenie, poszłam sobie na spacer po plaży a potem siedziałam z Mooną w kanciapie DJa, przyniosła nam colę w puszkach (tak tak, Tatusiu, piłam colę, całe 7 kostek cukru !), fajki i sobie bardzo długo gadałyśmy. Obiecałam, że jak jeszcze będę kiedyś w Egipcie to na pewno się spotkamy.

Idziemy jeszcze z ojcem na obiad i wyjątkowo ma dobry humor i o nic nie szczeka. Żartuje sobie, że nawet sprawdził jakie animacje wieczorne są na dziś przewidziane. W końcu jednak jesteśmy na recepcji i wychodzi, że ojcu podsufitka się przypaliła na tym słońcu na tyle, że jeden dzień w klimatyzowanej recepcji nic nie pomoże. Zaczął się sukienki czepiać. Zielona. A wyszczuplać może tylko czarna.

Ojciec: Ale zmień tę sukienkę bo ja z Tobą nie jadę !
Ja: Mnie się ona podoba.
Ojciec: A jak w tym busie będzie jechała miłość Twojego życia ? I pomyśli "kurcze, czemu ona nie może być z Warszawy, tylko ja zawsze muszę spotykać dziewczyny z Grójca ?!"

Chryste, ja zwariuję. Cenię swój święty spokój bardziej niż tę sukienkę. Zmieniłam na granatową spódniczkę i czarną bluzkę. Zaakceptował.

Ojciec wymeldowuje nas z hotelu i mówi do recpecjonisty ze śmiechem "see you in a few hours." Dostajemy sympatycznego pilota, 6-osobowy busik, po drodze zabieramy jeszcze jakąś parę z innego hotelu. Dojeżdżamy na lotnisko koło 16:00 i pilot mówi, że narazie nie wejdziemy bo tam nie ma gdzie usiąść, nie ma co robić, od razu za wejściem są stoiska do odprawy. A nas jest coś koło 140 osób. Obok nas stoi 20-osobowy autokar, więc się wszyscy szybko integrujemy. Po drugiej stronie ulicy takich 20 osobowych busów stoi około pięciu. I tamci nie mieli tyle szczęścia, stoją przed tym lotniskiem już od 12 w południe. Tymczasem się dowiadujemy, że wylecieć o 18:30 nie ma szans, bo ten samolot jeszcze z Polski nie wyleciał. LOL, my dostaliśmy dodatkowy dzień w raju a ktoś ma jeden dzień pobytu w raju mniej. I kępkę siwych włosów więcej, bo nie wiadomo kiedy w ogóle wylecą, straszna mgła nad Polską. U nas też już gorsze nastroje bo biega między nami jakiś rezydent-arab i kłamie na potęgę. A to, że samolot już wyleciał z Warszawy (ale nie wyleciał, Tatuś ma wifi i nasze dwa busy już wiedzą, że lot jest anulowany), potem, że już wyleciał z Bydgoszczy (nie prawda, nie wyleciał) oraz że nasz wylot jest potwierdzony na 19:50 (nie ma szans, samolot nie wystartował a potrzebuje na lot jakieś 4h). Wpada w przerażenie jak się okazuje, że wiemy więcej od niego i gdzieś znika. Więcej go już nie zobaczymy, informacje przekazują nam tylko piloci, którzy nas odbierali z hoteli. I to nawet lepiej bo nikt tu specjalnie zły nie jest, ale jak bezczelnie kłamią to od razu jakaś agresja się w człowieku pojawia. Ale i tak najwięcej się dowiadujemy z internetu. Jakoś koło 19 z minutami wpuszczają nas wreszcie na lotnisko, jest potwierdzenie, że o 21:50 wylatujemy, samolot jest w drodze. Nie wiadomo skąd wyleciał ale who cares. I rzeczywiście, wszystko ładnie zgrabnie, dziś mamy miejsca na samym przedzie samolotu. Odzywa się steward, podaje imię i nazwisko pilota (mam nadzieję, że po tym wszystkim to nazwisko się nie pojawi jutro na pierwszych stronach gazet), przeprasza za opóźnienie spowodowane złymi warunkami atmosferycznymi i mówi, że rozumie rozgoryczenie ale prosi też o zrozumienie członków załogi bo pracę mieli zakończyć wczoraj. Wspomina też, że nie ma gwarancji, że wylądujemy w Warszawie. Nevermind, czytam sobie książkę na czytniku. Jak tylko pozwolili odpiąć pasy pojawiają się chłopcy bananowcy. I zajmują te miejsca obok nas. Przez chwilę nawet się z nimi śmiejemy, na szczęście w miarę szybko się cała ekipa pospała i ja miałam czas na książkę i na muzykę.

Poza tym, że całe te wakacje to tylko ciąg jasno-ciemno-jasno-ciemno-(jasno-ciemno) to cały ten zapis jest najłagodniejszym opisem piekła jakie mi tam ojciec codziennymi awanturami urządzał. I jak znowu kiedyś Bóg mi na dwie minuty rozum odbierze i zdążę w tym czasie zgodzić się jeszcze raz na wyjazd z nim gdziekolwiek to zabieram walerianę. Moje koty po niej wariują ze szczęścia to może i mi się uda wrócić w lepszym nastroju.

Awatar użytkownika
Dawid84
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2997
Rejestracja: 27 lis 2006, 21:40

Postautor: Dawid84 » 08 gru 2014, 01:42

wow! ile dni pisałaś tego posta?

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 08 gru 2014, 11:37

Dwa :D

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 08 gru 2014, 23:36

Z okazji, że jutro lecę do Pragi kupiłam sobie nowy lakier do paznokci na tego pokera. Znalazłam sobie fajny kolor, czytam co ma na buteleczce napisane. "The Pinky and The Brain" i już wiedziałam, że na tego mojego pokera się idealnie nada :D

Awatar użytkownika
Glory
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 9186
Rejestracja: 04 mar 2005, 12:14

Postautor: Glory » 08 gru 2014, 23:38

A skad wezmiesz Brain? :)

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 08 gru 2014, 23:48

No na pewno nie od Ciebie :D

Awatar użytkownika
Gns
-#VIP
-#VIP
Posty: 1560
Rejestracja: 03 maja 2009, 19:56

Postautor: Gns » 10 gru 2014, 11:55

Iza, Iza, Iza.. wszystkiego najlepszego ? :)

Awatar użytkownika
jon124
-#VIP
-#VIP
Posty: 1332
Rejestracja: 11 lis 2008, 13:49

Postautor: jon124 » 10 gru 2014, 20:28

brain jest na pazurach ;)

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 10 gru 2014, 20:42

Gns, dzieki i Tobie tez best wishes :)

Awatar użytkownika
Gns
-#VIP
-#VIP
Posty: 1560
Rejestracja: 03 maja 2009, 19:56

Postautor: Gns » 11 gru 2014, 07:18

Dz :)

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 16 gru 2014, 05:06

Wróciłam właśnie z Pragi i należy Wam się relacja.

Patrząc na to jaki miałam humor przez większość wyjazdu wypadałoby potwierdzić: tak, plan był taki, że polecę tam na miotle. Ale koty mi spadały. Więc jednak samolot. Tego samego dnia zagrałam satelitę za 30€ do main eventu. Jakiegoś mega stacka nie wykręciłam ale przez pierwszych kilka leveli miałam większość Polaków przy stole i tylko jednego obcokrajowca. Nikt nie protestował więc językiem niepisanie obowiązującym przy stole był polski, krupier sam nie ogarniał kto ile chciał podbić, statystował jedynie grzecznie rozdając karty i tłumacząc raz po raz obcokrajowcowi co się dzieje. Jak wyeliminowaliśmy tego obcego to już w ogóle krupier przestał igerować w cokolwiek. Nikt go nie pytał za ile jest podbicie, pytaliśmy siebie nawzajem. Jak zostały dwa ostatnie stoły przywiało mi Glorego na lewą stronę i jakiegoś jeszcze Polaka na prawą. Tego wykosiłam mając KK, on miał QT i zrobiło się stritowo na tyle, żeby król na river go ratował czego Grzechu mu bardzo życzył, bo był z tym Polakiem w pokoju. Nie siadło, odpadł a ja sobie zgromadziłam bezpieczny stack. I nagle Glory mi się wsunął z UTG z jakimś J9, ja na BB mam do dołożenia 2BB. Już wiem, że muszę, ale niech karty zdecydują. Odkrywam AA. No żesz... Przy stole biega mnóstwo Polaków, kibicują nam. Glory poległ w tym starciu i oni go zaczynają pocieszać, zabierają go na picie. I cisza. Poszli sobie wszyscy, mnie zostawili. No kurde ! Gloremu to się kibicuje a mi to już nie ?! Foch ! I siedzę tam jeszcze ze 2-3 godziny dopóki nie wygrałam ze szklistymi oczami. Cała ochota na grę mi odeszła. I ogólnie wszystkiego mam dość. Wsunąć tego stacka z jakimś trashem, niech mnie wywalą, pójdę sobie popłakać do pokoju. I nie wiem czemu ręce mnie nie słuchają i wywalają te wszystkie trashe. Satelita wygrana, trzeba ich teraz znaleźć i opierdolić. Ja zawsze jak odpadnę to chodzę i kibicuję. Część się kłóci, część mi przyznaje rację, że to było niegrzeczne. Ale i tak najdłużej debatują czy powinnam te asy wyrzucić czy nie. Ludzie przy stole by mnie zjedli jakbym ze swoim stackiem to wywaliła, zaraz by było podejrzenie o chip dumping. I też nie miałam takiej super bezpiecznej sytuacji skoro graliśmy jeszcze 2-3h. Ludzie się sprzeczają i ja w sumie też nie miałam z tą decyzją łatwo. Siedzimy gdzieś na dole i pijemy. Pojawia się just więc robi się mega śmiesznie. Sith opowiada historię jak just wyciągał pieniądze: z torby wyjął jakąś reklamówkę z biedronki czy z tesco i wziął z niej jakieś euro. Sith mówi "pokaż co tam masz" i oczy mu bieleją bo w tej reklamówce jest pewnie równowartość jakiegoś fajnego samochodu. Potem just opowiada jak obserwował za starych dobrych czasów typy Glorego na eurowizję."Czytam te jego posty, nie mam pojęcia kto to jest, jakieś typy na Eurowizję, że Szwecja jest zła na Francję, Mołdawia na Rumunię, więc wygra Hiszpania. Myślę o Glorym "co to jest za herbatnik ?!" a potem patrzę, że on na tym sporą kasę robi, hmmm, może coś postawię !" Impreza się kończy jakoś "za pół godziny śniadanie ale ja już padam na pysk."

Następnego dnia spotykamy się prawie wszyscy w czeskiej knajpie na śniadaniu (bo to jakaś 13 godzina była). Nie pofatygowali się napisać menu po angielsku to wzywamy kelnera i niech tłumaczy. I pijemy. I próbuję odpuścić już po drugim piwie ale nikt mnie nie słucha i przede mną lądują kolejne dwa piwa. Nie dość, że się człowiek nie wyspał to jeszcze ledwo będzie karty widział. A szczególnie Sith, który ciągle się skarży, że sobie niezły wizerunek mura stworzył, bo mu się ręce trzęsły już przy wrzucaniu small blinda. Trochę czasu minęło zanim się pokapowali, że to nie strach, to delirium. Ale tak sobie gadamy o systemach losowych kart na PS. Że niby elementem losowym są jakieś lustra i promień słoneczny, który na nie spadnie pod jakimś tam kątem i o tym jak to Glory swój poker room założy i będzie lustrem kręcił żeby as na river spadł. Chociaż jest też teoria, że zamiast promieni słonecznych do roboty tego swojego kreta ogarnie, wpuści mu lustra w ziemię i karty będą zależały od tego pod jakim kątem kret w lustro spojrzy. A że krety widzą słabo to Glory nadal będzie się wściekał, że przegrywa. Hitem dnia była jego rozmowa z kelnerką (nie wiadomo czemu, ale tam nikt nie zna angielskiego, w zasadzie daje się wszędzie dogadać po polsku, ale "rachunek" mają widocznie zupełnie inaczej)

Glory: Rachunek poprosimy.
Kelnerka: ?????
Glory: RA-CHU-NEK.
Kelnerka: ?????
Glory: The bill, please.
Kelnerka: ?????
Glory: THE BILL !
Kelnerka: Debil ?!

Oczywiście o sowity napiwek dla tej Pani zadbał turlający się pod stołem ze śmiechu Sith. Startuje main event i tyle co mogę o nim powiedzieć to to, że nikt mi nie chce dawać urodzinowych prezentów, za to mam 3 inne kobiety przy stole. Jedna z nich cokolwiek ogarnia, reszta to klasyczna kobieca gra czyli leniwe murarstwo. Niestety, któraś parająca się tym zawodem znajduje sobie KK vs moje AK i mogę się udać po re-entry. Potem znowu idzie koszmarnie i jeszcze trafiam przy stole Koczwiego, który akurat niefartownie mnie podwaja swoim AK vs moje QJ (T na river !). Zamawia sobie 20-minutowy masaż, którego nie da się przeliczyć na żadną zapłatę w euro, bo w trakcie niego siada mu wszystko i gromadzi jakiś kosmiczny stack coś koło 200k żetonów. Ja za to trafiam AK, mam jakiegoś all-ina od słabego gracza po prawej, izolacja i dostaję call od ogarniętego Polaka. Polak ma JJ a ten drugi Q9o. Na flopie spada J i nawet A na river mnie tu nie uratował. Coś tam urodzinowego wypijam ale grubą imprezą tego nie nazwę.

Rano o 14 śniadanko w jakiejś chińskiej knajpie. Glory się śmieje, że tutaj kelnera do tłumaczenia nie potrzeba, bo by wszędzie mówił "dog, dog, dog."
Dzień 1B i znowu jak nie szło tak nie idzie. Odpadam w dwóch rozdaniach. AK nie utrzymuje się przeciw waletom. A potem w najgorszy możliwy sposób damy po raz kolejny mi pokazują, że jak chcę live wygrywać to za każdym razem jak którąś dostanę to ją muszę gdzieś schować i zniszczyć, żeby ona na stół nie wróciła. Jak zacznę grać taliami bez dam to ta gra będzie dla mnie żyłą złota. Przeciwniczka ma AQ i asior spada na river. Odchodząc od stołu spotykam Gajora, który odpadł w tym samym momencie i też mając QQ. Zgarnia nas jakaś panienka na wywiad, potem rzucamy jakimiś pingpongami do szklanek, zgadujemy następne karty z talii (udaje mi się wygrać koszulkę) i idziemy pomagać Jackowi Danielsowi w relacji, bo niestety w tym hotelu aktualnie jedyna możliwa rozrywka to wejść do pokoju Grzecha jak go nie ma i zeżreć mu święte jabłko. I głupia jestem jak nie wiem co, bo powinnam mu zabrać wszystkie trzy, jedno zjeść, jedno dać Gloremu na szczęście a trzecie zatrzymać dla siebie na jakiś side-event. Miał jeszcze w lodówce łososia, ciekawe jaką funkcję spełniał. Myślę, że nienajlepszą, w końcu to ryba, nie ? Taki sprytny trik, znajdą w lodówce łososia to wezmą a jabłka zostawią. Nie dałam się nabrać. Mam mega niedosyt gry, bo żadnej złej decyzji tego dnia nie podjęłam, a wręcz myślenie się mnie trzymało na najwyższych obrotach. Przy flopie 9 high, bez stritów i kolorów wyrzuciłam TT bo wiedziałam, że murek obok ma lepiej ! I on oczywiście te króle miał i pokazał jak poprosiłam. I puściłam jakiegoś mega grubego blefa z 36o bo miałam właściwie 100% pewności, że mnie przeciwnik obstawi na to, co chciałam tam reprezentować. Leci side event deep-stack hunter. Chodzę po tej sali i w myślach rzucam monetą grać/nie grać. Trochę drogi, danina na ruletce nie złożona (Koczwi z Grzechem mówili, że to działa) ale ewidentnie ten turniej za mną chodzi i mnie woła. To, że go nie zagrałam to najgorsza decyzja tamtego dnia. Bo tak bym sobie usiadła i grała, pyknie to pyknie, nie pyknie to nie będę zła. Wrócę sobie zmęczona, zasnę jak dziecko. A tak to pochodziłam sobie po tej sali w poszukiwaniu Polaków i się załamałam bo mi się ułożyła w głowie jakaś teoria, że jestem tam najbrzydszą kobietą. I jeszcze przecież chodzę po sali i kibicuję, przynoszę naszym coś do picia, robię kilkuminutowy masaż Sithowi i Gloremu (ten się odwdzięcza dając mi voucher na ten prawdziwy). A mi kto kibicował jak grałam satelitę ? Nikt, poszli sobie, nawet nie powiedzieli dokąd. To co ja tu robię ? Wracam do pokoju, patrzę w lustro. Niby nic, makijaż jak zawsze, włosy ułożone, ale jednak jakaś tragedia. I w płacz. O wszystko. I tak od 23 do 6 rano. W międzyczasie jeszcze poszłam do kasyna po wino, chociaż się dwa razy zmuszałam i rezygnowałam, bo przecież w tym stanie nie pójdę. I jeszcze na bank się gdzieś rozryczę po drodze. Nalała mi tego wina chyba z pół butelki, solidarność jajników jak nic, musiała zobaczyć, że jak za mało dostanę to jakimś cudem wyskoczę z tego uchylnego okna 20 piętra i menager hotelu jej za to głowę ukręci. 15 minut do śniadania a ja idę spać bo w tym stanie to ja już naprawdę nigdzie nie pójdę. Ale jestem tak wykończona, że przynajmniej zasnę bez dalszych czarnych myśli.

Następnego dnia humor już o niebo lepszy, ale lepiej nie ryzykować. Spódniczka, szpilki. Twarz niby bez zmian od wczoraj albo gorzej bo niewyspana, ale jednak jakby jakoś lepiej. I z jednej strony to miłe, że mam kilka skręconych męskich karków na sumieniu a z drugiej strony to i tak się przecież zastanawiam czy mam coś na plecach. Nawet w drzwiach do windy mnie przepuszczają. Faceci są tacy prości. Gram side-event Cooldown za 170€. Tradycyjnie chciałam sobie muzyki posłuchać ale nie idzie. Chciałam się skupiać na tym co się dzieje przy stole ale nie idzie bo mnie zagadują. Mam przy stole dwie dziewczyny. Jedna to Rosjanka, całkiem nieźle grająca, przez co blefy na stołach bez asa i króla nie idą mi tak świetnie jak przeciwko innym babom, siwych włosów mi przez nią przybywa ale jednak to ona mi oddaje żetony a nie odwrotnie. Druga to taka pół Niemka pół Polka, łapię z nią świetny kontakt, przerwy też spędzamy razem, jak sama odpadła to jeszcze często przychodziła sprawdzić jak mi idzie i pytała czy chcę coś do picia to mi przyniesie. Chce mnie wyciągnąć na jakąś imprezę Grand Live wieczorem, chce mnie przekonać żebym zagrała kobiecy event w Hiltonie w niedzielę. Obie nie możemy znieść jednego Polaka przy stole. Zarozumiały, wszędzie go pełno i próbuje nas podrywać. Ale najlepsze jest to, że jego styl życia irytuje też jakiegoś starszego obcokrajowca. I obcy proponuje mu, żeby wzięli last longera o 200€, na co Polak się zgadza bez namysłu. Ja bym w to nie weszła, może mnie irytować, ale gołym okiem widać, że chłopak zgrał niejedną talię kart i to że sobie pozwala na sexy pokera wynika z tego, że umie go grać. Ja sobie przeciw niemu gram slowplay z nutsowym kolorem z flopa, w końcu baba czekająca to baba nic-nie-mająca. I zdobywam trochę żetonów za tą jego próbę blefu. Anyway, dogadują tego last longera, dokładnie, żeby nie było niedomówień, uściskują sobie rękę na znak umowy. Po czym Polak ma znowu rozdanie ze mną, gdzie już z uszczuplonym stackiem przebija przed flopem, ja go re-raisuję mając JJ a on pyta tego obcokrajowca czy umowa obowiązuje też, jak weźmie re-entry czy tylko na pierwsze życie. Obcy (też już uszczuplony) się buntuje, macha rękami, że tylko na pierwsze życie, nie zgadza się na żadną inną opcję. Polak trochę mu próbuje przemówić do rozsądku, ale okazuje się honorowy, mówi że ok, że na pierwsze życie i że w takim razie on pasuje. I odsłania 77. I sobie pykają pół godziny dalej, aż obcy traci cały stack. I zaczyna kombinować, mówi, że się idzie wkupić, twierdzi, że nic nie było, że tylko na pierwsze życie, że się nie zrozumieli albo coś, już nie jest taki hop do przodu, ewidentnie próbuje Polaka wykiwać. I sobie poszedł, widzieliśmy jak wraca z kartką z re-entry ale każdego z naszego stołu już do końca unikał. Wierzę, że sobie Polak jakoś poradził, potrafił być naprawdę irytujący, ale jednak na pewno był ogarnięty i inteligentny. Choć siłą mu tych pieniędzy przecież z portfela nie wyciągnął to wierzę, że jakoś te 200€ zwindykował, zakład to zakład a jeszcze powiedział, że jak wygra to przekaże to na jakąś szlachetną paczkę. Potraktujcie to jako przestrogę, nie każdy starszy człowiek jest uczciwy, ograniczone zaufanie trzeba mieć i jak już kogoś korci taki zakład to niech zorganizuje sobie escrow. Biorę sobie ten masaż co mi go Glory oddał i kolejni faceci skręcają karki żeby zobaczyć jak kobieta kobietę masuje po plecach. No naprawdę, nie ogarniam facetów zupełnie. Glory pomstuje już do końca wyjazdu, że mi oddał voucher i nawet popatrzeć na to nie mógł. Na przerwie gram "połam asy," pierwszą rundę nawet wygrywam, niestety razem ze mną przechodzi 6 innych osób i drugiego podejścia już nie wygrywam żeby zdobyć bluzę. Wracam do stołu, szukam Gajora bo akurat z nim siedzę ale go nie ma jeszcze przy stole, więc idę gdzieś dalej, krupier mnie woła pomagając odnaleźć mój stolik. Chwilę później rozwiązują nam stół, przesadzają mnie gdzieś gdzie jakiś murzyn leci all-in w każdym rozdaniu. W końcu go ktoś eliminuje i jest spokój. Po lewej mam Rosjankę, lekko przymurowaną, bo kiedyś tam z CO bez żadnej akcji przed sobą wyrzuca A6s tak niefortunnie, że się obie karty odwracają. No Ace No Raise w przypadku kobiet to rozumiem, ale tego foldu w jej sytuacji to już ni cholery. Będąc na SB trafiam K8o i oczywiście ręce mi się palą, żeby tam trochę więcej żetonów wrzucić ale też wiem, że ona ode mnie obrywa od dłuższego czasu i się może w końcu wkurzyć. Sprawdzam sobie tylko z założeniem, że jak coś podbije to ja sobie to sprawdzę, nie trafi asa to ją przecież easy wygonię. I wszystko się zgadza przynajmniej w tym, że ona podbija. Call, a jakże. Na flopie mam K high, dwa kara, a ja mam 8 karo. Czekam sobie tylko, nie trafiła to też zaczeka, jak trafiła to ja się zastanowię. Turn A karo. Cholera, no wszystkiego nie mogłam przewidzieć. A powinnam, co ona tam może mieć jak nie Asa. Ale betuję jakąś 1/2 puli, zobaczymy co zrobi. Sprawdziła. Kurde, niedobrze. River karo. Ma 3 możliwe karty które mój kolor tu złamią. Dama, walet albo dziesiątka, reszta leży na stole. Ale ma je bardziej w zakresie niż ja na pewno. Czekam, nie będę się biła. I ona podbija za jakąś 1/3 puli. Zrzucić, nie zrzucić. Tak, nie, tak, nie. I myślę "nie no, baba, pewnie ma tego Asa i ma nadzieję, że wystarczy skoro ja tu odpuściłam. I pokazuje T2o, bez koloru. Pryblefowala ja, ne wdalosja. A ja mam 60k przy startowych 10k, bardzo wysoki stack. Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony, jak spadać to z wysoka. Bo przy następnym stole do którego mnie przesadzają nie siada mi nic. AK do zrzucenia po flopie, AT do zrzucenia przed flopem, AJ do zrzucenia po flopie, 99 trafia na wysoki board. I nagle mam 14k, przy blindach 600/1200 i bez żadnej akcji sobie wsuwam K9 z SB, żeby chociaż BB i ante zakosić. Ale koleś sobie tam akurat AK znalazł. I odpadam jakoś niedługo przed płatnymi. Gajor ciągle gra, irytujący Polak ciągle gra, nieuczciwego obcego oczywiście wcięło. Spotykam na dole Sitha i Glorego.

Ja: Gdzie byliście ?
Glory: Na kaczce.
Ja: (co za kretyn nazywa strip club "kaczka" ?!) Gajor mówił, że do strip clubu poszliście. Kaczki tam dawali ?
Glory: Gąski !
Ja: Aaaaa, miały być gąski, ale miały krzywe nogi tak ? W tej sytuacji "byliśmy na kaczce" nabiera nowego znaczenia, ale nadal nie rozumiem. We dwóch na jednej ?!

Późnym wieczorem siedzimy ja, Sith, Glory i Aleks na korytarzu trzeciego piętra przy stoliku, gramy sobie w monopoly deal. Tankujemy piwo, drinki i inne wynalazki, zamawiamy sobie tam pizzę i włos się jeży na głowie od tekstów:

Glory: Żryj gówno Sith !
Sith: A idź Ty ch*ju je*any !
Glory: A Ty Iza... wiesz co masz jeść !
Sith: Ciekawe czy gówno mięsożercy jest wegetariańskie, nie ?! Swoją drogą matka mojego siostrzeńca została ostanio wezwana do przedszkola bo pani mu kazała zjeść obiad. A on jej powiedział "giń w ogniu piekielnym" i od razu podejrzenia, że to ode mnie zasłyszał, no ja nie wiem, just się robi sławny nawet tam gdzie go nie znają !

Glory: Pojechałem windą na górę po drinki. I jakaś locha w tej windzie 100kg+ mnie zagaduje "cześć. widzę że Ci się drink skończył. napijesz się ze mną ?"
Ja: Coś długo Cię nie było, chyba jednak zatrzymałeś tę windę między piętrami gdzieś !
Glory: Ty leć sobie popraw humor ! Leć do tej windy, każ jej się rozebrać, sama się rozbierz i zapytaj "czy nie uważasz, że jestem za gruba?"

Glory do Sitha o brzuchu: Ty to masz taki bęben, że się całe pranie Twojej rodziny zmieści !

Horek i spółka chcą mnie wyciągnąć na dyskotekę ale przecież mnie faceci nie puszczą. Przyłazi nagle dwóch karków ochroniarzy z kasyna i wyskakują z tekstem "Sorry guys ! Cards !" a my pokazujemy, że to są karty z monopoly. Zbaranieli. Tego nie było na szkoleniu. Odeszli do innych stolików, kazali innym kończyć imprezę bo tam jakieś low stakes grali. W sumie nie dziwne, w tym kasynie micro stakes to jest 2€/5€, a na high stakes omaha limity były 2500€/5000€ i leciały podbicia za 50k€ w gotówce, pliki świeżych banknotów po 500€, nie dali im żetonów. Justa z tą jego reklamówką z biedronki to by na jedno podbicie było stać. I znowu idziemy spać tuż przed śniadaniem.

W sobotę nie gramy nic, idziemy się przejść po mieście. Rynek. Fajna choinka. Wpadamy na jakąś kolację do knajpy, humor mam taki, że najchętniej bym kogoś zagryzła a oni jeszcze gadają Bóg wie o czym. Becherovka nie pomaga, Jagermeister też nie, gin z tonikiem już prędzej ale za mała dawka. Wracamy sobie spacerkiem, pod górkę i na około, wracamy zmordowani ale i tak idziemy pić. Ciekawe czy ktoś się kiedyś zmusi i przeczeka do tego śniadania czy już zawsze będziemy zasypiać na parę minut przed nim.

W niedzielę już prawie nikogo nie ma, ja z Glorym chcemy zagrać team event. Ale w rejestracji kasynowej nic nie wiedzą, wyganiają na górę do tych z Grand Live, tamci odsyłają z powrotem do kasyna. I historia się powtarza. W końcu nas wkupują po 70€. Chwilę przed turniejem nam mówią, że zasady są takie, że co 15 minut się zmieniamy, ja gram 15 minut, potem Glory, potem znowu ja itd. To czemu mamy dwa różne stoły się pytam. Bo nas nie wkupili na jednym bilecie, tylko na dwóch. A płaci się raz 70€ i dwie osoby grają na jednym bilecie. No masakra. Biegiem do kasy, zwracają 70€. Mówię Gloremu, że ja mu kibicować nie będę, ja się będę modliła żeby coś przeciwnikowi na river spadło bo wtedy Glory odda więcej żetonów niż ja i nie będzie na mnie, że przegraliśmy. Siadam pierwsza, trochę żetonów muszę oddać mimo, że mam dobrze, ale jak się dwie kobiety wcześniej kłócą w niebogłosy która da więcej to mnie tam bez nutsa nie ma. Siada Glory, ja sobie znikam żeby presji nie czuł niepotrzebnie a jak wracam to się okazuje, że oddał jeszcze więcej niż ja. Easy. I trafiam AK, oczywiście musi mnie przebić baba. Brzydka jak noc listopadowa. Czemu jej nie widziałam kilka dni temu jak tego doła łapałam ?! No ale nic nie wymyślę, all-in. I ona oczywiście musi mieć asy. Plan był taki żeby to Glory przegrał a nie ja. I jak zwykle wszystko przeciwko mnie. Ale tak sobie myślę, że anulowali mój bilet, graliśmy na bilecie Glorego, jeśli ciągle jest late registration to idziemy się teraz wpisać na moje nazwisko i gramy od nowa ! Albo lepiej, trzeba było tego biletu nie anulować, ja na jeden stół, Glory na drugi, za 15 minut switch ! Gorzej jakby któryś rozwiązali i byśmy na jednym wylądowali. Albo jakbyśmy do Heads-upa doszli ! W stacku 3000, raise do 2995 i fold ! Moja kreatywność przeraża mnie czasem. Łapiemy Marcina z RedBeta bo już od kilku dni jak te goryle w zoo się bijemy po wypiętych klatach, że jesteśmy mistrzami świata w kanastę i że to drugie nie ma żadnych szans. Marcin miał nam dwie talie kart załatwić. Leci w przerwie do pokoju.

Ja: A powiedziałeś, że dwie talie ?
Glory: Mówię mu od kilku dni, że dwie to chyba pamięta.
Ja: Od kilku dni też mu mówisz, że chcemy a nie pamiętał.
Glory: Fakt.

Na szczęście przyniósł aż trzy. I nawet przyniósł mi bluzę, bo im zostały jakieś resztki w małych rozmiarach. No ! Faceci jednak są fajni, zazwyczaj noszą rozmiary powyżej M i dzięki temu bluza w rozmiarze S jest moja. I nie musiałam jej wypingpongować ani połamać asów (zrobię gdzieś kiedyś przerywnik "połam mi damy" to wszystkim trzeba będzie dać po bluzie). I jest boska bo jest na mnie idealna i nieziemsko grzeje polarkiem od środka. Wyjściowa nie jest ale już ją uwielbiam ! W kanastę Glorego oczywiście ogrywam a już na pewno lepiej znam zasady.

Następnego dnia powrót do domu. Praga sukcesem nie była, jedyne co wygrałam to ta satelita. Ale spoko, kiedyś w końcu pyknie. Tylko nie wiem kiedy, bo chwilowo zamierzam ograniczyć wyjazdy na HESOPy. Ale pewnie jak zrobią event w Rozwadovie to się wybiorę bo to kasyno jednak miażdżyło. Tutaj kompletnym nieporozumieniem było to, że na 45 minutowej przerwie jedzenia nie było, a na 15 minutowej już tak i po 3 minutach całe znikało i nie dokładali. Anyway bardzo fajny wyjazd jeśli chodzi o towarzystwo, które tym razem jeśli o nasze forum chodzi naprawdę dopisało !

I z przyzwyczajenia: za godzinę byłoby śniadanie na które bym nie dotarła bo już mi się oczy zamykają :)

GrzechuTG
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 4585
Rejestracja: 17 kwie 2007, 13:46

Postautor: GrzechuTG » 16 gru 2014, 17:20

Oni nie grali casha 2500/5000 tylko 2,5/5,00 i takie sumy latały ;)

Awatar użytkownika
Sith
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 3648
Rejestracja: 04 maja 2008, 22:38

Postautor: Sith » 16 gru 2014, 18:20

Errata:

iza_doria pisze:I nagle Glory mi się wsunął z UTG z jakimś J9, ja na BB mam do dołożenia 2BB. Już wiem, że muszę, ale niech karty zdecydują. Odkrywam AA. No żesz... Przy stole biega mnóstwo Polaków, kibicują nam. Glory poległ w tym starciu i oni go zaczynają pocieszać, zabierają go na picie. I cisza. Poszli sobie wszyscy, mnie zostawili. No kurde ! Gloremu to się kibicuje a mi to już nie ?! Foch !


No bo skoro kibicowalismy Gloremu, to nie moglismu Tobie izzy. A zabieranie Cie na picie nie byloby najlepszym pomyslem (o czym, to fakt, jeszcze nie wiedzielismy)... W kazdym razie Glory zostal zdradziecko wyrzucony z satelitki, wiec nie pozostalo nic innego jak sie upić... Co najlepsze, Glory odpadając mial swietny humor i zajebiscie sie bawil do rana, iza, ktora wygrala, obrazila sie na cały świat i chuj...

iza_doria pisze: A szczególnie Sith, który ciągle się skarży, że sobie niezły wizerunek mura stworzył, bo mu się ręce trzęsły już przy wrzucaniu small blinda. Trochę czasu minęło zanim się pokapowali, że to nie strach, to delirium.


To nie ten dzien przeciez, w knajpie czeskiej bylismy przed Day 1A, a z justem zapisliśmmy dopiero po dniu 1A (swoją drogą zapislimy do delikatnie powiedziane, po calym dniu picia, calej nocy picia, o 8 rano zaczelismy pic rum z cola w hotelowym barze i polecialo tego 8 podwojnych kolejek).

iza_doria pisze:A tak to pochodziłam sobie po tej sali w poszukiwaniu Polaków i się załamałam bo mi się ułożyła w głowie jakaś teoria, że jestem tam najbrzydszą kobietą (...). To co ja tu robię ? Wracam do pokoju, patrzę w lustro. Niby nic, makijaż jak zawsze, włosy ułożone, ale jednak jakaś tragedia. I w płacz. O wszystko. I tak od 23 do 6 rano


Nie zaznaczyłaś, że mialaś w pokoju kostke sześciścienną, na której losowałas swóje nastawienia na dany dzien - do wylosowania było: wkurw, podkurwienie, wielki smutek, foch, wkurw, podkurwienie. I wariancja w sumie tutaj zadzialala idealnie, wczoraj foch, dzisiaj smutek, nastepne dni tylko wkurwienie :D :D :D :D


iza_doria pisze:I z jednej strony to miłe, że mam kilka skręconych męskich karków na sumieniu



Jeżeli facet dotarł do dnia 1B, to są trzy opcje, albo ma już kark obrotowy, albo jest gejem, albo ma zaborcza kobite ze sobą i boj się oglądać.

iza_doria pisze:Horek i spółka chcą mnie wyciągnąć na dyskotekę ale przecież mnie faceci nie puszczą.


Normalnie chyba na rożnych RedBetach bylismy, nic się nie zgadza. Przecież cały Twoj zapał na disco znikł, jak sie dowiedzialaś że Horek ma żonę i spodziewa się dziecka?!?!?! A nie że Cię chłopaki nie puszczą, obiecaliśmy mu 200E jak Cię zgarnie...

iza_doria pisze:Przyłazi nagle dwóch karków ochroniarzy z kasyna i wyskakują z tekstem "Sorry guys ! Cards !"


To było w sobotę, nie w piątek.

iza_doria pisze:W sobotę nie gramy nic, idziemy się przejść po mieście. Rynek. Fajna choinka. Wpadamy na jakąś kolację do knajpy, humor mam taki, że najchętniej bym kogoś zagryzła a oni jeszcze gadają Bóg wie o czym.


My nie gramy, Iza tradycyjnie rzuca rano kostką aby wylosować swój stan - wyszło megawkurwnamaksachujwamwkakaozryjciegowno...

iza_doria pisze:Wpadamy na jakąś kolację do knajpy, humor mam taki, że najchętniej bym kogoś zagryzła a oni jeszcze gadają Bóg wie o czym.


Nie Bóg wie o czym, tylko o przyjaźni, związkach, przyjaźni z ex w momencie bycia w nowym związku, o tym jak przeszlość partnera (na przyklad praca jako meska/kobieca prostytutka) wpływa na życie w nowym związku - niestety za każdym razem jak chcieliśmy się Ciebie spytać o zdanie, mowilas ze jestesmy pojebani, zboczeni i nienormalni, co nie przeszkadzalo Ci miec focha ze względu na to, ze Cię ignorujemy w rozmowie :D. Nawet biedny Gajor, który słowem się nie odzywał, wyłapał opierdol za nic :D. Na koniec nawet biedny Glory, który cały czas starał się być miły dla Izy wyłapał opierdol, bo jak powiedziala ze jest głodny to podał jej banana którego zabral sobie z kasyna, iza go zjebala jak psa ze jest zboczony (banana więc zjadłem ja), potem mnie ze zjadłem jej banana, a na koniec znowu Glorego że dał banana mi a nie jej, skoro to ona była głodna...

Tyle sprostowania, poza tym to mniej wiecej się zgadza.

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 17 gru 2014, 08:32

Sith pisze:To nie ten dzien przeciez


Ty chyba trzeźwiejszy ode mnie byłeś :)

Sith pisze: Przecież cały Twoj zapał na disco znikł, jak sie dowiedzialaś że Horek ma żonę i spodziewa się dziecka?!?!?! A nie że Cię chłopaki nie puszczą, obiecaliśmy mu 200E jak Cię zgarnie...


Nie wiedziałam wtedy ani o jednym ani o drugim :D

Sith pisze:To było w sobotę, nie w piątek.


Jesus, who cares :mrgreen:

Historię z tym bananem też zupełnie inaczej pamiętam, zwłaszcza, że wzorem filmów porno poczułeś go na migdałkach.

GrzechuTG pisze:Oni nie grali casha 2500/5000 tylko 2,5/5,00 i takie sumy latały ;)


Nie widziałam więc się nie wypowiem, pamiętam, że z sześć razy od kogoś słyszałam, że tego casha widział i na bank opowiadał Omaha 2500/5000€

Awatar użytkownika
Sith
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 3648
Rejestracja: 04 maja 2008, 22:38

Postautor: Sith » 17 gru 2014, 13:25

Historię z tym bananem też zupełnie inaczej pamiętam, zwłaszcza, że wzorem filmów porno poczułeś go na migdałkach.


Wzorem filmow porno? To ty nie robilas facetowi deepthroat w realu?

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 17 gru 2014, 15:15

Fakt, zapomniałam Cię głaskać po głowie.

Awatar użytkownika
Sith
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 3648
Rejestracja: 04 maja 2008, 22:38

Postautor: Sith » 17 gru 2014, 17:25

Słodziak, możesz dodać tak [redtube][/redtube]? Bo iza mysli, że przy deepthroat się kobiete po głowie głaszcze :D :D

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 17 gru 2014, 21:51

Nie trzeba, sama znalazłam:

https://www.youtube.com/watch?v=FewhzT21cGM

Jakbyś się nie zadławił na koniec to miałbyś szansę być 2014 Champion.

Awatar użytkownika
iza_doria
LEGENDA
LEGENDA
Posty: 2762
Rejestracja: 20 sie 2009, 04:28

Postautor: iza_doria » 18 gru 2014, 12:59

Słaby ten Glory w kanastę...
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.

Awatar użytkownika
Glory
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 9186
Rejestracja: 04 mar 2005, 12:14

Postautor: Glory » 19 gru 2014, 03:33

Wariancja Cie zawsze dopadnie!
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.


Wróć do „Mój pokerowy mini blog”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości

Kopiowanie calosci lub fragmentow bez pisemnej zgody zabronione. Strona jest kierowana do uzytkownikow polskojezycznych zamieszkalych w krajach, w ktorych korzystanie z Serwisu jest zgodne z prawem. Wiadomosci prezentowane w serwisie sa dozwolone wylacznie dla osob podlegajacych jurysdykcjom prawnym, w ktorych uczestnictwo w grach pokerowych online jest legalne. Korzystajac z serwisu, uzytkownik deklaruje wobec administratora, ze uczestnictwo w grach pokerowych online jest w jego jurysdykcji dozwolona i ponosi pelna odpowiedzialnosc za prawdziwosc zlozonego przez siebie oswiadczenia.

Na terytorium Polski poker online moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie Ministra Finansow. Gra w pokera u operatorow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow jest zabroniona i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.