Moim zdaniem w demokratycznym, wolnym społeczenstwie nie powinno się w ogole brac po uwagę szkodliwości danej substancji dla osoby jej używającej, a jedynie możlliwy jej negatywny wpływ na otoczenie, i to też tylko raczej wpływ "kryminalny", czyli taki, gdzie ktoś w jakichs sposób łamie nasze prawa. Nie wiem, czy powinno się brac aspekt spoleczny - moim zdaniem nie do konca - bo tak naprawde kazdy ma prawo sie wiazac z kim chce, kobieta jak ma meza ćpuna/pijaka/hazardziste i cierpi z tego powodu, powinna miec mozliwosc szybkiego rozwodu i pomoc Panstwa w ulozeniu sobie życia, przy okazji oczywiscie konieczna jest troska o dobro dzieci itp - nie powinno jednak tak naprawde wplywac to na prawny aspekt danej używki/rozrywki.
I tak naprawde - nie ma chyba na świecie bardziej szkodliwej substancji psychoaktywnej niz alkohol, bardzo duża grupa ludzie jest agresywna po wpływem alkoholu (najblizszy przyklad dla mnie - moj brat, z ktorym po prostu wodki sie nie napije, bo dostaje takiej korby, że musialbym mu połamać nogi żeby odpuścił, zwykły liść/strzał zamiast go posadzić, eskaluje tylko agresje). Prawie każdy z nas zna sytuacje, gdy komuś odpali korbelka po alko - i czterech chlopa nie jest w stanie takiego wariata utrzymać... każdy zna wiele rodzin zniszczonych przez alkohol, zostawionych dzieci bez środków do życia, bo tatuś czy mamusia idzie w balet. Wiec jezeli tak naprawde zakazywac by substancji psychoaktywnych - to alkohol jako taki na pewno powinien byc zakazany.
Co do trawy/haszu - nie znam osoby agresywnej po tym - można się upalić na wesoło, na smutno, mam znajomą co jak się upali to pierdoli takie glupoty, że nawet na trzeźwo ludzie płaczą ze śmiechu - ale osoby agresywnej po jaraniu nie znam. Nie wiem jak to wygląda z innymi używkami, bo się tym nie interesowalem.
Tak wiec jezeli patrzac na szkodliwosc prawna, moim zdaniem alkohol jest dużo groźniejszym środkiem psychoaktywnym niż trawa, bardzo mocnoo uzależnia itp.
Wiec tutaj na pewno można by wszystkim rządzącym zarzucić po prostu obłudę i tyle.
ALE....
Są kwestie historyczne - alkoholu na tę chwilę nie da się już zabronić, to samo dotyczy tytoniu - po prostu ludzie by wyszli na ulice, a szara strefa jest nie do opanowania. Dochodzi też trochę łatwość produkcji - alkohol robił kiedyś prawie każdy, każdy potrafi, jest z tym dużo mniej problemów z niż z hodowlą roślinną, że już nie powiem o poważniejszych narkotykach. Nie da się po prostu zablokować rynku lewego alkoholu, zarowno ze względu na łatwość produkcji, jak i pospolitość stosowania w innych niż spożywcze, dziedzinach. Tak więc z punktu widzenia praktycznego rozpatrywanie i dywagowanie czy marihuana jest bardziej czy mniej szkodliwa niż alkohol jest po prostu bezcelowe i bezowocne, bo choćby wszyscy wiedzieli że jest mniej szkodliwa, to zamienić się ich nie da. Poza tym alkohol ma jeszcze jedną zaletę - jest stosunkowo łatwo wykrywalny przez otoczenie, przez rodzine, przez pracodawce, policje itp - wódę po prostu czuć z gęby, alkomaty są tanie. Testy na zielone nie są już tak proste, symptomy dla osoby postronnej mniej widoczne
Zastanówmy się więc, czy legalny obrót trawą byłby po prostu społecznie sensowny, czy nie? Na pewno dostepność trawy nie zmniejszylaby korzystania z innych używek - raczej ludzie by po prostu miksowali. Na pewno finansowo byłoby to opłacalne dla Skarbu Panstwa - nie oszukujmy się, gram trawy w produkcji kosztuje grosze, gdyby cena legalna była zbliżona do tej obecnej czarnorynkowej, to akcyza* bylaby jak w alko na poziomie 80% ceny... Na pewno ograniczyłoby to kolejne pole do popisu grup przestępczych. Tak wiec mysle ze zarównoo aspket bezpieczenstwa, jak i finansowy powinny przesądzać o tym, żę zielone powinno być legalne. Nie wiem jak to wyglada wśród mocniejszych narkotykow, trzeba by pewnie po prostu zbadać ich wpływ, ocenić skutki długofalowe (bo jednak ćpuna trzeba leczyć, a nie utylizować - w kocu żyjemy w społeczenstwie cywilizowanym) - i podejmować tego typu decyzje.
Natomiast - nie oszukujmy się - ludzie, którzy podejmują decyzję mają kompletnie w dupie interes zarówno obywateli, jak i Skarbu Panstwa. Nikomu tak naprawde nie jest na rękę wpuszczanie trawy do obrotu - lobby mafijne straci, tytoniowe i alkoholowe może też troche stracić - a ktoś przecież musi kampanie finansować

.
Nie mówie tutaj o spolecznych aspektach, bo te pewnie jednak są niekorzystne, bo jednak jest to kolejna substancja uzalezniajaca na rynku, tak samo jak spolecznie niekorzystny jest alkohol, papierosy, hazard itp - ale jak mowilem wczesniej, nie powinno miec to znaczenia prawnego, bo w koncu mamy wolne spoleczenstwo, ktore samo o sobie decyduje...
Natomiast...
... należy się zastanowić, czy naprawdę potrzebna i dobra dla palaczy jest ta legalizacja, przeciez to nie bedzie tak, ze marycha bedzie w kioskach jak fajki, bedzie na pewno reglamentacja, jakas baza danych klientow, kontrola zakupów itp... do tego pewnie ogromna akcyza i VAT - czy to jest potrzebne? Obawiałbym się, żę problem z legalizacją marihuany byłby taki sam, jak z legalizacją pokera, która tak naprawdę prawie nikomu nie byłaby na rękę...