Poker i elementy teorii gier - dylemat więźnia.
: 06 cze 2008, 12:56
[center]Problem dylematu więźnia w pokerze.[/center]
Zacznę od szybkiego wyjaśnienia na czym polega tytułowy dylemat.
Jak podaje wikpedia:
„(..) Dwóch zamieszanych w duże przestępstwo przestępców złapano za małe przewinienie. Policja wie, że oni są winni, lecz nie ma dowodów. Jeśli:
• będą współpracować ze sobą, odsiedzą niewielką karę za małe przewinienie (określenie współpraca dotyczy współpracy między przestępcami, nie współpracy z policją i oznacza, że obaj nie będą zeznawać),
• jeden zerwie współpracę i będzie zeznawał, a drugi nie, pierwszy zostanie uwolniony, drugi natomiast pójdzie siedzieć za poważne przestępstwo,
• obaj będą zeznawać, obaj pójdą siedzieć, przy czym wyrok będzie z tego względu nieco złagodzony.
Problem jest następujący: niezależnie od postępowania drugiego, opłaca się zeznawać. Jeśli natomiast żadna ze stron by nie zeznawała, wynik byłby o wiele lepszy dla obu graczy.
[center]Zatem wybór podyktowany interesem osobistym nie zawsze jest najlepszy dla danej osoby[/center]. (…)
Co to ma wspólnego z pokerem? Mi się to kojarzy z jedną sytuacją.
Bardzo często zdarza się, że gdy sprawdzacie kogoś kto wszedł do gry „za wszystko” bo macie dużo więcej żetonów, znajduje się „ten trzeci”.
Tym sposobem nie możecie się rozluźnić i patrzeć jak flop, turn i river przynosi wam zwycięstwo i eliminujecie jednego z przeciwników tylko przychodzi flop i pytanie: Jak dalej grać z tym drugim? No właśnie.
Grać z nim czy przeciwko niemu?
Moim zdaniem to pierwsze. Jeżeli jesteś tym trzecim i nie trafiasz na flopie układu, który ma szansę wygrać, nie zmuszaj drugiego przeciwnika do foldnięcia, bo osoba na shortstacku może zgarnąć pulę i tylko on wyjdzie z tej sytuacji zwycięsko. Oczywiście jeżeli masz silny układ to graj jak chcesz.
Czasami ręce mi opadają jak muszę w takiej sytuacji spasować najwyższą parę ze słabym kickerem a okazuje się, że shortstack wygrywa najniższą parą albo wysoką kartą ponieważ „trzeciemu” zachciało się blefować w najmniej odpowiednim momencie.
Jeżeli czasami jesteście „tym trzecim” zastanówcie się:
1. Czy lepiej żeby drugi przeciwnik wygrał pulę ale będzie o jednego gracza mniej?.
2. Czy lepiej wygrać niewielką część puli i mieć nadal tylu przeciwników co przed rozdaniem i to w dodatku z odbudowanymi stackami.?
[center]Moim zdaniem zagrania tego typu w takich sytuacjach to nie pokaz umiejętności tylko głupota. W każdej dziedzinie, w której się konkuruje, gra czy jakkolwiek inaczej to nazwiecie, w pewnych momentach opłaca się zawrzeć niepisaną umowę z jednym z rywali. W gospodarce to podobno zakazane na szeroką skalę aby nie monopolizować rynku. Jak jest w pokerze? Nie wiem. Ja nie widzę w takiej „współpracy” niczego złego. Po prostu gram. A chyba zgodzicie się ze mną, że poker to nie tylko karty. Liczy się przebiegłość i dopasowanie stylu gry do danego momentu, wykorzystanie sprzyjających sytuacji, eliminacja przeciwników i nie pchanie się tam gdzie nas nie powinno być. [/center]
Zacznę od szybkiego wyjaśnienia na czym polega tytułowy dylemat.
Jak podaje wikpedia:
„(..) Dwóch zamieszanych w duże przestępstwo przestępców złapano za małe przewinienie. Policja wie, że oni są winni, lecz nie ma dowodów. Jeśli:
• będą współpracować ze sobą, odsiedzą niewielką karę za małe przewinienie (określenie współpraca dotyczy współpracy między przestępcami, nie współpracy z policją i oznacza, że obaj nie będą zeznawać),
• jeden zerwie współpracę i będzie zeznawał, a drugi nie, pierwszy zostanie uwolniony, drugi natomiast pójdzie siedzieć za poważne przestępstwo,
• obaj będą zeznawać, obaj pójdą siedzieć, przy czym wyrok będzie z tego względu nieco złagodzony.
Problem jest następujący: niezależnie od postępowania drugiego, opłaca się zeznawać. Jeśli natomiast żadna ze stron by nie zeznawała, wynik byłby o wiele lepszy dla obu graczy.
[center]Zatem wybór podyktowany interesem osobistym nie zawsze jest najlepszy dla danej osoby[/center]. (…)
Co to ma wspólnego z pokerem? Mi się to kojarzy z jedną sytuacją.
Bardzo często zdarza się, że gdy sprawdzacie kogoś kto wszedł do gry „za wszystko” bo macie dużo więcej żetonów, znajduje się „ten trzeci”.
Tym sposobem nie możecie się rozluźnić i patrzeć jak flop, turn i river przynosi wam zwycięstwo i eliminujecie jednego z przeciwników tylko przychodzi flop i pytanie: Jak dalej grać z tym drugim? No właśnie.
Grać z nim czy przeciwko niemu?
Moim zdaniem to pierwsze. Jeżeli jesteś tym trzecim i nie trafiasz na flopie układu, który ma szansę wygrać, nie zmuszaj drugiego przeciwnika do foldnięcia, bo osoba na shortstacku może zgarnąć pulę i tylko on wyjdzie z tej sytuacji zwycięsko. Oczywiście jeżeli masz silny układ to graj jak chcesz.
Czasami ręce mi opadają jak muszę w takiej sytuacji spasować najwyższą parę ze słabym kickerem a okazuje się, że shortstack wygrywa najniższą parą albo wysoką kartą ponieważ „trzeciemu” zachciało się blefować w najmniej odpowiednim momencie.
Jeżeli czasami jesteście „tym trzecim” zastanówcie się:
1. Czy lepiej żeby drugi przeciwnik wygrał pulę ale będzie o jednego gracza mniej?.
2. Czy lepiej wygrać niewielką część puli i mieć nadal tylu przeciwników co przed rozdaniem i to w dodatku z odbudowanymi stackami.?
[center]Moim zdaniem zagrania tego typu w takich sytuacjach to nie pokaz umiejętności tylko głupota. W każdej dziedzinie, w której się konkuruje, gra czy jakkolwiek inaczej to nazwiecie, w pewnych momentach opłaca się zawrzeć niepisaną umowę z jednym z rywali. W gospodarce to podobno zakazane na szeroką skalę aby nie monopolizować rynku. Jak jest w pokerze? Nie wiem. Ja nie widzę w takiej „współpracy” niczego złego. Po prostu gram. A chyba zgodzicie się ze mną, że poker to nie tylko karty. Liczy się przebiegłość i dopasowanie stylu gry do danego momentu, wykorzystanie sprzyjających sytuacji, eliminacja przeciwników i nie pchanie się tam gdzie nas nie powinno być. [/center]
