Siedem z pięciu czyli Buby zmagania z midsetem
Czas rocznych podsumowań. Jeśli sięgnę pamięcią, a dobrą mam choć krótką, o pisaniu pamiętników nie było u mnie mowy. Ale wiek już nabity i szacun an dzielnicy w Cielakowie …
A co i tam opowiem Wam pewną historię
Piątek czasu polskiego, poranek nieco śnieżny jakaś 6.00 może 6.30, świat zza szpitalnego okna raczej ponury. Podnoszę się z prowizorycznego koja czyli koc, polar i bluza za kapturem na podłodze przy łóżeczku. Co prawda jest fotel ale wierzcie mi spanie na tym to sroga kara. Ogarniam syna i ….
Telefon nr 1
Dzwoni Bułka
Szefie coś nie tak z autem ciężarowym mam. W sumie wiem co i to było wczoraj wieczorem ale nie chciałem szefowi głowy zawracać. Urwała się rura wydechowa ale tuż za kolektorem. Doładowane 180 koni przy każdej zmianie biegów krzesa iskry niczym rajdówka. Co prawda „marchewy” idą w ziemie ale widowiskowość wieczorową porą w centrum miasta jest całkiem niezła. Tak czy inaczej poszedłem na wydrę i jestem na bazie. O dalszej jeździe nie ma jednak mowy choć są i plusy na wolnych obrotach brzmi niczym rasowy Aston Martin.
Czekaj ogarniam ekipę (załatwienie sprawy i zakupów przez telefon = 20 minut w międzyczasie pampers, leki i flirt z pielęgniarką. Lubię ją. Wygląda trochę jak … Kubuś Puchatek sympatyczna ale powiedzmy że do MILF’a jej daleko
W międzyczasie zaczyna o sobie dawać znać wicher Ksawery
Telefon nr 2
Dzwoni Żółw
Ehhh Żółw mój Żółw .. pracownik marzenie, człowiek miód. Człowiek który ma w pracy problemy … po czym dzwoni żeby Ci powiedzieć jak je rozwiązał bo angażowanie Twojego czasu uważa za zbędne. Mówi mi co zrobił, oczywiście zapisując to w dzienniku wozu, ile mnie to kosztuje (sam płaci zazwyczaj bo po co przelewy szefowi skoro i tak odda) Tym razem dzwoni i prosi o pomoc. Auto nie odpaliło w trasie (nowe aka) śnieg, zaspy i wspomina coś o dziwnym zwierzu o dużych stopach. Żółw mu nadano od nazwiska Wolny zaś gabaryty … hmm no cóż w sam raz dla zgłodniałego człowieka śniegu. Ogarniam pomoc zaczynając kląć. Po 30 minutach szamotaniny telefonicznej popartej informacją o drodze Żółwia zakorkowanej na 12 godzin podupadam na duchu. Ale od czego jest Żółw. On powstał, odpalił, odkopał i ruszył. Co nie zmienia postaci rzeczy że oprócz przygód i swego ciała wiezie słony rachunek i konieczność naprawy instalacji elektrycznej i wymiany akumulatorów które nabroiły. Nigdy nie wygrałem sprawy gwarancyjnej na aka więc z góry odpuszczam szczególnie że baterie mają 6 miesięcy
Siadam
Zegar wskazuje 8.30 czas na kolejny antybiotyk dla syna
Telefon nr 3 godzina 10.00
Dzwoni Bułka po raz drugi
Szefie wydech super ale jest inna sprawa
Jak mrugam kierunkiem w lewo gasną pozycje a kierunek pali się na stałe, za jak mrugam w prawo to mrugam dobrze ale tylko prawą stroną za to w bonusie mam na stałe lewy kierunek i mrugające pozycje. Normalnie jak mrugające oświetlenie choinkowe. A i szefie te nowe opony one biją (założone dwa dni temu)
Zapisuje w : „do zrobienia na jutro”
Godzina 12.30
Przyjeżdża szanowna dająca mi zmianę na szpitalnym dyżurze. Ruszam więc do boju. Całusek na szczęście od lekko skonfudowanej Szanownej i do boju … Szaliczek, czapeczka (Ksawery już Bydgoszcz zasypał) i schodzę na parking. Wieśwagon odpalił tylko raz i tylko na chwilę. Choć nawet nie zdążył ostygnąć od kiedy wysiadła z niego Krzysia. Odgłos silnika od razu był niepokojący. Akcja ratunkowa była przeprowadzona z moim ojcem. Powiedzieć o nim „dobry kierowca” to spore nadużycie a przejechanie za nim na lince przez całe miasto z chichoczącym Ksawerym i sypiącym śniegiem to już całkiem poważna sprawa. Ale dokonałem tego 15 kilometrów w półtora godziny. Żadne wesołe miasteczko nie daje takiej frajdy. Co prawda mój poziom hipotermii był już całkiem wysoki a kontakt z palcami u stóp powoli zanikał ale dokonałem tego i czułem się jak Tomy Lee Jones w Sciganym. Jeszcze tylko musiałem wyrwać ojca ze stanu przed zawałowego i mogę sprawdzić mój silnik. Szybka robota i wynik : pęknięta krzywka, zablokowany wałek, pęknięty pasek rozrządu, tutaj poszedł soczysty kopniak w błotnik, i tym podobne i tym podobne.
Zapytałem mechanika : może potrzebujesz nowe opony zimowe w rozmiarze 14 bo właśnie kupiłem do tego śmietnika ?
Telefon nr 4
Godzina 15.00
Dzwoni Sajka
- Szefie stoję i nie mogę odpalić.
- Mam to w dupie, radź sobie bez odbioru
Ojciec dowozi mnie do domu, robię herbatę siadam i palę. Zbieram myśli i lecę do przedszkola po pierworodną.
SOBOTA
Walczę
Naprawiam Żółwiowóz
Nowe aka, 2 godziny z lutownicą
Naprawiam Bułowóz
Z oponiarnią włącznie. Awaria elektryki ujawniła się sama. We wtyczce którą naprawiał pewien elektryk, plotka niesie że pewien transportowiec wyznaczył cenę za jego głowę. Udało się fartem bo wilgoć spowodowała że zwarcie ujawniało się widowiskowym dymkiem w rytm pracy przerywacza.
Godzin z lutownicą
Wilki jakieś, śniegi i zamiecie.
Naprawiam Sajowóz
Jak się okazało padł automat rozrusznika
Opadam z sił a mechanik patrzy na mnie wilkiem i żąda natychmiastowej podwózki do domu. Nie dziwię mu się bo świata zza śniegu nie widać.
18.00
Wracam, dziecko do teściów, kolacja, lufa upadam chyba koło 21.00 bo raport ze szpitala pamiętam. We wtorek operacja małego
3.00 Niedziela
Jest, przybyła żeby mnie pognębić. Wie co robi najpierw zaatakowała płaty czołowe i lekko zakuła z tyłu czaszki. Jeszcze nie panikuje. Szybko. 2 tajemne tablety do popicia trzecia ale rozpuszczona. Okład na głowę i czekam. Atak nastąpił 30 minut później. Nadeszła jak Ksawery po lekkim ostrzeżeniu atak jak niemiecki blitz krieg podczas II WS. Szybki nokaut po uderzeniu w oczy, potem usiłuje rozerwać mi głowę od przodu a potem od tyłu. Standardziki wciągam lewą dziurką od nosa ale nie dzisiaj. Cwana zaatakowała skronie. 4 tąpnięcia i ląduje w kiblu na modlitwach. Tak czy inaczej
ZWYCIĘŻAM.
Ja zawsze z nią wygrywam. Choć boje się tylko żony co nieco i migreny właśnie.
Daje mi się podnieść z kolan o godzinie 5.00 mniej więcej. Nie pamiętam dokładnie bo i w swoje człowieczeństwo nie bardzo wierzyłem patrząc w lustro a co dopiero w to co widzę na zegarku. W dodatku coś cały czas jednostajnie łomotało….
Już wiem co tak łupie to śnieg pada na dach 2 piętra wyżej a ja mieszkam na parterze i słyszę jeszcze jak płatki spadają na chodnik …
Chyba tracę przytomność a może to sen po prostu. Taki wiecie na kłodę.
Dochodzę do siebie koło 14.00 i podejmuje walkę o drugą osobówkę czyli fiata. Odpalam a odgłos z tłumika rozrywa mi głowę. Była pani rdza i zabrała. Nic nie mówiła ale wzięła jak swoje. Dzwonię, umawiam się na poniedziałek ustawiam pożyczkę fury od ojca w międzyczasie wymieniając opony. Wsiadam odpalam, ruszam pomimo ryku i stwierdzam całkowity brak hamulców. Pozwolę sobie nie zacytować następującej po stwierdzeniu usterki wypowiedzi .
Cały układ mam nowy bo na pewnym odcinku specjalnym pogubiłem hamulce całkowicie i nieodwołalnie więc wstawiłem NOWE. Nie oznacza to jednak że sprawne jak widać. Bez rozpisywania się. Zjechałem autem na warsztat bez hamulców. Umiem to robić ale wierzcie mi z Ksawerym za pasem kilkanaście kilometrów całkowicie bez hamulców nieco mnie zestresowało. W poniedziałek odzyskałem furę bo z hamulcami był drobiazg a tłumik poszedł nowy.
Po południu wydostaję rodzinę z jednego szpitala i pędzę do drugiego na operację. Witają mnie tam przeciągi i życzliwa ordynator i mój chirurg
We wtorek rano przychodzi anestezjolog i twierdz że mały ma katar a to go dyskwalifikuje do tak poważnego zabiegu.
Szczękę zbieram z podłogi, pakuje rodzinę i robię wypad spodziewając się powrotu do szpitala nr 1 ciągu tygodnia czyli jeszcze przed świętami.
Mamy środę 17 grudnia reanimuje wieśwagona a fiatem jadę pooddawać pożyczone samochody. Wracam zahaczając o firmę kolegi z ogromnym placem. Tam zawracając na tym placu spostrzegam bardzo ciekawą maszynę. Na tyle ciekawą że walę podczas zawracania przodem w jeden jedyny słup w dodatku stojący na poboczu. Gril, maska, lampa, zderzak i moja mina … zobaczyć to bezcenne.
A maszyna to był wózek widłowy ze specjalną dostawką do sprzątania placów załadunkowych. Fajna rzecz.
Reasumując w ciągu 1 dnia zepsuło mi się 5 z 7 posiadanych samochodów. Mój rekord.
I jeszcze poker
Cash zrobił mi z dupy jesień średniowiecza.
Dwie sesje, łącznie 5 godzin = - 156 USD
All Inn pre flop
AA vs QQ = - 10 usd po turnie
AA vs 99 = - 10 usd po flopie zazgrzytałem zębami ale jeszcze zrozumiałem
AA vs 55 = - 10 usd po flopie – o ja pie …..
AA vs 33 = - 10 usd po flopie – otarłem się o zawał
Chwilę później moje KK pada vs AK. Chłopczyna odpowiedział allkiem na niezahaczonym turnie i zobaczył a na River = -10 usd a i jeszcze moje QQ vs 95 gdzie kolega bronił 5 na flopie gdzie wszystkie karty były wyższe i bronił jej do Rivera gdzie zobaczył 9 = - 18 USD
reszta to jakieś sick akcje po "poprawnych decyzjach"
No i jeszcze atak na planetę na PS
Po pierwszym bloku 20 sitków i wykręceniu 340 pkt powiedziałem sobie co mi tam musi być ship
A potem … hmm a potem to :
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 72C9050137
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 27E1F819AC
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 8D724049D2
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... A8BD281FB6
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... AB2D30E133
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 9A4D964401
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... DCA64CCCFD
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 8FBF8AEF4B
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 6FB533EE66
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 9C7CDAC158
zły call
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... D20C81F734
http://www.boomplayer.com/en/poker-hand ... 636F500DB4
do tego
2 razy 3 miejsce
1 raz 2 miejsce
1 raz 1 miejsce
Mam jeszcze 2 fotki w JPG ale sobie odpuszczę reasumując na 17 turniei to wynik poniżej krytyki.
Jednak powyższe linki stanowią o totalnym braku szczęścia do czego zresztą nawiązuje cały ten esej.
Ja niestety utknąłem na tych miktro stawkach a wariancja nie pozwala się przebić. Szkoda bo jak na czas który temu poświęcam to nie ma żadnych zysków oprócz nowych znajomości oczywiście.
Podsumowując te nazbyt już długie wywody :
Wszystkiemu winny jest knoperss a w pokerze trzeba sporo szczęścia.
Nikt o zdrowych zmysłach o 7.15 w Polsce nie wpierdala na dźwigu wafla. Ja jak idę do roboty to bułę z serem albo i wurstem biorę jeśli mam dobrze i zarobiony jestem. Poza tym ja lubię jak ktoś ma dobrze bo to bardzo dobrze, ale nie lubię defetyzmu knoperssa. Weźcie tą jego przegraną generalkę. Sam się przyznaje że mu się nie należy. Ja to rozumiem słaby jest przecież, ale czemu mi ściąga pecha na stół i czemu przegrywa do Soyki Cynamonowanego Potwora co to z flaszki mnie złupił okrutnie ? Czemu spiskuje z dealerami nastawiając ich negatywnie do stanu mojego rolla ? Siedział ze mną przy stole na zlocie kiedy to tkwiłem w głębokim dowsingu i szeptał o przegranych i straconym czasie i że słaby jestem jak on i niegodnym z prosami siadać gdziekolwiek że już nie wspomnę o stole do pokera. Podprogowo też coś szeptał : preszesssssss, preszessssss knop, knop, knoperssssssss. Nie łączyłem tych faktów ale teraz … Skoro jestem dobrym pokerzystą co to potrafi Liona ze skóry obedrzeć to ktoś musi być winny. I jeszcze ten gamoń z tego dźwigu co żre tego knoperssa w dodatku chodząc mi po głowie. Chyba się jednak z typem dogadam żeby zjadł knoperssa w realu
szczegónie że kiedy powiedziałem na vertilo że chce ugrac 1 K usd do końca grudnia knoperss odpowiedział:
tego się raczej nie da zrobić my preszessssssss
po czym wykonał telefon do Chucka Norrisa żeby ten zadzwonił do Krzysia Jarzyny ze Szczecina że Buba jest w grze i trzeba go udupcyć bo chce ugrać tysiąca dolców
I co ?? No i jak wyżej
Tak więc Mara nie mów mi nic o zabijaniu eeee znaczy przegrywaniu bo coś o tym wiem. Za to jestem o krok przed Tobą. Znalazłem sobie winnego. Choć też być może jestem też o krok za Tobą jeśli chodzi o zwykła dozę szczęścia

Trzymam się jednak Twego zawołania
KONSEKWENTNIE GRUBY SHIP MUSI BYĆ
Pozdrawiam z cielakowa i chyba pójdę już spać
Wasz Buba