Berba - drynk
1:1
W końcu udało nam się spiknąć i zagrać. Standardowe blindy, 2k na start, 2stoły na raz.
Można było się tego spodziewać - mega emocjonujące i agresywne pojedynki

!
1. Pierwszy pojedynek wygrałem ja. Na pierwszych blindach więc bez większej historii. Na początku po jakimś nieudanym bluffie Berba się skrócił. Potem dociskałem go agresją choć dzielnie się bronił 3betami dając mi tylko push/fold. Ale w pewnym momencie trochę podrósł stackiem i dał mi z dealera dobre oddsy po miniraise QQ, ja dzierżyłem mocne i wulgarne 75s, flop to mój open-ended, Berba cbet, ja shove, on call. River mnie ratuje.
2. Pojedynek to rollecoster stacków. Jak to Berba określił: "dużo oszukiwania

". Świetny pojedynek, odbieranie sobie nawzajem agresji i pozycji.
Raz ratuje mnie flushdraw i jak się okazało 2overcards względem pocketu Berby, więc był praktycznie flip (ja callowałem flushdrawa, ale już na dobrych oddsach bo wcześniej po reraisie wrzuciłem w rozdanie większość stacka).
W końcu dochodzi do ważnego spota gdzie moje KJ (chyba 3betowane) dostaje snap call z dealera od Berby. Flop J57, gram cbet, w który Berba jednak nie wierzy i gra znów call, turn to imo blank 8, jednak na cbet dostaje insta shove, calluję. Okazuje się, że Berba miał 56, ale river go nie uratował.
Skrócił się do ~400 żetonów na blindach 25/50 więc trochę przepychaliśmy się pushami z guzika. W końcu mój push J9, berba calluje z pocketem bodaj 22. Wygrywa flipa. Potem trochę nieszczęśliwie dla mnie wygrywa też spota w którym re-pushował QT, ja snapnąłem z A5o. Wyrównały się stacki. Trochę konstruktywnej gierki, bo znowu byliśmy deep. W końcu spot w którym moja top para K, trafia na dwie pary Berby z flopa i mocno się skracam. Trochę przepychanek i przegrywam.
GG!