Wczoraj udało mi się zaliczyć pierwszą przygodę z live pokerem w kasynie. Dotychczas w kasynie byłem tylko raz, kilka lat temu, na ruletce, gdzie po 30 min wygraną przeznaczyłem na flachę.
Turniej zaczynał się 19, więc już o 18 trzeba było wyjść na tramwaj, by dojechać z mojego zadupia zwanym hrabstwem Dąbie, na drugi koniec miasta gdzie mieścił się hotel z kasynem. Akurat trafiłem tam na 5 min przed turniejem,
MrGordon już był na miejscu. Jako że pierwszy raz tam gościłem, dostałem kupon na darmowego drinka. To był mój 3 browar we wczorajszym dniu, a to dlatego, żeby poluźnić nieco zakresy w mojej zazwyczaj murkowatej grze.
Na start 6000 w stacku, początkowe blindy 25/50 lvle ok 25 min, 3 stoły po 10 graczy i zaczynamy zabawę

. Pierwsza ręka 86s, raise przede mną. Sfoldowałem, a na flopie wyskoczyło 866 i od razu pojawiła się myśl: Kurwa, po co piłeś te piwka, skoro nie umiesz callnąć pre 86s? Rzeczywiście miałem czego żałować, bo przez następne 30, 40 rąk dostawałem same śmieci, zero sc, nawet żadnego asa - dosłownie nic. Przez godzinę siedziałem i foldowałem. Raz wziąłem udział w family pocie z sb z 26s ale nic z tego nie wyszło.
Poziom na stole nie był za wysoki.
- Może 2-3 gości było w miarę ogarniętych - czyli dobre sizingi pre i postflop też nieźle kombinowali.
- Jeden luźny, już chyba nawalony, limper- limpował co popadło J5o, K3s, staty coś koło 60/0
- reszta to tight limperzy i murki, na których niewiele było hand history.
Na jakieś 20 min przed przerwą w końcu dostałem KK na btn, tym razem Nawalony limper z ep po raz pierwszy gra minraise Oho, pewnie ma jaikś top range. Nic sobie z tego nie robię i gram 3bet 4x, żeby wyciągnąć od niego jak najwięcej. Po tym zagraniu wszystkie zdziwione oczy na mnie, coś w stylu: O kurwa nie wierze, On wszedł!!! Następnie szybko zestackowałem się pre z limperem, pokazał AQ. Board xxxQA. Utkwiłem wzrok na riverowym asie. Hmm, stara sztuczka dilerów ze starsów. Cóż, pomyślałem że standard, uśmiechnąłem się tylko do Gordona, który obserwował spot z sąsiedniego stolika i gramy dalej

Tyle dobrego że limper był na wykończeniu, także zostało mi jeszcze ok 30bb na dalszą grę.
Do przerwy już nic ciekawego się nie wydarzyło. W następnej 1,5h mój stack malał, malał, malał a blindy rosły, rosły, rosły. Chyba ze dwa razy blindy zgarnąłem, ale bez większej historii. Z Gordonem sytuacja była podobna, również nic nie żarło. Kilku graczy odpadło, kilku oczekujących w kolejce przybyło. Mój ulubiony limper odpadł, wchodząc na 3-go z K7s.
Po drugiej przerwie, dotychczasowego krupiera zastąpiła miła Pani, która chyba dopiero zaczynała pracę na tym stanowisku. Raz, nie mając żetonów 25=ante, na ante pozwoliłem sobie na zamianę mojej 100 z tymi, co już ludzie wrzucili na stół. Nim się zorientowałem, po zebraniu ante, otrzymałem od Pani 75. Jak dają trzeba brać

. Poźniej już zamieniałem u kolegów siedzących obok żeby nie było problemów.
Drugi raz, nie zwracałem uwagi na rozdawanie kart. Gdy chciałem zajrzeć w swoje, okazało się, że mam tylko jedną

- 7. Musiałem prosić o drugą, niestety dostałem 3, nawet nie sjuted

Zmiana dilera nic nie odczarowała mojej złej passy, ale przynajmniej było ciekawie.
Po długich oczekiwaniach przyszło na hijacku KTs w dodatku w drzewkach

Mając ok 7bb, w końcu coś sobie pushnę. Ale nie - nabudowany tight siedziący po mojej prawej musiał otworzyć. Jak dotąd pokazywał same dobre ręce, więc wiedziałem że po olku nie mam fe i w najlepszym przypadku ratuje mnie flip z np AQ, AJ, czy z pocketami. Mimo to wsunąłem, koleś pokazał KQoff. Po turnie kolo załapał już tripsa Q, ale drzewkowy river, który dawał mi flusha, sprawił że poczułem się jak jakiś król grzybiarzy. I komentarz gościa obok: "tyle czasu czekałeś, żeby wrzucić z jakimś KTs". Izi money
Po tym spocie coś się zaczęło poprawiać. Dostawałem trochę lepsze ręce, poszło kilka pushów, cały czas utrzymywałem się na poziomie 7-10bb. Zaliczyłem du z AA>AJ. Gordon wyleciał jakoś 12, także mieliśmy już buble FT. W końcu doszło A3 na btn, więc wsunąłem na ok 13, 14bb. Młody chłopak który siedział na sb, po długim namyśle wsunął z TT. Niestety już 4 riverowy as, zmieniający postać rzeczy nie chciał się pojawić tego wieczoru. I tak stałem się ultra shortem z 3bb. Dwie ręce potem K6s, więc izi wsuwka i double up.
Przechodzimy do ft - 10 graczy, 5 miejsc płatnych. Gordon już w roli siedzącego z tyłu asekuranta, analizera rąk przeze mnie rozgrywanych

Po wstępnym wzrokowym przeglądzie stacków, moja sytuacja nie wyglądała jeszcze najgorzej. Było ok 4-5 shortów jak ja, mających ok 7-10bb. Wykorzystałem kilka grywalnych rąk, nadających się na push z poźnych pozycji. W tym miałem jedną sick akcję, gdzie z J9s na btn (10bb), gram min raise i o dziwo dostaję call od murka z bb. Flop niziutki i mój cbet 1/2 pot na szczęście kończy sprawę.
Po ok 30 min odpada 3 shortów, czwartego eliminuję ja - K4s > JT, sb vs bb. Wyją jakieś syreny, czy trąby z głośników, chyba oznaczające bubla. Gordon się zawija i czar w miarę grywalnych rąk prysł.
Na bublu nie otworzyłem chyba żadnej ręki. W prawdzie miałem 55, ale z utg i przy stole z ultra shortem 2,3bb to chyba nie byłby poprawny push. Ultra short to nie kto inny jak ten chłopaczek który wykończył mnie na semift z TT>A3. Dopiero na ft zobaczyłem, jak naprawdę jest cienki. Najpierw call do olka od cl i jego zacne K7s wygrywa z KTs. Potem niestety nadział się na AA cl, gdy kolejny raz sprawdzał olka.
Bubel pękł, i w kolejnym rozdaniu trzech grajków ciśnie allin- A5s, AQ, KK. KK u big stacka utrzymuje się, i szczęśliwie z 5bb znajduję się w 3lefcie.
Po przerwie napierdalałem pushami ile się dało. Z ogromnymi różnicami w stackach, 2x pushnąłem z sb nie zaglądając w karty. W końcu przyszło na btn (7-8bb) drzewkowe KTs i wiedziałem że to jest mój czas. BB gra snapcall z KJs (nie w drzewkach

). Tym razem uratowała mnie dycha już na flopie, chociaż szczerze mówiąc byłem zawiedziony że znowu nie trafiłem flusha. Może wtedy Grzybiarze z bitwy o Rozvadow przyjęliby mnie do teamu.
Cl z początkowego FT stał się ultra shortem i ostatecznie przegrał flipa z obecnym cl Q9>77. Ogólnie było mi go żal - koleś dobrze grał, a na ft chyba ze 4x przegrał z przewagą (w tym połamane asy)
Hu to nic innego jak push/fold - zero oglądania flopa. Blindy były już 4000/8000 a ja miałem ~10bb, zrezygnowaliśmy z ante, żeby było szybciej. Po ok 10, minutach tej nudnej gierki dostałem na bb JTs i w odpowiedzi na push, zagrałem call. Rywal pokazał A5s i na suchym boardzie nic ciekawego się nie pojawiło.
Podziękowałem, pogratulowałem, wypłaciłem i o 2.30 zawinąłem się z kasyna. Po godzinie już byłem w domu, jak na nocną komunikację w Krakowie to całkiem szybko.
Ogólnie sama gra i organizacja turnieju nawet spoko, jedynym minusem całej zabawy były długie przerwy, bo chyba aż 20-25 min. Na szczęście w późniejszych fazach, przy 3lefcie, ten czas został skrócony do 15min.
Ps. Chwała tym co przeczytają to do końca i nie usną w trakcie
