Dawno mnie tu nie było, trzeba by odświeżyć wątek
Ostatnio fundusze nie rozpieszczają, grywam jakies mniejsze turnieje z niskim wpisowym. Przez jakis tydzien bylem rowniez bez neta doslownie przed USOPem, wiec nikły kontakt z kartami i bez rewelacji jesli chodzi o wygrane
Moze opisze jak wygladal moj udział w USOP Poznan.
Dzień 1B - Sobota
Duzo tych samych twarzy, miłe przywitanie ze znajomymi i zasiadamy do gry. Stolik nr 9, całkiem miła Pani rozdajaca i dwa sit outy

z bardziej znanych osob przy stoliku Yoshin i Polus(ktory doszedl do FT, a sie lekko w sobote spoznil "po melanzu").
Jakos to sie wszystko toczyło powoli, w koncu przyszła kolej na akcje. Odkrywam karty - QQ SB, UTG call, zostaje BB Polus na sitoucie. Zagrywam porzadnego beta, 3x BB nie liczac raczej na akcje, jednak kolega postanawia callnać. Zaczałem sie zastanawiac co ma i przychodzi flop - J 9 10. Nieukrywając flop całkiem ok, wiec decyduje sie na raise za okolo 3/4 pulii, przeciwnik easy call. Zdziwiony troche przypatruje sie turnowi, ktory juz ne pamietam co przyniosł, ale postanawiam dalej raisowac tym razem rowniez wysoko. Przeciwnik po namysle calluje i przychodzi A na river. Po namysle postanawiam jednak dac czek, przeciwnik rowniez czek... i pokazuje AT :/
troche mnie to wkurzyło, callowac z druga para takie bety nie wiem na co on w ogole liczył grajac z ta karta, powiedzal, ze gdybym podbil to by spasował?! (wtf?)
ludzie troche przy stoliku skonsternowani gra kolesia a moj stack spadł z poczatkowych 10k do 8k z kawałkiem.
Wkurzony na gre troche i przeciwnika, kilka rozdań pozniej dostaje A4s. Postanawiam wejsc w rozdanie callem, zadne to premium, pozycja srodkowa, nie bylo sensu podbijac.
Nagle koles na dealerce podbija do 200 przy blindach najnizszych. Wkurzony jeszcze na to QQ, postanawiam dac calla. Flop moj przyjaciel - 7d Ac 4d i zaczynam sie zastanawiac jak to rozegrac. Obstawialem przeciwnika na cos wysokiego, ale uwazalem ze mam lepiej, wiec spokojnie robie check i czekam na jego reakcje.
Jest podbicie do 300, po malym namysle dla zmylki decyduje sie na reraise 1k.
Co mnie dziwi to ze dostaje calla i zaczynam sie zastanawiac co tak naprawde ma przeciwnik. AQ, AK czy AJ?
Przychodzi turn, niska karta w krzyzu i mamy dwa drawy do koloru, owliwosc strita, jednak nadal czuje, ze jestem mocny. Postanawiam zaczekac na reakcje przeciwnika i dostaje raise do 3k! Po namysle, dokładam 3k i przychodzi trzecie karo.
Jesli zaczekam to pewnie AI, ale decyduje sie wbrew wszystkiemu wlasnie to zrobic.
Przeciwnik szybko doklada calosc swoich zetonow tak jak przewidywalem i zaczynam myslec co zrobic. Po dlugim zastanowieniu sie, analizie podbic, kart na stole, stwierdzam, ze najwyzej odpadne jako pierwszy, niech sie Lucart cieszy, ze tym razem na mnie wypadlo wypasc jako pierwszy
Oglaszam call i ... przeciwnik wyrzuca kompletnego blefa w postaci QT!
Ufff schodzi ze mnie powietrze, jest dobrze - ponad 17k w ciagu pierwszych blindow!
Dopiero pozniej przy analizie na chłodno mozna było pomysleć, ze pewniei nie dałby takieigo raise gdyby cos miał mocnego, ale lekko to teraz powiedziec
Po perypetaich i przesadzaniu mnie chyba z dziesiec razy, wyladowałem po prawej rece zalanego strasznie CoheR'a. Przy stoliku sami "znajomi" - lucart, Grabson, Ronnie, lavaredo i cwiara777 - stolik ciezki jak cholera.
Po kilku rozdaniach up & down, dostaje QQ(nie przypomne sobie poziomow blindow, jakos przed pierwszy dluga przerwa). Raise i siedzacy obok Coher calluje wysokie podbicie. Flop - 10 7 6, w tym dwa krzyze. Raisuje znowu do 700-800 i dostaje reraise do 2k! Pierwsza mysl, trafił seta :/ ale postanawiam callnąć i dochodzi J krzyz. Czekam na reakcje Cohera i dostaje potezne podbicie. Po dlugim namysle(chciałem postawic go na all inie) spasowałem i nie wiem czy dobrze zrobilem, Coher pokazał mi jedna 9.. wiec chyba jednak bylem mocniejszy niz on, niestety nie udało sie i znowu przez QQ spadłem znacznie w stacku (z 17k do 12k).
Po przerwie zmiana stoliku(kolejna z wielu!) i dostaje miejsce przy Panu Januszu, kolejny zawodnik z FT. Raz udało skompletowac mi sie runnerrunnera kolor z Q, przeciwko Januszowii co go chyba troche rozgniewało i zaczał grac karty typu 35s etc
przyszło rozdanie, ktore zdecydowało mocno na moim spadku do 5k.
Spogladam w karty na dilerce - JJ - jest dobrze. Nagle short z UTG zagrywa all in za 4k.
Dwie pozycje dalej nastepny zawodnik daje all ina za 6k.. postanawiam działać i oglaszam swojego all ina za 12k, majac za soba Pana Janusza, ktory zrzuca 99 i jeszcze jednego ktory pokazuje AJ.
Pierwszy short pokazuje KQ, drugi AQ i modle sie tylko o brak A czy K na stole, nestety A przychodzii juz na flopie. Nadzieja zapachniało na turnie, trzeci pik przy braku pikow przeciiwnikow, dwał jeszcze jakas niikłą nadzieje na wygrna, niestety kluczowym słowem jest "nikłą" a po riverze juz zerową.
Spadam do 5k z kawałkiem i oczywiscie znowu zostaje przeniesiony na stolik z Ania Wisniewska, Yoshinem, dpdp i kilkoma innymi osobami.
Trzecie rozdanie bodajze dostaje 33, wkurzony po spłukaniu sie z JJ decyduje sie na all ina(koncz wasz wstydu oszczędz:) ) Na przeciwko kolega przede mna raisuje do ponad 2k, jednak decyzje podjałem i wale all inem. Nagle zaraz po mnie Ania zbiera sie po zetony i calluje moje podbicie. To samo po zastanowieniu robi wczesniejszy podbijajacy i nagle w puli mamy 17k! Flop 55K (jestem w dupie, pierwsza mysl) jednak oboje przeczekuja i pokazuje sie kolejna 5 na turnie. Znowu przeciwnicy czekaja, na riverze pokazuje sie 7, wszystko mnie bije zaczynam sie po malu zbierac sie od stolu a przeciwniczy przeczekuja. Pierwszy przeciwnik pokazuje A4s, zerkam w strone Ani ktora pokazuje ku mojej radosci ATs i moj stack wedruje w okolice 17/18k !
Po paru kradziezach koncze dzien ze stackiem 22k co daje mi dobra pozycje wyjsciowa niedziele.