A więc oto i moje przemyślenia:
Gracz z UTG lubi sobie przyświrować. Grałem z nim wcześniej dosyć sporo i dobrze wiedziałem, że albo się złoży, ale będzie dalej świrować i postawi mnie na allinie. Obydwie opcje jak najbardziej dla mnie dobre, ale skłaniałem się do tej pierwszej, plus do tego dbałem zawsze o opinię gracza tight przy stoliku. Tak jak się spodziewałem spasował swoją rękę.
Gracz z UTG+1. Wydawał mi się raczej solidnym graczem, czasami tylko lubiący coś przekombinować, ale i to z umiarem, z zachowaniem kwestii pozycji i patrząc na innych graczy. Do tego wcale tak dużo w stacku nie miał - początkowy to 7k, tutaj miał trochę ponad 4k. Najbardziej sensowna wydawała mi się tutaj mniejsza parka. Toteż po wypadnięciu flopa byłem na 100% pewny, że mam go. Byłem nieco zaskoczony.
Gracz z wczesnej pozycji - z tego co patrzyłem, to calling station z JTs i wyżej przed flopem. Akurat z jego strony najbardziej się spodziewałem call przed flopem.
Długo myślałem nad odpowiednim raisem. Najbardziej optymalny wydał mi się 1000. Zdecydowałem się jednak na nieco niższy, gdyż chciałem, żeby chociaż ta jedna osoba z wczesnej pozycji weszła, nie spodziewałem się, że będzie jeszcze jeden call z UTG+1. 1500? Przecież to są Asy, no kurcze, zależy mi, żeby kogoś wciągnąć w rozdanie, a nie koniecznie wszystkich wyrzucić. Raise do 1500 byłby dobry w przypadku AK, AQ na ręce, albo pocketa typu QQ, JJ, TT. Nie wiem, co sobie myślał gracz z 98s. W ogóle nie patrzył na innych graczy, po prostu sobie postanowił pogamblować i miał chyba ultra czutkę. Potem rozmawiałem z jego kolegą, który zaciekle go bronił. Mówił, że jego call był jak najbardziej dobry, jego tok myślenia był taki, że my zabieraliśmy sobie nawzajem outy, toteż jego 98s ma bardzo duże szanse na wygranie. Czyli co, jak mam siuted connectors, a bije się trzech, czterech innych kolesi to wchodzę w każde bety, bo przecież zabierają sobie outy? Nosz szlag mnie trafia... Tyle z moich przemyśleń na ten temat
