Zacznę od końca, nie była to kwestia farta, bo preflop miałeś przewagę 55%-45%, tylko karty się ułożyły na boardzie tak, że dla niewpranego gracza wygląda to jak fart. Wszystko sprowadza się do tego, że rozegranie IMHO zupełnie... bez sensu, no chyba, że co by na flopie nie spadło i tak miałeś wsuwać stacka. Jest to jednak o tyle niebezpieczne, że z niską parą łatwo jest Ci się nadziać na 2 overcards u rywala (tak się stało), a z pewnością po jego raise znajdują się one w jego range'u. Trafiając TPTK (tak się stało) przy 3 left raczej ciężko będzie Ci takiego kogoś wyrzucić, bo na tym boardzie biją go tylko 3 overpary i ewentualny set, choć ani jednego, ani drugiego nie rozgrywałbyś shovem. Z jego strony easy call...
Piszesz w pierwszym akapicie, że gość była jak skała, a w drugim już, że raisuje co turę i cbetuje każdego flopa, więc trochę się zgubiłem, ale powiedzmy, że podam dwie oczywiste w tej sytuacji propozycje, które dopasowujesz właśnie do rywala. Primo parę na ręcę obowiązkowo raisujesz jakieś 2,2-2,5x, bo callując wpuszczasz go jedynie w rozdanie za free. Jeśli dostajesz re-raise, a grasz z węziej grającym rywalem, to po swoim raisie mając ~15 blindów w stacku spokojnie możesz rozstać się z 66 i poczekać na pewniejszego spota lub mając luźniej grającego zrobić shove preflop, być może faktycznie co najwyżej flipować, ale nie martwić się już grą postflop. Na koniec jeszcze co do kwestii indywidualnych predyspozycji i strategii różnych osób, powyższe dwie opcje można okreslić jako podręcznikowe zagrania, ale podręcznik nie jest nieomylny albo nie każdy go zna, ja na przykład stackowałbym się czy tak czy siak
