Wedlug mojego kolegi, ma on mniej szczescia w pokerze niz inni ludzie. Chodzi o szczescie niezalezne od zadnych czynnikow np. umiejetnosci. Wedlug niego gracz grajacy identycznie jak on (robiący zawsze te same decyzje co on) , ale bedacy fizycznie inna osoba, bedzie osiagal lepsze rezultaty w pokerze.
Staral mi sie wytlumaczyc, ze ma racje mowiac, ze w pokerze jest jak w zyciu - jedni maja wiecej szczescia, inni mniej. Wedlug mnie, w tym co mowi, nie ma sensu.
W zyciu zdarza sie, ze jedni maja wiecej szczescia niz inni, jednak nie mozna porownywac zycia do pokera z 2 powodow. Po pierwsze, szczescie w zyciu dotyczy wydarzen, ktore zdarzaja sie raz, lub co najwyzej kilka razy, natomiast w pokerze takie same decyzje podejmuje sie grając nawet niewielki okres czasu, powiedzmy 50 godzin, a jak sie to ma do okresu calego zycia.
Po drugie, nie mniej wazne, na zdarzenia w zyciu ma wplyw ogromna liczba czynnikow, o ktorych wplywie na dana recz nie mamy pojecia, a nawet blahe zdarzenia z przeszlosci moga miec duzy wplyw na terazniejszosc (efekt motyla
W pokerze natomiast, jest tylko i wylacznie terazniejszosc i pula niezmiennych czynnikow towarzyszacych kazdej grze.
Jaka jest wasza opinia na na temat, czy to mozliwe, ze jedni maja po prostu z definicji mniej "szczescia"


