Patrz, a właśnie dziś się mocno na wpis zanosiłem, uprzedziłeś mnie
Nie powiem, że bym sobie trochę pograł, toteż czekam na kolejny turek na P*. Czasami miałem takie idealne dni na grę, samopoczucie dopisywało i wtedy ta myśl: "Ale bym sobie odpalił na dwie godzinki sześć stolików NL50...". Z drugiej strony jestem już za mocno świadom, co regularna gra za sobą niesie i nie bym był w stanie nawet za to zabrać. Jak będę miał wreszcie własne fundusze to wpłacę trochę i pogram rekreacyjnie jakieś MTT, tego mi głównie brakuje. A najbardziej to gry na żywo! W ogóle jakiś tydzień temu dostałem miły telefon od heypoker-brak-polskiej-licencji! z zapytaniem, czy wszystko u mnie w porządku i czy w ogóle żyję ;p Miła Pani poinformowała mnie tylko, że jeśli chciałbym wrócić to czekają na mojej skrzynce dane kontaktowe do niej i mam się zgłaszać - bez nagabywania i namawiania, tak po prostu
Aktualnie jestem na etapie intensywnego szukania pracy. Ilość wysłanych CV oraz listów motywacyjnych z dnia na dzień rośnie. Ostatnio zgłosili się do mnie z firmy oferującej apartamenty dla turystów, gdzie potrzebowali pracownika biurowego, do organizacji, finansów, generalnego ogarniania, niekoniecznie z doświadczeniem, ale z bardzo dobrym językiem angielskim. Rozmowa kwalifikacyjna miała przebiec właśnie w tym języku. No to byłem pewny swego, w końcu z angolem to mam styczność codziennie, przygotowałem się ładnie do rozmowy, odpowiedzi na hipotetyczne pytania sobie ładnie napisałem, wszystko było git. No ale rozmowa jednak stanowczo po mojej myśli nie przebiegła - zamotałem się na samym początku, palnąłem jak to ja coś głupiego zanim ugryzłem się porządnie w język i dupa. Aż mnie do teraz skręca na samo wspomnienie, chociaż doświadczenie srogie. Wiem, że to tylko jedna rozmowa, ale morale mi mocno po tym spadły... Na szczęście u mnie działa to w ten sposób, że chcę w związku z tym robić daną rzecz dwa razy lepiej. Ale mimo wszystko na rozmowach leżę - jestem niestety człowiekiem zbyt szczerym, często nie potrafiącym się dostosować do sytuacji, jeśli byłoby to wbrew mnie, chcącym pozostać niezależnym, a na coś takiego mogę sobie pozwolić tylko, jeśli będę miał własny interes. Póki szukam zatrudnienia muszę się wyzbyć własnego zdania, przynajmniej na tym etapie i mówić to co pracodawcy chcą usłyszeć! Inna sprawa, że unikam opcji, które typowo by mi nie pasowały. Na przykład ostatnio bardzo popularne stanowisko telemarketera, zawsze wolne i czekające na kolejnego człowieka, jest dla mnie najgorszym scenariuszem. Rany, jak musiałbym być zdesperowanym, żeby wciskać ludziom coś, co sam wiem, że jest średnie, biorąc pod uwagę jeszcze sytuację materialną ludzi, którym miałbym produkt sprzedawać i oczekiwania, że bez skrupułów będę robić swoją robotę... Niektórzy nie mają sumienia i we wsiach na podobę tych z XVI w. wciskają pakiet HD Cyfrowego Polsatu. Nosz kurwa jego mać... A są z kolei oferty bardzo fajne, jak na przykład pisanie na blogu tekstów promujących produkty (ale to tak tylko dorywczo), dlatego ten wpis traktuję jako swoistą rozgrzewkę

Albo handel elektronicznymi papierosami - temat interesujący, produkt stale rozwijający się, perspektywy ciekawe. Mógłbym wziąć teraz praktyki w jakimś banku albo prywatnej firmie, ale póki co bardziej mam jednak parcie na kasę na wakacje, praktyki może potem. Ja chcę doświadczenia!!
Wziąłem się ostro za naukę. Póki mam czas siedzę na magisterką, ale z dobrym nastawieniem. Temat, który sobie wybrałem zaczął mnie mocno ciekawić i kolejne książki o Willym Brandtcie, jego partii socjaldemokratycznej, historii RFN, Ostpolitik, Konradzie Adenauerze, Westpolitik, Zimnej Wojnie, rozwój stosunków międzynarodowych między Wschodem a Zachodem itp. chłonę jak gąbka. Co prawda ostatnio dostało mi się mocno od promotorki, sędziwej pani profesor pamiętającej najgorsze lata komuny, za brak konkretów, toteż podwoiłem wysiłki. Wreszcie też wziąłem się za opanowanie Excela, z którym specjalnie nie miałem do czynienia z racji takich a nie innych studiów. Teraz byłem sobie na kursie, z zagadnieniami nastawionymi na te, które są sprawdzane w trakcie rozmów kwalifikacyjnych i wiele innych, robię sobie ładnie ćwiczonka i jest fajno

Jak tylko skończy się sesja i oddam rozdział magisterki ruszę też mocno muzycznie - szykuje się sporo pracy nad kolejnym albumem The Arouser, a także czeka rozruszanie nowego drugiego zespołu, prawdopodobnie o dużo bardziej ostrzejszych klimatach. Piszę "prawdopodobnie", bo chłopaki nie są chyba jeszcze do końca zdecydowani, toteż ich motywuję, proponując kolejne utwory do ogrania, co by współpraca i wzajemne zrozumienie się pojawiły i można było zacząć działać z własnym materiałem.
I jeszcze jedna kwestia - poker zdziałał na szczęście dużo w moim sposobie myślenia. Nie wiadomo co prawda gdzie bym teraz był, gdybym zamiast gry podjął takie działania jak w tej chwili. Z drugiej strony nie wiadomo, czy bym poczuł potrzebę takich starań, gdyby nie zarabianie własnych pieniędzy i uświadomienie sobie, że jednak do czegoś się mogę nadawać. Kieruje się mną chęć zdobycia doświadczenia, pieniędzy, stabilności, samoorganizacji, sukcesu i satysfakcji, które po części poker mi dawał lub uruchomił chęć poszukiwania takowych. Inna sprawa, że za bardzo się na pokerze skupiłem kosztem innych rzeczy. Nie potrafię się poświęcić paru rzeczom na raz niestety...
I tak oto chciałem się podzielić moimi przemyśleniami i wrażeniami, gratuluję dotarcia do końca, nawet, jeśli to był szybki ruch scrollem

Pozdro
