25 miejsc płatnych... (25 miejsce 60$) zostalo nas 27 osob... mialem sredni stack ktory dawal mi kase.. wystarczylo poczekac.. no ale jak tu czekac gry do ręki wpadają np. AQ... no ale nic.... dostalem AQ.... i zrzucilem.. chcialem spokojnie doczekac do platnych bo w miedzyczasie inni gracze sie masakrowali...
A tu do reki wpada KK... przedemna zadnego beta... po mnie... koles z 2 razy wiekszym stackiem... blindy na poziomie 1,5-3k.. moj stack to 22k... mysle sobie z KK warto blindy skrasc.... najwyzej wpadne w konflikt ktory raczej wygram... (bo wyrzucić KK? to chyba tylko ze łzami w oczach... ale chcąc coś ugrac w tym turnieju a kasa naprawde była niezła.. to musialem cos z tym moim stackiem jeszcze zrobic...)
No to wszedlem All-in... i modlilem sie zeby mnie nikt nie sprawdzil.... patrze.. koles daje Call... bez zastanowienia... (myslalem jedynie oby nie mial AA)
I pokazujemy karty koles 1010 ja KK.... flop 437... (mysle sobie kur... tylko nie 10)
turn... 10 ... river... Q..
I odpadlem z turnieju na 27 pozycji gdzie 25 byla platna 60$ :/ caly dzien chodzilem wkurzony... i dzisiaj jeszcze jestem no ale coz....
Jak rozegrali byscie to mając w ręce KK? sprawdzajac flopa koles i tak by reraisowal... a ja bym go przebil widzac ze flop jest gowniany... nawet gdyby ta 10 spadla... albo Q nie wiedzial bym ze ma seta i bym go doił...
Co powiecie? woleli byscie zagrac pasywnie? zrzucic KK(ze łzami w oczach) i grac dalej zeby tylko dojsc do platnych??
Ja z reguły stawiam sobie wyzsze cele ale czesto wlasnie przyplacam to bubble.. :/ bo jakis kretyn w tak finalnym okresie turnieju sprawdzi czyjegos alina majac 1010... mimo ze wczesniej gral shortstackiem i nic nie wygladalo na to zeby wszedl mi nie majac faktcznie mocnej pary w rece....
Pech sie mnie trzyma... :/ kolejny z kolei turniej wtopiony na bubblu przez moja chciwosc ehh


zreszta i tak na takim flopie scallowalby all ina a poza tym walczysz o wygrana a nie po to by zarobic 1 czy 2 BI 


