Najpilniejsze sprawy zakończyłam lub też prawie zakończyłam, mogę sobie trochę pograć i w międzyczasie robić te mniej ważne rzeczy, ale nadal ważne i dlatego nie mogę ich olać
W każdym bądź razie plan jest taki, żeby grać HU Reg Speed i się uczyć poprzez czytanie książek, analizę swojej gry czy też oglądanie filmów szkoleniowych. Startuję z rollem 30 bi na obecny limit. Podwojenie rolla, czyli 30 bi na plus z gry będzie oznaczało, że mogę wejść poziom wyżej i to będzie póki co docelowa stawka, bo wyżej nie wejdę dopóki nie poczuję, że naprawdę zaczynam rozumieć grę i każde jedno zagranie jest mega przemyślane i potrafię dokładnie wytłumaczyć dlaczego zagrałam tak, a nie inaczej i skąd dokładnie taka wielkość beta, a nie na przykład 50 żetonów więcej. Długa droga przede mną, ale liczę uda się kiedyś to osiągnąć. W końcu dlaczego miałabym zaprzeczyć badaniom światowej klasy naukowców, których wyniki tak wyglądają:
„Z tych badań wyłania się następujący obraz: aby osiągnąć poziom biegłości odpowiadający klasie światowej w dowolnej dziedzinie, należy zaliczyć 10 tys. godzin ćwiczeń” – pisze neurolog Daniel Levitin. „W licznych badaniach z udziałem kompozytorów, koszykarzy, pisarzy, łyżwiarzy, pianistów koncertowych, szachistów, słynnych przestępców i innych, liczba ta pojawia się nieustannie. 10 tys. godzin odpowiada z grubsza trzem godzinom ćwiczeń dziennie albo 20 godzinom tygodniowo przez 10 lat.
Zatem w najgorszym wypadku jakbym "ćwiczyła" 40 godzin tygodniowo to za 5 lat powinnam całkiem nieźle grać
Wczoraj pojechałam do Empiku po kalendarz, w którym będę notować pokerowe życie. Wiele niezależnych źródeł mnie do tego zachęciło, ale jak do tej pory za każdym razem mój zapał w tej kwestii wygasał po jakimś tygodniu. Zobaczymy, czy uda mi się poprawić systematyczność

Swoją drogą sama historia z kalendarzem też super - wchodzę do Empiku, a tam banner "Festiwal kalendarzy". Myślę sobie idealnie, bo ja muszę dotknąć, zobaczyć wnętrzne, pokochać. Jak nie pokocham, to i szybko go w kąt rzucę. Z godzinę przeglądałam empikowe kalendarze i co?! Wyszłam z niczym. Żaden nie przypadł mi do gustu na tyle, żebym mogła szczerze powiedzieć, że podoba mi się. Kupiłam za to u nich kalendarz typu "zdzierak", w którym każdego dnia jest jakieś wyrażenie slangowe lub idiomatyczne po angielsku wraz z przykładem. Super sprawa! Nie dość, że końcu zacznę zmieniać kartki kalendarza tak jak leci czas, to jeszcze nauczę się nowych słówek po angielsku

Z empiku uddałam się do Carrefoura po jakieś jedzonko, wchodzę i zaniemówiłam! Przy wejściu do marketu moim oczom ukazał się ON! Ten, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia! Mój kalendarz! Oto jego okładka z tyłu:
Tylko ja mam większy format i więcej tych kart widać. Z przodu As kier. No śliczny. Grzechem byłoby nie pisać w nim.
I na koniec tego niespójnego wpisu Brand New Me
https://www.youtube.com/watch?v=BlZ7qFVPZTQ