Ale do rzeczy.
W pokera gram kilkanaście miesięcy już. Gram raczej same turnieje mtt. Od kilku miesięcy mój poziom bardzo wzrósł ale nic dziwnego bo po graniu freerolli powiedziałem sobie dośc i zacząłem naukę.
Ostatni miesiąc to sporo sukcesów z mojej strony. Oczywiście takich małych, ale 3 czy 4 wygrane + kilka FT to naprawdę dobry wynik.
Nawet jak nie robiłem żadnego spektakularnego wyniku to na + albo tylko leki minus wychodziłem bo zawsze jakieś ITM się przytrafiło albo i dwa.
Ostatni tydzień to jednak zmiana o 180 stopni.
Mimo, że gram po kilka turniejów każdego dnia (około 5-10 dziennie ale po max 3 stoły naraz bo chcę się skupić na przeciwnikach) to przez 40 czy 50 turniejów scashowałem może 3 z nich i to na jakiś niskich poziomach wypłat.
Jaki jest mój problem? Wielu pomysli że to tilt. Ale to nie to, zjawisko te opanowałem już dawno, ale nie wiem czy mieliście już tak, że budujecie się cały turniej i w 90% z nich odpadacie z lepszą ręką.
Wiem, że pomyślicie że przesadzam ale postanowiłem przytoczyć tutaj mała statystykę tylko z jednej sieci z tych ostatnich dni.
AA- 11 razy stackowałem się PF 7 razy przegrałem
Wyższa para moja vs niższa para przeciwnika 17 razy stakowanie PF 10 razy przegrana
Oczywiście sytuacje jak AKs<A2o PF na bubleboy to również norma.
Ale nie chodzi mi o to że mam tak dużo pechowych rozdań (choć interesuje mnie opinia graczy mtt czy też macie takie okresy że KAŻDY niemal turniej kończy się w sposób pechowy?) zrozumiałem już dawno wariancję tej gry, jednak prosiłbym o radę co zrobić.
Po pierwszych dniach olałem te pechowe rozdania i jako że nie wpadałem w tilt grałem dalej na tak zwane "przełamanie".
Czy jednak lepszym sposobem nie będzie przerwa 2-3dni od pokera poświęcona tylko na analizie gry i powrót "na świeżo" po takiej przerwie?
Najgorsze w tym wszystkim jest to że wydaje mi się że gram jeszcze lepiej niż "w czasach" grubych





. Jeśli wchodzisz all in pre flop to jednak musisz tez liczyć ne ten pierwiastek szczęścia 