Turniej dla Polakow w Harrachovie, 3 poziom blindow 75/150, stacki poczatkowe 12k.
Stolik bardzo czytelny(6 nitow, jeden loose agressive i ja), na ktorym czuje sie bardzo dobrze, zbudowalem sie do 19k bez ani jednego showdownu, jestem chipleaderem stolika. Do tej pory gralem ostroznie, choc od pol godziny rozkrecalem sie i przejmowalem inicjatywe. Dostaje na UTG 77.
Pre - Flop
Mini raise 300 z 77 z UTG, same foldy, na BB jest czeski LAG lecz tylko call. Ma drugi stack na stoliku 17k
FLOP
Po reakcji Czecha mialem nie odparte wrazenie, ze ma draw na koloru, ewentualnie openenda, bo byl umiarkowanie zadowolony z tego flopa. Check, ja bet 450, on call.
TURN
Czechowi zostalo 16100, wiec zeby zmusic go do raisu(czesto slabi gracze nie lubia rozmieniac zetonow), po jego checku zagrywam za 1200, dostaje olka w twarz(to juz 6 all-in w ciagu 3 poziomow blindow w jego wykonaniu, tylko raz pokazal nutsa z flopa trzymajac K2o na flopie KK2, ale ani razu nie zostal sprawdzony, wiec ciezko powiedziec do konca z czym te all-iny zagrywal. Raz przyznal ustnie, ze zagral all-in z flush drawem i drawem do strita [ tez na turnie ] )
Pytanie co robimy? W pule zainwestowalem niecale 2k, po spasowaniu zostaje mi 17k, a tak jak wczesniej wspomnialem, czuje sie jak ryba w wodzie na tym stoliku. Seta TT wykluczam, bo ani razu nie widzialem u niego slowplayowania dobrych ukladow, nie mowiac ze z TT przed flopem bankowo by jeszcze re-rasiowal, wiec bylem pewien, ze nie ma tego seta, wiec bije mnie jedynie strit, ale zeby go skopletowac to musialby callowac na gut shota...




W końcu turnrnieju na początku wygrać nie można, można z nich tylko na początku odpaść