, wprawdzie nie mam żadnego konkretnego rozdania jako przykładu, ale chyba od 40 minut do tej chwili ciągle siedzę przy stoliku i KAŻDE odkrycie kart przegrywam. Emocjonalnie już się na takie rzeczy uodporniłem, od stołu nie odchodzę nie dlatego, że chcę się odegrać - ale dlatego, że fascynuje mnie ta sytuacja. Ta fluktuacja rachunku prawdopodobieństwa jest po prostu piękna i fascynująca, odczuwam nawet pewną perwersyjną satysfakcję z kolejnych przegranych "pewnych" układów.
PS. Nie minęło pisanie przeze mnie tego posta a udało mi się wygrać pierwsze odkrycie! Nikt niech nigdy nie mówi, że to forum nie jest pomocne
PS2. Pograłem jeszcze trochę - wkur...zenie sięgnęło zenitu
