Flop: (t610) 8

, K

, 6
(4 players)
BB checks,
Hero bets t410,
UTG+1 raises to t910, CO calls t910,
1 fold,
Hero raises to t1,350 (All-In), UTG+1 calls t440, CO calls t71 (All-In)
Turn: (t4,291) A
(3 players, 2 all-in)
River: (t4,291) 7
(3 players, 2 all-in)
Total pot: t4,291
Results below: [spoiler]
Hero had 8

, 8

(three of a kind, eights).
UTG+1 had A

, A

(three of a kind, Aces).
CO had K

, K

(three of a kind, Kings).
Outcome: UTG+1 won t4,291[/spoiler]
Brakowało tylko kretyna z parą dwójek, gdzie jedna z nich byłaby w Karo. Niby banalne rozdanie, okraszone dużą dawką nieprawdopodobnych zdarzeń, ale do rzeczy o co mi tak naprawdę chodzi. To tylko "jednodolarówka", w dodatku drugie czy trzecie rozdanie, więc można to jakoś przeżyć. Taka sytuacja na bubblu większego turnieju byłaby już prawdziwą tragedią. Po przebiciu mnie na flopie, serce wrzeszczało że jestem pokonany i mam pasować, niestety rozum nie pozwolił na taką możliwość. Przecież tak jak napisaliście biją mnie tylko króle. To nie pierwszy raz gdy przegrywam setem z setem, stąd moje pytanie. Co musiałoby się stać byście byli w stanie spasować tą rękę, czy takie zagranie można w ogóle jakoś wytłumaczyć? Jak przekonać siebie do tego by w takiej sytuacji zaufać instynktowi?